|
Blog > Komentarze do wpisu
Co by było, gdyby...
Moja Wena się zbuntowała i kazała mi naskrobać taki oto tekst, który bezpośrednio nawiązuje do poprzedniej miniaturki. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i bardzo proszę o komentarze bez względu na to czy będą one pozytywne, czy negatywne ;)
Severus Snape otworzył oczy i poderwał się gwałtownie do pozycji siedzącej, co nie było zbytnio mądrym pomysłem, a uświadomił to sobie, kiedy syknął z bólu i złapał się za zabandażowany brzuch. Opadł z powrotem na poduszki i rozejrzał się dookoła. Leżał na łóżku, wokół którego ustawiony był parawan. Wywnioskował, że znajduje się w Skrzydle Szpitalnym. Uniósł się znowu, tym razem dużo ostrożniej, odczekał chwilę i powoli wstał. Na krześle leżała złożona jego czarna peleryna, ale nigdzie nie widział koszuli i surduta. Zresztą z tego, co pamiętał, to z tych części jego stroju mogło mało co zostać. Podniósł pelerynę przyglądając się jej dokładnie. Miejscami widniały na niej ciemnoczerwone plamy przywodzące na myśl krew, którą z pewnością były. Zarzucił ją sobie na ramiona i wyszedł zza parawanu. Większość łóżek było zajęte przez uczniów, którzy przypadkiem znaleźli się w wirze walki. Nad jednym z tych nieszczęśników pochylała się właśnie pani Pomfrey. Na widok Severusa zwróciła się do niego nie przestając zajmować się uczniem: - Severusie, wiem, że nienawidzisz tu leżeć, ale marsz z powrotem do łóżka! Nie mam zamiaru składać cię znowu, ani zbierać cię z podłogi, jakbyś zasłabł… - Kazanie pewnie byłoby dużo dłuższe, ale Snape bezceremonialnie jej przerwał. - Gdzie jest Granger? – Sam się zdziwił, że jego głos był taki cichy, ale zrzucił to na fakt, że był jeszcze dosyć słaby. W końcu klątwa, którą oberwał do najlżejszych nie należała. Poppy spojrzała na niego zaskoczona. Spodziewała się, że będzie się z nią wykłócał, a później nie zważając na jej protesty pójdzie do siebie trzaskając przy okazji drzwiami. Natomiast nie spodziewała się, że zapyta o Gryfonkę. - Wyszła stąd jakieś półgodziny temu… - Nie pytam, kiedy wyszła, ani czy w ogóle tu była, ale gdzie jest teraz – powiedział poirytowanym głosem podkreślając ostatnie słowo. - Gdybyś mi nie przerwał, już byś wiedział. – I dodała zanim zdążył znów się wtrącić. – Powinna być w Wielkiej Sali z innymi. A dla twojej informacji przyszła tu, żeby zobaczyć jak się czujesz! – Ostatnie słowa wykrzyczała już do zamkniętych drzwi, za którymi Severus zniknął, bezczelnie nimi przy tym trzaskając. – Nigdy się nie nauczy manier… Severus starał się iść szybko korytarzem, ale po niedługim czasie musiał przystanąć i odpocząć, gdyż wzmocnił się ból świeżo zasklepionej rany. Ruszył w dalszą drogę, kiedy tylko miał taką możliwość. W drodze próbował sobie przypomnieć ostatnie chwile, zanim stracił przytomność. Równo z zapadnięciem zmroku na hogwarckie błonia wkroczyli Śmierciożercy, których szeregi były powiększone o wilkołaki i wampiry. Nie był to dobry pomysł, gdyż z chwilą, gdy światło księżyca w pełni padło na likantropów zmienili się oni w krwiożercze bestie, ale zamiast zaatakować członków Zakonu rzucili się na swoich odwiecznych wrogów – wampiry. Czarny Pan oczywiście był z tego faktu bardzo niezadowolony, ale było za późno na jakiekolwiek już zmiany, byli na terytorium wroga, musieli z nim walczyć. Część Śmierciożerców wdarła się do zamku korzystając z zamieszania na błoniach i dopadli tam niewinnych uczniów, którzy nie zdążyli się ukryć w swoich pokojach wspólnych. Wtenczas do akcji wkroczyła Gwardia Dumbledore’a. Zdołali zmusić Śmierciożerców do wycofania się z powrotem na błoniach, gdzie w tym czasie bitwa rozgorzała na dobre. Severus starał się trzymać od tego wszystkiego z daleka i tylko wykorzystywał okazje, kiedy jakiś Śmierciożerca chciał zaatakować któregoś z członków Zakonu od tyłu. Żaden jednak nie zdołał tego zrobić, gdyż większość z nich nagle, z niewiadomych przyczyn odchodziła na tamten świat, a reszta padała na ziemię ciężko ranna. I w chwili, kiedy przybyło wsparcie z Ministerstwa i wszystkim wydawało się, że są już blisko zwycięstwa, Rockwood zakradł się za plecy Hermiony Granger i posłał w jej kierunku klątwę własnego wymysłu. Severus stał akurat niedaleko i widział, jak w zwolnionym tempie, jak promień wystrzelił z różdżki i leciał w kierunku niczego niepodejrzewającej Gryfonki. Severus mógł jej pomóc na wiele sposobów, mógł odepchnąć ją zaklęciem, zmienić tor lotu klątwy, ale nie pomyślał o tym. Zareagował instynktownie. Błyskawicznie znalazł się koło niej i zasłonił ją własnym ciałem. Chwilę później leżał już na ziemi krwawiąc z olbrzymiej dziury w brzuchu. Jak przez mgłę pamiętał, jak Granger się nad nim pochylała i chyba coś mówiła. Później była ciemność. Nie zastanawiał się, co by było, gdyby nie zdążył. Jego podświadomość zrobiła to za niego podsyłając mu sen. Sen w którym to Granger ginęła od tej klątwy, a nie on. Martwiło go tylko, że ten sen był na tyle realny, że wydawał się być rzeczywistością. Dlatego teraz Severus chciał koniecznie zobaczyć Granger, żeby na własne oczy się przekonać, że nic jej nie jest. W chwili, gdy przekroczył próg Wielkiej Sali zdążył zauważyć jedynie zbliżającą się niebezpiecznie szybko szopę bujnych, brązowych włosów, po czym poczuł, jak ktoś, a właściwie właścicielka owych włosów wpada na niego z impetem i przewraca na ziemię. Sycząc z bólu próbował zrzucić z siebie dziewczynę, która w międzyczasie objęła go mocno. - Cieszę się, że nic panu nie jest, profesorze – powiedziała z radością. – I dziękuję za uratowanie mi życia. - Granger, jeśli w tej chwili ze mnie nie zejdziesz, to zaraz nie będzie mi miała za co dziękować – wysyczał morderczym tonem. Hermiona, zmieszana, zarumieniła się lekko, wstała szybko ze swojego profesora i pomogła mu się podnieść. - Jak się pan czuje? – zapytała z troską. - Znośnie. Gryffindor traci pięćdziesiąt punktów. - A to niby za co? – spytała osłupiała. - Za prawie nieumyślne spowodowanie mojej śmierci – odpowiedział z drwiącym uśmieszkiem. Przez chwilę wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, po czym w jej oczach pojawiły się iskierki złości, które Severus tak uwielbiał. - Nikt panu nie kazał mnie ratować – powiedziała cicho. - Musiałem – na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. – Przecież już ci mówiłem, że to JA cię w końcu kiedyś zamorduję. – Mimo poważnego tonu w jego oczach błysnęły ledwie zauważalne iskierki rozbawienia. Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem, po czym nie zważając na fakt, że wszyscy obecni się im przyglądają przytuliła się znów do niego. - Dobrze, że nic ci nie jest. Bałam się, że możesz… - Hermiono – przerwał jej, chwycił lekko jej podbródek i uniósł, aby spojrzeć jej w oczy. – Nawet o tym nie myśl. Nie spieszy mi się na tamten świat. Poza tym, jakby mnie zabrakło, to niby kto miałby cię denerwować? – Przy tych słowach na jego twarzy zagościł złośliwy uśmieszek. Hermiona zaśmiała się lekko. - Pod tym względem nikt nie jest w stanie cię zastąpić – uśmiechnęła się do niego szeroko, po czym stanęła na palcach, zbliżyła swoją twarz do jego i nie zauważając zszokowanych spojrzeń złączyła ich usta w długim pocałunku. piątek, 28 maja 2010, ines_mp
Komentarze
2010/05/28 20:53:23
Kobieto, dawno się tak nie uśmiałam! Kocham Cię za to, właśnie czegoś takiego dziś potrzebowałam! Aaaa wciąż się śmieję ^^
"Żaden jednak nie zdołał tego zrobić, gdyż większość z nich nagle, z niewiadomych przyczyn odchodziła na tamten świat" - och ten tekst mnie rozwalił po prostu, a wsześniej rozmowa z Poppy i w ogóle cały tekst :D I jak Hermiona wpadła na Seva :D I jak sie przekomarzali :D Aaa! Tylko jednego nie zrozumiałam, co mi w sumie nie przeszkadza, ale i tak zapytam: Czy oni w takim razie byli razem wcześniej, czy tak po prostu pod wpływem emocji? Pozdrawiam i życzę weny! Oby jak najwięcej takich tekstów! Buźka :* 2010/05/28 21:10:21
U la la. Bardzo mi się podobało ;d. Może dopiszesz jeszcze jedną miniaturkę, jako ciąg dalszy tej . Tekst p. Pomfrey: " Nigdy się nie nauczy manier" mnie powalił ;d. Natomiast scena w Wielkiej Sali.... Mimo, że po wielkiej bitwie uczniowie mają wiele wyrozumiałości, to chyba nie aż tyle ;d. Życzę weny i pozdrawiam nox92.
2010/05/28 21:59:47
Jako że jestem jedną z tych głupich naiwnych romantyczek to oczywiście się ucieszyłam, że ta cała śmierć Hermiony to był tylko sen, bo inaczej to bym się rozryczała. chyba...
Jak przeczytałam tytuł notki, i że będzie nawiązaniem do tej poprzedniej to już się bałam, że to będzie o przemyśleniach Snapa po śmierci Miony, i o tym jak ją kochał a ona już nie żyje, i tego typu inne rzeczy...których osobiście nie za bardzo lubię...:) Więc jak już mówiłam bardzo się ucieszyłam, jak przeczytałam że jednak Granger żyje i ma się dobrze...:) Najbardziej mi się podobało to z tym, jak Snapa zasłania ją swoim ciałem... to było takie... DRAMATYCZNE!!!:) Oczywiście, jak to ja, rozryczałam się na końcu opowiadania, sama nie wiem dlaczego... więc nawet nie pytaj... Ostatnio tak mam... Twoje opowiadania na tym blogu są takie... inne... Takie jakbyś opisywała swoje sny, takie nie z tego świata, a nawet nie ze świata Hogwartu, tylko takie dziwne, ale to mi się właśnie w nich podoba, i to, że w każdym zdaniu można wyczytać jakieś emocje, choćby w najkrótszym słowie czy literce... I podoba mi się to że są takie nieprzewidywalne i sprawiają, że czytam je po kilka razy... Ah, no dobra... Nie marudzę już...:D Pozdrawiam, życzę weny i mam nadzieję, że napiszesz niedługo coś jeszcze... Emmiona 2010/05/29 08:05:40
Hmm...
Podobało mi sie :D Jednak nie wiem nie mam chyba dziś zbyt dobrego dnia wolałam poprzednią miniaturkę :D Jednak nie przejumuj się moją opinia jak już wcześniej napisałam było ładnie, zgrabnie i powabnie na 5+, przynajmniej stylistycznie choć ostatnie zdanie wymagałoby jak dla mnie rekonstrukcji :/ Mam nadzieję, że niedługo pojawi się nowa notka :* I proszę o wybaczenie co do treści mojego komentarza po prostu takie mam odczucia :) Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo, dużo Weny Blanx199 2010/06/20 21:13:50
Śliczne, sama dopisywałam sobie w myślach ciąg dalszy i był on właściwie identyczny:D
|
|
Takie słodkie i optymistyczne :) Podobało mi się, chwile szczęścia w życiu są niezwykle potrzebne :) Ponawiam: oby takich więcej!
Pozdrawiam!
mionka94