|
Blog > Komentarze do wpisu
11. Droga cz. 1
No proszę, udało się trochę szybciej napisać niż poprzednim razem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo ta notka różni się nieco od innych. Między innymi tym, że czas leci znacznie szybciej ;) Ale nie tylko ;) Pojawiło się tu też kilka oryginalnych pomysłów (albo i nie oryginalnych, ale ciekawych), w tym, przez wzgląd na jeden z nich, muszę dedykować dzisiejszą notkę Angelinie ;) Ponad to, na kolejną dedykację zasłużyła sobie Nox, robiąc za krytyka ;) Zapraszam do czytania!!
Pierwszą rzeczą, jaką Severus poczuł zaraz po przebudzeniu, był zapach Gra… Hermiony. Po tej nocy dziwnie było mu nazywać ją po nazwisku. Oczywiście dotyczyło to tylko i wyłącznie myśli. Otworzył powoli oczy i zmarszczył brwi na widok poduszki leżącej przed nim. Podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał. Ewidentnie był cały czas w jej sypialni i był sam. Zauważył swoje rzeczy złożone starannie na fotelu, więc wstał i się ubrał. Rzuciła mu się w oczy karteczka leżąca na szafce nocnej. Hermiona z przykrością informowała w niej, że musiała wrócić do pracy. Podziękowała mu po raz kolejny za cudowny wieczór i miała nadzieję, że będzie się u niej czuł, jak w domu. Severus szczerze w to wątpił, znacznie bardziej wolał swoje ciemne lochy. Dopisała jeszcze pod spodem, że kolejna lekcja będzie za dwa dni w południe. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie, po czym zabrał swoją różdżkę i wyszedł, zaklęciem zamykając za sobą drzwi. Przeszedł w pierwszy lepszy zaułek, skąd mógł się spokojnie teleportować do Hogsmeade. Ruszył powoli do Hogwartu słuchając świerkających wesoło ptaków. Nie był wprawdzie do końca zadowolony z poranka, aczkolwiek noc była całkiem zadowalająca. Chociaż może nawet bardziej niż zadowalająca. Po części spodziewał się, że Hermiona go odepchnie i będzie chciała po prostu wypić tego cholernego drinka, ale najwyraźniej idealnie przewidział jej zamiary. Szczerze mówiąc, zachowywała się tak, jakby czekała na to od dawna. Nawet brak tej przeklętej bielizny zdawał się to potwierdzać. Nie da się zaprzeczyć, że mile go tym zaskoczyła. Gdy tylko przekroczył próg zamku ujrzał coś niepojącego. Albus stał przy schodach prowadzących do lochów z kretyńsko szerokim uśmiechem na twarzy i irytująco błyszczącymi oczami. Wyraźnie na niego czekał. Severus starał się nie zwracać na niego uwagi i zwyczajnie go minąć, ale w chwili, gdy znalazł się obok niego poczuł rękę dyrektora na swoim ramieniu. - Wiesz, Severusie, właśnie się do ciebie wybierałem – powiedział wesoło Albus. - Czemu mnie to nie dziwi – mruknął ponuro Mistrz Eliksirów. - Jak ci idzie kurs? – zapytał dyrektor niedbale podążając wraz z Severusem w stronę jego kwater. Jego ręka wciąż nie opuszczała ramienia młodszego czarodzieja, jakby bał się, że ten mu ucieknie. - Nie najgorzej. – Severus zauważył podejrzany błysk w oczach dyrektora. – A czemu to wątpliwie zawdzięczam twoje zainteresowanie? - Wiesz, ciekaw jestem, jak idzie obsługa samochodu komuś, kto miał problem z wetknięciem wtyczki do gniazdka. Severus zmarszczył groźnie brwi. - Ale cieszę się, że sobie radzisz. Wiesz, słyszałem, że spotkałeś tam pannę Granger – rzucił Albus, jakby od niechcenia, a Severus od razu nabrał podejrzeń. - W takim razie masz złe źródła. Chyba zdajesz sobie sprawę, że nie wytrzymałbym nerwowo na tak małej przestrzeni z kimś pokroju Granger – odparł zjadliwie Severus ciekaw reakcji dyrektora. Albus zmieszał się wyraźnie, a jego uśmiech nieco zbladł. Mistrz Eliksirów pogratulował sobie w duchu. Weszli do jego kwater, udał się więc od razu do barku, skąd wyjął butelkę Ognistej i zaoferował drinka Albusowi, który chętnie go przyjął. - Kingsley mówił, że widział was gdzieś po drodze – powiedział w końcu Albus. – Chociaż faktycznie mógł się mylić. Panna Granger na pewno się zmieniła przez ten czas. - Z pewnością. Teraz ma pewnie takie siano na głowie, że nikt jej nie pozna – odparł spokojnie Severus delektując się Ognistą. - Niewykluczone. Ciekawe, że Tonks rozpoznała ją tak szybko – powiedział Albus w zamyśleniu, a Severus prawie się zakrztusił. Miał ochotę grzmotnąć się za to, że o niej zapomniał. – No cóż, miałem nadzieję, że mógłbyś przekazać jej ode mnie zaproszenie do Hogwartu, ale najwyraźniej się przeliczyłem – dodał dyrektor ze smutkiem. Przez chwilę pili whisky w milczeniu. Severus z pode łba obserwował smutną minę Albusa, ale twardo starał się nie zwracać na to uwagi. Kiedy Albus po raz kolejny westchnął z rozczarowaniem, nie wytrzymał. - Niech cię szlag! Jest moją instruktorką – warknął niechętnie, a Albus od razu cały się rozpromienił. - A kiedy spotkacie się po raz kolejny, jeśli wolno spytać? - Pojutrze – mruknął Severus zastanawiając się, gdzie Kingsley mógł ich widzieć. - Wspaniale! Przekaż jej w takim razie pozdrowienia ode mnie i Minerwy i zaproś ją na obiad do nas, dobrze? Severus kiwnął z rezygnacją głową. Zapatrzył się w szklankę, a Albus się pożegnał i już miał wyjść, kiedy Severusa uderzyła jakaś dziwna myśl. - Albusie? – Starszy czarodziej zatrzymał się przy drzwiach i spojrzał na niego pytająco. – Skąd wiedziałeś, że dopiero teraz wrócę? Zapadła cisza, a Mistrz Eliksirów obrócił się, by spojrzeć uważnie na swojego przełożonego. Albus wyraźnie się zmieszał i prawie niezauważalnie uciekł wzrokiem na dół, w lewo. PRAWIE niezauważalnie. - Byłem u ciebie wcześniej, ale że ciebie nie było, postanowiłem teraz sprawdzić ponownie. Severus powoli wstał i podszedł niespiesznie do dyrektora, który odruchowo cofnął się o pół kroku. - Moim zdaniem – syknął cicho – jesteś w to wszystko od początku zamieszany, najwyraźniej razem z Kingsleyem i bardzo dobrze się przez to bawisz. Wygląda na to, że jesteś cały czas na bieżąco z sytuacją, a ktoś poinformował cię, że wracałem dopiero teraz. Czego się spodziewałeś? Że uda ci się mnie wykiwać? W takim razie informuję cię, że jesteś w wielkim błędzie. Lepsi od ciebie próbowali zrobić mnie w konia i nawet im się nie udało. Pozwól, że przypomnę, iż nawet Voldemort nie miał ze mną szans pod tym względem. Daję ci więc dobrą radę, żebyś wreszcie dał mi spokój i zajął się własnym życiem. Wiesz – uśmiechnął się sadystycznie – mam wrażenie, że nie zaspokajasz wystarczająco Minerwy. Ostatnio jakaś taka ponura chodzi. Albus mimowolnie zaczerwienił się lekko. Severus, wciąż uśmiechając się złowrogo, położył rękę na jego ramieniu, delikatnie go obrócił, otworzył drzwi i wypchnął dyrektora ze swoich kwater zatrzaskując za nim z hukiem biedne drzwi. Wrócił potem na sofę i dokończył drinka już w lepszym humorze. W ciągu całego następnego dnia Albus skutecznie omijał Severusa. Nawet na posiłkach, których obaj nie mogli uniknąć, starał się dać mu spokój. Mistrz Eliksirów miał jednak nieodpartą chęć wybuchnięcia śmiechem, gdy zaraz z rana zobaczył Minerwę w dużo lepszym humorze niż ostatnio. Sam miał całkiem znośny humor, a powodem były prawdopodobnie sny połączone z fragmentami wspomnień, które uprzyjemniały mu noc. Kolejnego dnia, dokładnie w południe stawił się na parkingu zmierzając w stronę samochodu. Słońce wisiało wysoko na horyzoncie oślepiając swoim blaskiem. Odbijało się od szyb raniąc jego wzrok przyzwyczajony do ciemnych pomieszczeń. Wsiadł do samochodu mrużąc oczy i odruchowo trzasnął mocno drzwiami. Odpowiedział mu całkowity brak reakcji, toteż spojrzał na fotel pasażera zaskoczony i zamarł. Miał wrażenie, że wsiadł do złego pojazdu, chociaż akurat nie było żadnego innego w pobliżu. Z miejsca, które zazwyczaj zajmowała Hermiona wgapiała się w niego, jak w jakiś pieprzony obrazek, kobieta na oko koło trzydziestki z długimi, prostymi i czarnymi włosami oraz błękitnymi oczami skrytymi za wąskimi okularami. Ręce zaciskała na brązowej podkładce, prawie robiąc w niej dziury swoimi wielkimi, kolorowymi szponami. Ubrana była stanowczo zbyt wyzywająco, szczególnie, jeśli patrzeć na jej gigantyczny dekolt, który w gruncie rzeczy mało co zasłaniał i stanowczo zbyt obcisłą spódniczkę sięgającą ledwie połowy ud. Severus był gotów założyć się o sto galeonów, że stroju dopełniały szpilki na metrowym obcasie. - Pan Snape? – zapytała cicho odsłaniając w uśmiechu rząd olśniewająco białych, prostych zębów. - Owszem – warknął Severus. – A pani to…? - Karen Mohen – odparła szybko nie zwracając uwagi na jego ton i wyciągnęła do niego rękę na powitanie. Severus zmarszczył brwi przyglądając jej się przez chwilę. Część tej chwili poświęcił na powstrzymywanie się przez spoglądaniem w dół. - Gdzie jest Granger? – zapytał wprost ignorując całkowicie jej wyciągniętą dłoń, którą po chwili opuściła zmieszana. - Granger? - Hermiona Granger – Severus czuł, jak jego irytacja stopniowo przemienia się w złość. - Ach, masz na myśli Hermionę Slavicset? – Posłał jej mordercze spojrzenie, ale odezwała się znowu, zanim zdążył coś wtrącić. – Wzięła urlop, a ja ją zastępuję. - Jak to „wzięła urlop”? - No… zadzwoniła do szefa i poprosiła go o wolne, a wtedy szef przydzielił mnie do ciebie – odparła z uśmiechem. - O ile się nie mylę, nie jesteśmy na ty, panno Mohen – warknął ostrzegawczo, ale kobieta najwyraźniej była uodporniona na jego złość. - Och, Severusie, daj spokój, w końcu spędzimy ze sobą nieco czasu, nieprawdaż? Stanowczo nie podobał mu się jej głos, ale jeszcze bardziej nie odpowiadało mu znaczące mrugnięcie, które mu posłała. Wyglądało na to, że nie było innego wyjścia, tylko znieść przez jakiś czas tą kretynkę. Miał głęboką nadzieję, że Granger szybko wróci z tego cholernego „urlopu”. Zapiął szybko pas i przygotował się do jazdy z postanowieniem, że będzie ignorował to dziwactwo tak długo, jak tylko się da. Rozejrzał się jeszcze tylko, czy na pewno nikogo nie ma w pobliżu i może bezpiecznie wyjechać, kiedy jego wzrok wychwycił drobną zmianę. Ta cała Moher, czy jak jej tam, ściągnęła okulary ujawniając tym samym wyrazisty makijaż, zamaszystym ruchem odrzuciła włosy w tył, a gdy spostrzegła, że Severus na nią spogląda, zatrzepotała zalotnie długimi rzęsami. Zaczął modlić się do Salazara o cierpliwość. Ruszył nieco zbyt gwałtownie, a że nie była przygotowana do tego, prawie sobie rozpłaszczyła swój mały, próżniacko zadarty nosek na desce rozdzielczej. Severus uśmiechnął się nieznacznie. Mina mu zrzedła, gdy zaraz się wyprostowała uśmiechając się do niego promiennie i zapewniając, że nic się nie stało. Hermiona na jej miejscu zaraz by się na niego wydzierała. I w tym momencie dotarło do niego, że nawet lubił, gdy na niego krzyczała. Wykazywała się wtedy stanowczością i pewnością siebie. W końcu nie każdy były uczeń byłby w stanie podnieść głos na wrednego Mistrza Eliksirów. A Hermiona w ten sposób tak jakby stawiała siebie na równi z nim. Pokazała pazurki. Severus musiał przyznać, że mu się to podobało.
piątek, 12 listopada 2010, ines_mp
|
|