|
Blog > Komentarze do wpisu
6. Droga cz. 2
Ciach, ciach...
Josh, po skończonych wykładach, zbierał powoli materiały, których używał na zajęciach, kiedy do pomieszczenia weszła Kate z biura. Już po jej wyrazie twarzy wiedział, że coś jest nie tak. Odłożył materiały spoglądając na nią pytająco. - Hermiona miała wypadek – powiedziała cicho. Josh zamarł. Jakaś jego część cieszyła się, że odłożył te przeklęte papiery, bo teraz pewnie musiałby je zbierać z podłogi. - Jak to? Kiedy? – zapytał zdenerwowany. - Właśnie dostałam telefon. Ktoś widział, jak tir wjechał w jej samochód. Czując, że jego nogi są coraz słabsze, złapał najbliższe krzesło i osunął się na nie ciężko. Nie wiedział, co o tym myśleć. Po części, to była jego wina, że jechała tym samochodem akurat teraz. Że też musiał go posłuchać i zostawić ją ze Snapem! A przecież nie było żadnego problemu, żeby zmienić jej przydział. Ale teraz się już czasu nie cofnie. - A co z nią? – spytał szeptem. W oczach Kate zobaczył niepewność. - Właśnie nie wiem. – Spojrzał na nią zdumiony i już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zdążyła się odezwać. – Samochód wylądował na dachu – Josh mimowolnie się wzdrygnął – ale ani jej, ani jej kursanta nie było w środku. Zmarszczył lekko brwi. Zastanawiał się, co oni wykombinowali, żeby się stamtąd wydostać. I gdzie teraz są. Było oczywiste, że użyli tej swojej magii, ale on się na tym kompletnie nie znał, nie miał więc nawet żadnego punktu zaczepienia. Ale stwierdził, że musi coś z tym zrobić. Nie zostaje nic innego, jak się skontaktować z nim. Wstał powoli, mruknął coś nie do końca zrozumiałego w stronę Kate i wyszedł. Szedł szybkim krokiem przez Londyn modląc się, żeby Hermionie nic nie było. Chociaż, jeśli samochód dachował… Aż bał się myśleć, w jakim stanie oni mogli być. Po dwudziestu minutach ponurych rozmyślań doszedł do niedużego domku oddalonego kawałek od głównej drogi. Podszedł do drzwi i energicznie zapukał. Odpowiedziała mu chwila ciszy, po której drzwi się uchyliły lekko. - To ja, King, mam wiadomość do przekazania.
Gdy się obudziła, otaczała ją cisza. Uniosła ostrożnie powieki, a jej oczom ukazało się nieduże jasne pomieszczenie. Leżąc na łóżku zrozumiała, że jest w sali szpitalnej. Czuła, że jest w jednym kawałku, więc jej ulżyło. Niepokoiła się jedynie faktem, że jest sama. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej i rozejrzała. Do ręki miała przyczepiony wenflon, przez który uzdrowiciele podawali jej kroplówkę. Nie mogli inaczej podać jej eliksiru, skoro była nieprzytomna. Sposób ten został wprowadzony dość niedawno przez uzdrowicielkę pochodzącą z rodziny mugolskiej. Z początku się nie przyjął, ale z czasem znalazł poparcie wśród młodszych uzdrowicieli. Zdobył dużą popularność i jest teraz używany wyjątkowo często przez wszystkich. Już chciała wstać, gdy drzwi się otworzyły i do sali wszedł młody mężczyzna w białej szacie. Zdziwił się wyraźnie widząc ją siedzącą na łóżku. - O, już pani się obudziła. Bardzo dobrze. – Zbliżył się, by usiąść na krześle koło jej łóżka. – Mam do pani kilka pytań. I radziłbym się położyć, pani rana na boku jeszcze się do końca nie zagoiła. – Odczekał, aż ułożyła się wygodnie z powrotem na poduszkach. – Dobrze, to może zacznijmy od tego, jak pani się nazywa? – zapytał uprzejmym tonem. Z daleka można było rozpoznać, że jest przyjacielsko nastawiony do ludzi. - Hermiona Slavicset – odparła i zdziwiła się niezmiernie słysząc swój mocno zachrypnięty głos. - Miło mi poznać. Ja jestem Roderick Weeks, ale może mi pani mówić Rod – powiedział z uśmiechem. Hermiona poczuła sympatię do tego młodego szatyna. – Wprawdzie wiem, że kobiet się o wiek nie pyta, ale mam nadzieję, że pani rozumie, że jest to potrzebne do dokumentów – puścił jej oczko przy tych słowach. Jej nagła sympatia do tego człowieka nieco zmalała, nie potrzebny jej tu był adorator. - Dwadzieścia pięć – wychrypiała chicho. – Co z Severusem? – zapytała zanim zdążyła ugryźć się w język. - Eee… - pierwszy raz uśmiech zniknął z jego twarzy. – Ma pani na myśli profesora Snape’a? – Kiwnęła głową w odpowiedzi, wolała nie marnować głosu na zbędne słowa. – No więc… Obudził się i wygląda na to, że czuje się dosyć dobrze. Hermiona uśmiechnęła się złośliwie. - Ile osób już przeklął? – spytała spokojnie. Zauważyła, że już jej się trochę lepiej mówi. Młody uzdrowiciel zmieszał się wyraźnie. - Nie wiem, o czym pani mówi. Może jednak wróćmy… - Pytam na ile osób rzucił już klątwy, albo zrównał z ziemią słowami. - Nie sądzę, żeby to było tematem naszej rozmowy. Zanim zdążył coś dodać, usłyszeli jakieś hałasy zza drzwi. Coraz głośniejsze krzyki świadczyły o tym, że ktoś się zbliżał w ich stronę. Drzwi skutecznie zagłuszały pojedyncze słowa, więc nie słyszeli, kto co krzyczał, ale ten ktoś był już chyba obok sali. Nagle drzwi z hukiem się otworzyły, a stanął w nich nie kto inny, tylko Severus Snape we własnej osobie. Może i zabandażowana ręka, zadrapania i wyjątkowo zdeterminowany wyraz twarzy dodawał mu męskości i powagi, ale cały efekt psuła kremowa szpitalna piżama. Kąciki ust Hermiony wygięły się podejrzanie, ale, na całe szczęście, udało jej się nie wybuchnąć śmiechem. - Grangerrr… - Też była zachrypnięty, ale nie tak, jak Hermiona. – Znalazłem cię – rzucił z triumfalnym uśmieszkiem. - Czy jest jakaś szansa, żeby pana przekonać, profesorze, do powrotu do pańskiej sali? – zapytał ostrożnie ktoś za jego plecami. - Nie – warknął Severus przez ramię. Zrobił kilka kroków w jej stronę, co pozwoliło jej zauważyć, że silnie utykał na prawą nogę. Wstała szybko z łóżka, ale musiała się zaraz złapać za pulsujący bólem bok. Wcześniej o sobie nie przypominał, gdyż nie robiła żadnych gwałtownych ruchów. Gdy ból minął podeszła powoli do Severusa, by przytulić go mocno. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś cały – wymruczała mniej więcej w jego obojczyk. - Granger, przeżyłem osiemnaście lat jako szpieg, udało mi się przetrwać podczas Ostatecznej Bitwy, kiedy oficjalnie się opowiedziałem po stronie Zakonu, nie dałem się Śmierciożercom polującym na mnie od sześciu lat, a ty myślałaś, że dam się zabić w byle wypadku w mugolskim samochodzie? – zapytał patrząc na nią z wyrzutem. Jego oczy błyszczały pozorowanym gniewem. Skąd wiedziała, że to tylko pozory? Cóż, gdyby był naprawdę zły, to nie robiłby jej wyrzutów, tylko by ją zgromił kilkoma trafnymi słowami. – Co ten popapraniec tu robi? – mruknął nagle z irytacją. - Nic, próbował mnie podrywać – odparła spokojnie. - Och, czyżbym wam przeszkodził? Nic się nie martw, już was zostawiam samych – uśmiechnął się złośliwie i chciał cofnąć, ale Hermiona uparcie go przytrzymała. - Spróbuj tylko – warknęła, choć nie było przy tym takiego efektu, jaki zawsze uzyskuje Severus. - A co zrobisz? Poszczujesz mnie tą swoją imitacją kocura? – zaszydził. - Krzywołap nie jest imitacją! – krzyknęła jeszcze bardziej zdzierając sobie gardło. - Z tego co się orientuję, to oryginalne koty, niepodrabiane, mają proste łapy, co w przypadku tego rudzielca jest dalekie od rzeczywistości. Mogła być w nim zakochana po uszy, ale potrafił ją wkurzyć, jak nikt inny. Ze złości klepnęła go dosyć mocno w ramię, ale nieopatrznie trafiła w to zabandażowane. Severus syknął z bólu i momentalnie zmiażdżył ją wzrokiem. - Granger! Zabiję cię kiedyś – wysyczał groźnie. Hermiona od razu zaczęła go przepraszać, a w międzyczasie „popapraniec” wymknął się z pomieszczenia zostawiając ich samych. - Byłabyś łaskawa mnie puścić? Skoro już wiem gdzie jesteś, czyli wiem, skąd mam się trzymać z daleka, mogę już iść spokojnie odpocząć. - Trzymać z daleka? – mruknęła przez zęby, a Severus kiwnął głową. – Trzymać z daleka?! - Owszem, już za pierwszym razem dobrze usłyszałaś, nie musisz się upewniać. Prychnęła, zirytowana, i odsunęła się od niego, odwracając się do niego tyłem. - A idź sobie. Jak miałabym znosić twoje złośliwości, to chyba jednak wolę tego, jak to ująłeś „popaprańca”. Zerknęła na niego z nad ramienia i zdziwiła się widząc niesmak i jakby lekką złość na jego twarzy. - Naprawdę, mogłabyś sobie wybrać kogoś lepszego niż takiego tępaka – starał się mówić swobodnie, ale nie było już tego delikatnego rozbawienia w jego oczach. Hermiona poczuła się zaintrygowana jego reakcją. - Wiesz, on przynajmniej nie próbował się na mnie wyzłośliwiać za każdą drobnostkę - rzuciła spokojnie. Prawie czuła, jak jego irytacja rośnie, chociaż nie było tego na pierwszy rzut oka widać. Nie wiedzieć czemu, sprawiało jej to niemałą satysfakcję. - O ile się nie mylę, jeszcze niedawno twierdziłaś, że taki mój urok – odparł gładko uśmiechając się triumfalnie. Hermiona zarumieniła się lekko. - Nie musiałeś tego pamiętać – mruknęła pod nosem. - Wybacz, że zapamiętałem. Rzuciłbym na siebie obliviate, ale mój umysł jest zbyt wiele wart, żeby go z tak banalnego powodu uszkadzać. Odwróciła się z powrotem do niego, by spojrzeć na niego z niedowierzaniem. - Wiesz, że jesteś niemożliwy? - Oczywiście. Możesz jeszcze spokojnie dodać, żem jest nieobliczalny, arogancki, wredny i nieprzewidywalny. Takie komplementy podbudowują moje ego. - Obawiam się, że to twoje ego się niedługo nie zmieści w tej sali. Zauważ, że ona jest dosyć mała. Prychnął rozbawiony, po czym odwrócił się do drzwi, a na odchodnym rzucił jeszcze. - A teraz wybacz, Granger, ale obawiam się, że moja noga pragnie odpoczynku, a wyobraź sobie, że ona jest dla mnie ważniejsza niż twoje zachcianki. Zanim zdążyła odpowiedzieć, już go nie było. Pokręciła z rozbawieniem głową, a po chwili sama wróciła do łóżka. Odpływając w objęcia Morfeusza, pomyślała jeszcze, że może śmiało wykorzystać tego całego Roda, czy, jak kto wolał, „popaprańca”, żeby powkurzać Severusa. Zasnęła z uśmiechem na twarzy. Złośliwym uśmiechem.
- … i mówi, że mieli wypadek samochodowy. - Nic im nie jest? - Właśnie w tym sęk, że nie wiadomo. Zniknęli gdzieś. - Zniknęli? - Tak, King podejrzewa, że pewnie się teleportowali. - Niewykluczone. A skoro byli w stanie się teleportować, to nie jest z nimi aż tak źle. - Pewnie nie, ale to nie zmienia faktu, że nie wiadomo, gdzie są. - Daj mi chwilę pomyśleć. - … - Hm… Jeśli naprawdę się stamtąd aportowali, King powinien ich łatwo wyśledzić. - To go zaraz poproszę, żeby to zrobił. - A ja spróbuję ich poszukać na swój sposób. - A masz jakieś podejrzenia, gdzie mogą być? - Szczerze mówiąc, mogą być praktycznie wszędzie. Gdybym jeszcze wiedział, w jakim są stanie… - Ponoć ten samochód nadaje się jedynie na złom, więc nie sądzę, żeby z nimi było dużo lepiej. - To zależy. - Od czego? - Między innymi od tego, KIEDY się teleportowali. Równie dobrze mogli to zrobić przed wypadkiem, a wtedy nic by im nie było. - Masz rację. - Przecież ja zawsze mam rację… - Dobra, dobra, mam ci wyliczyć, ile razy się pomyliłeś? - Niekoniecznie. - Więc się tak nie przechwalaj. Bo znowu ci przyłożę. Tak, tym razem też w nos. - Czy ty nie miałeś przypadkiem gdzieś iść? - O, już się wycofujesz? Co za tchórz. A mówią, że Gryfoni są taacy odważni. - A Krukoni są niby inteligentni… - … - … - … - Przypominam, że właśnie wychodziłeś. A do wyjścia nie potrzebny ci zamach na prawy sierpowy. - Jeszcze mnie popamiętasz! - Oczywiście, powtarzasz to za każdy razem i zawsze o tym pamiętam, nie martw się. - Stanowczo za dużo czasu spędzałeś z Severusem. - Do zobaczenia! - A niech cię szlag! czwartek, 16 września 2010, ines_mp
Komentarze
2010/09/16 20:51:19
Za przerywanie w takich momentach powinno się spalac autorów na stosie! Ines, cholero, zatłukę cię, jeżeli nie dodasz następnego rozdziału teraz-zaraz! Naprawdę!
Co do tekstu: scena pocałunku była naprawdę świetna. Taka romantyczna... Przestraszył mnie ten ich wypadek. Cholera, miałam ciarki na plecach, gdy to czytałam! Ech, czekam na ciąg dalszy! CZEKAM i będę MOLESTOWAC! Pozdrawiam, L. ;) 2010/09/16 21:19:44
no, no, no ;) rozdział cudowniutki ;) cieszę się że wykorzystałaś mój pomysł :D wprawdzie troszkę zmieniony ale rozdział wypadł wspaniale (czy mówiłam że to pierwszy mój dedyk na bloxie?? nie? to mówię :) ) no i fajnie... ba!... uroczo (takiego słowa nie ma w twoim słowniku!!) wypadła scenka gdy Severus szukał Hermiony po szpitalu :D i jeszcze myśl Hermi że wykorzysta doktorka :) zapowiada się wspaniale i wcale nie mam pretensji, że rozdział był krótki (dla niektórych) bo był bogaty w wyjaśnienia i szczegóły, gdy wpadnę jeszcze na jakiś pomysł dam znać o sobie na GG
ps. a ja myślałam że gdy Severus odwrócił się w tamtym rozdziale to zobaczy jak Hermi wysiada i ma wypadek (chyba o tym pisałam ;p) a tutaj jeszcze lepiej wymyślone ;) życzę Pana Wena przez duże W ;) twoje vampirniątko ;) 2010/09/16 21:49:22
komentarz dodałam w poprzedniej części i jest on dalej aktualny.
Do tego jestem zaintrygowana szeptami postaci, Josha. Czuję w kościach intrygę ;) Pozdrawiam i weny życzę. A. Shiro 2010/09/16 22:47:11
szantażystka...;P ale cuuudne to było;) Kocham ich dyskusje i przekomarzania. No i Hermiona całujaca Seva...mmm;)
Pozdrawiam serdecznie i życzę duużo Wena;)
Gość: ania, 093105081057.legnica.vectranet.pl
2010/09/16 23:15:26
mało. oczywiście, że mało. :) ale świetnie i bardzo severusowato :) pochłonęłam na raz całego bloga. ach. zdecydowanie masz nową czytelniczkę :)
Gość: ola, chello089077016121.chello.pl
2010/09/17 15:02:59
czekam na dalszy ciąg.... NIECIERPLIWIE... jak zawsze":)
2010/09/17 15:15:34
Hej.
Rozdział baaaardzo mi się podobał. Już się nie mogę doczekać kolejnego. Szczerze mówiąc, to czego innego się spodziewałam na początku notki, ale twoja wersja podobała mi się o wiele bardziej :) Wypadek też był moim zdaniem genialny, chociaż też wyobrażałam go sobie inaczej. Chyba bardziej... dramatycznie :) No ale nieważne. Tak też było dobrze. Ogólnie, wszystko było miodzio, ale teraz idę na obiad, bo już i burczy w brzuchu z głodu. Pozdrawiam i czekam na nową notką, Emmiona. 2010/09/17 17:21:11
Super :*
Niedobrze mi się zrobiło, jak przeczytałam o obrażeniach Seva, ale później już wszystko było okej :) Hermiona wyznała swoje uczucia, teraz czas na Mistrza Eliksirów. Mam nadzieję (i wiem to), że kolejne rozdziały będą równie długie jak obecny (albo dłuższe) :) Pozdrawiam! mionka94
Gość: mag, public-gprs106407.centertel.pl
2010/09/17 20:02:47
Hej!
Super rozdział, świetnie opisałaś wypadek, realistycznie. Pocałunek też był super ale chyba najlepsza była ta ich "rozmowa" w szpitalu. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam i Zyczę Wena
Gość: , host18811713360.waldex.3s.pl
2010/09/18 12:47:02
no no no... Się kręci :)
przeczytałam dwie części 6 notki naraz i jestem zaspokojona jeśli chodzi o tajemnicę Hermiony xDD ale niestety nadal jestem głodna kolejnych notek, a więc... NAKARM MNIE xDD
Gość: Revy14, afex66.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/18 16:15:45
Jak zwykle rozdzial Boski. Nic dodac nic ujac :) Ten ,,popapraniec'' bedzie mial przekichane :D. Fajna scena akcji z tym samochodem musialas sie nacharowac. czekam na nastepne rodzialy calusy!!!
2010/09/18 20:27:41
B: No w końcu nadrobiłam i naprawdę nie wiem co napisać, prócz słowa "boskie". Heh, już sobie wyobraziłam minę tego "popaprańca" przy tym całym zdarzeniu. XDD
Pozdrawiamy ;* 2010/09/19 20:16:34
No i pięknie. Gratuluję długości rozdziału. Ciekawy pomysł z tym wypadkiem. Podejrzewam, że uzdrowiciele będą mieli z nimi (Zwłaszcza z Severusem) siedem światów. ;)
Świetna była ta końcówka. :) Pozdrawiam! 2010/09/21 16:00:03
Przeczytałam ;d. Ile razy to już powtarzałam, a pewnie i sporo jeszcze powtórzę ;d. GENIUSZ w czystej postaci ;d.
Nox krąży szukając pana Wena. Skubaniec dobrze się ukrył. Nagle w pobliskiej gęstwinie dostrzega krucze włosy i zieloną koszulę. Kto by pomyślał, że umie się tak dobrze maskować. Stop. Wróć. Przecież to oczywiste skoro czasami brakuje natchnienia. Ze złośliwym, domyślnym uśmiechem kieruje się w tamtą stronę, pamiętając, by zachować tę informację na przyszłość. Nagle widzi przerażone oczy i zwrot do ucieczki. -Nie uciekaj! Do licha nie będę cię gonić przy chorobie.- on ze złośliwym uśmiechem zrywa się do biegu. Nox w przypływie zrezygnowania, zdziera głos do reszty: -No i gdzie twoje maniery?! Tak się nimi szczyciłeś i wyszło szydło z worka! Na jej twarz wpływa uśmiech, gdy pan Wen odwraca się z nieukrywaną furią. -A teraz mój drogi, skoro jednak postanowiłeś mnie wysłuchać, powiem, że nie mam żadnej prośby ino chcę ci podziękować. I nim zdążył uciec, rzuciła mu się na szyje, powodując upadek na darń. Obdarowała ostatnim pocałunkiem w policzek i rzekła: -Przepraszam. I jeszcze raz dziękuję. Posłała mu z daleka uśmiech i odwróciła się napięcie, zostawiając go zdziwionego. Pan Wen leżąc na darni drapał się po brodzie ze zdziwieniem. Otrząsnął się lekko, wstał i z uśmiechem, że tym razem mu się upiekło i nie dostał żadnego zlecenia, szykował się by odejść. Doszedł go jednak jeszcze krzyk Nox, który starł zadowolenie z jego twarzy. - Ale jeśli mógłbyś jeszcze pomóc Ines byłabym wdzięczna. -Uważaj, bo jak się zbuntuję i zrobię sobie wakacje, to mnie nie znajdziesz. -Ależ oczywiście, oboje jednak dobrze wiemy, że gdzie byś się nie udał, to i tak Cię znajdę... Reszta ich rozmowy została zagłuszona przez huczący wiatr... Oczywiście dziękuję za dedykacje i polecam się na przyszłość. Pozdrawiam i życzę weny Nox :* 2010/11/07 02:16:36
troche takei to było dziwne, to że Miona tak najnormalneij w swiecie przytula sie do obcego człowieka, rozumiem, że byłą smutna i tego potrezbowała , ale mimo wszytsko dla mnie to było dziwne, moze gdyby to było inne miejsce, a tak auto wszedł obcy mezczyzna. rozuemiem, że na potrzeby opowiadania miala nie myslec rozsadnie, to wyznanie, sposob w jaki to zrobiła był niezwykły, naprawde, niesamowicie mi sie podobał. ten wypadek , opis byl ciekawy,a sytuacje ze szpitala niezle mnie ubawiłi, te ich docinki ktore niby miały obrazac a tak naprawde pokazac ze ciesza sie ze nic im nie ejst były genialne , nadal sie z nich smieje .
ide spac jutro skoemntuje tlumaczenie, musialam jeszcze cos betowac i nie mam juz sily, ale jestem szczesliwa ze jestem juz na czysto, bo mnie to meczylo. |
|
Całość mi się podobała niesamowicie! I to, jak Hermiona wyznawała miłość i reakcja Seva (bardzo severusowata zresztą) i opis wypadku... A najbardziej? Oczywiście to, jak Sev przeszukiwał szpital w poszukiwaniu Hermiony ^ ^ No jak sobie to wyobraziłam, to się wiłam ze śmiechu na łóżku :D:D:D Geniusz! I ich rozmowy... Ach... Cudo po prostu!
Ja komentarz dałam, teraz wszystkich czytelników proszę o to samo, bo chcę jak najszybciej przeczytać część kolejną!
Pozdrawiam :*