|
Blog > Komentarze do wpisu
Szaleństwo
W związku z urodzinami Angeliny, które są właśnie dzisiaj, napisałam specjalnie dla niej miniaturkę, która z zamiaru miała być poważnie-śmiechowa... Ale na zamiarze się skończyło... Obawiam się więc, iż muszę ostrzec, że te miniaturka stanowczo NIE jest dla dzieci. Proszę, abyście na poważnie wzięli tym razem limit wiekowy. Przypominam też, że młodsi czytają na własną odpowiedzialność. No cóż, wszystkiego najlepszego, Angel!! :)
Od chwili, gdy ich zobaczyła, wiedziała już, że nie mają żadnych szans. Szabrownicy byli bezwzględni, a teraz najwyraźniej wzięli sobie za cel dopaść ich żywych. Miała dziwne przeczucie, że nie skończy się to dobrze. Co nie zmienia faktu, że nie miała zamiaru poddać się bez walki. Wiedziała, że samotnie mogłaby jakoś się im wymknąć, ale z Harrym i Ronem był większy problem. Może gdyby się rozdzielili, zwiększyliby swoje szanse, ale bała się, że jednak odwróciłoby się to przeciwko nim. Przeklęła głośno, kiedy prawie straciła równowagę potykając się o wystający korzeń. W gruncie rzeczy to potknięcie ją uratowało, gdyż tuż nad jej pochyloną głową przemknęła jakaś klątwa. Chociaż nie była pewna, czy to przypadkiem nie odwlekło jedynie w czasie pochwycenia przez napastników. Rozejrzała się szybko w poszukiwaniu Rona i Harry’ego. Ujrzała ich kawałek przed sobą. Wyglądało na to, że nawet nie zauważyli, iż została nieco w tyle. Miała nadzieję, że podniesie to nieco ich szanse przetrwania, bo w końcu zawsze była możliwość, że szabrownicy zadowolą się nią, a chłopaków zostawią w spokoju. W sumie mogła im jeszcze trochę pomóc… Wojna wymaga ofiary… Ścisnęła mocniej różdżkę w dłoni i odwróciła się niespodziewanie posyłając zaraz pierwsze zaklęcie w stronę mężczyzn podążających ich śladem. Zanim zdążyła schować się za najbliższym drzewem, zauważyła jeszcze zdziwione spojrzenia. Skoncentrowała się mocniej i wymruczała pod nosem kilka dziwnych słów. Po chwili do jej uszu doszły okrzyki pełne zaskoczenia. Nie odwracając się za siebie puściła się biegiem w kierunku Harry’ego i Rona, którzy z idiotycznymi wyrazami twarzy stali kilkanaście metrów dalej i wpatrywali się w efekty jej zaklęcia. O ile wszystko poszło dobrze, pod nogami szabrowników twarda ziemia zmieniła się nagle w grząskie bagno skutecznie utrudniające im pościg. Machnęła ręką ze złością, ale Gryfoni dalej gapili się na nią zdziwieni. - Ruszcie się, kretyni! – wrzasnęła na nich w końcu i dopiero wtedy się ocknęli. Odwrócili się szybko, by dalej uciekać, ale nie zrobili nawet kroku. Hermiona ledwie zdążyła wyhamować, zanim na nich wpadła. Uniosła różdżkę, by trzasnąć zaklęciem szabrownika stojącego przed nimi, ale czyjaś dłoń zacisnęła się z siłą imadła na jej nadgarstku. Druga dłoń wyszarpnęła jej różdżkę z ręki, po czym złapała ją w pasie, by nie mogła się wyrwać, co zresztą starała się właśnie zrobić. Harry z Ronem zostali unieruchomieni i zakneblowani zaklęciami, zanim zdążyli cokolwiek zrobić i również stracili swoje różdżki. Hermiona w myślach gratulowała sobie pomysłu, by zmodyfikować twarz Harry’ego, gdy tylko ujrzała napastników. Szabrownik, który stanął im na drodze, przyjrzał się uważnie całej trójce po kolei. Zaczął od Rona, którego rude włosy najbardziej rzucały się w oczy. Spoglądał na niego przez chwilę, ale najwyraźniej nie zauważył niczego ciekawego, bo szybko odwrócił się do Harry’ego. Zmarszczył brwi na widok jego zdeformowanej twarzy. Przez dłuższą chwilę go obserwował, po czym, tknięty jakąś dziwną myślą, odgarnął mu włosy z twarzy i wciągnął ze świstem powietrze. - No, no, chyba ładnie trafiliśmy, chłopcy – rzucił wesoło i odsunął się nieco, by pokazać pozostałym niewyraźny ślad przypominający bliznę na czole Harry’ego. Hermiona zaklęła ostro w myślach. – Coś mi mówi, że pan Malfoy bardzo się ucieszy – dodał głośno szabrownik z szerokim uśmiechem. Podszedł jeszcze do Hermiony, by przyjrzeć się jej uważnie. Niby od niechcenia odgarnął włosy z jej twarzy i założył je za ucho. - Całkiem niczego sobie – mruknął cicho pod nosem. Przesunął palcami wzdłuż linii jej szczęki i uchwycił jej podbródek. Powolnym ruchem obrócił jej głowę w bok, by pochylić się nad jej szyją. Wciągnął głęboko powietrze razem z jej zapachem, a Hermiona usilnie starała się odsunąć, ale drugi mężczyzna trzymał ją mocno. - Ładnie pachniesz, wiesz? – mruknął szabrownik odsuwając się nieco. Obrócił z powrotem jej głowę, by móc spojrzeć jej w oczy. – Może uda się namówić pana Malfoya, by dał cię nam w nagrodę – szepnął cicho z dziwnym błyskiem w oku. Rozluźnił chwyt na podbródku, by móc obrysować palcami jej usta. Hermionie ani trochę nie podobał się ten człowiek, ani jego zamiary. Gdy jego kciuk zatrzymał się na moment na jej dolnej wardze, zrobiła coś, czego sama się nie spodziewała: ugryzła go mocno. Mężczyzna momentalnie od niej odskoczył z syknięciem, a drugi z nich musiał szybko poprawić chwyt, kiedy zaczęła się gwałtownie szarpać. - Uspokój się, Granger – usłyszała ostrzegawczy szept w uchu i znieruchomiała nagle. Nie zwracając uwagi na przeklinającego szabrownika, jej umysł zaczął pracować na najwyższych obrotach starając się odkryć, skąd trzymający ją mężczyzna znał jej nazwisko. - Durna dziewucha – warknął w końcu klnący mężczyzna masując sobie palec. – Już ja cię nauczę posłuszeństwa. – Zamachnął się, by uderzyć ją otwartą dłonią w twarz. Odruchowo zamknęła oczy, ale poczuła, że mężczyzna, który ją trzymał, odsunął ją lekko na bok. - Wiesz, że w ten sposób tracimy czas? – warknął jej tymczasowy obrońca. Mężczyźni przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu ten, który najwyraźniej dowodził, machnął ręką z rezygnacją. Rzucił jej jeszcze mordercze spojrzenie i odwrócił się, by zamienić kilka słów z pozostałymi szabrownikami. - Dziękuję – szepnęła cicho Hermiona z nadzieją, że tylko mężczyzna stojący za nią, usłyszał jej słowa. Nie dotarła do niej żadna odpowiedź, ale poczuła, że rozluźnił nieco uścisk. Miała dziwne wrażenie, że coś tu jest nie tak. W tym czasie dowódca szabrowników potarł dłonią nieogolone policzki, jakby się nad czymś zastanawiał, a po chwili wyciągnął z kieszeni wymiętoloną paczkę chusteczek jednorazowych i przyjrzał się jej dokładnie. Stuknął ją różdżką, a kiedy rozbłysła niebieskim blaskiem, uśmiechnął się z satysfakcją. - Dobra, dawać tu ich – rozkazał głośno. Dwóch szabrowników podniosło Harry’ego i Rona i nie siląc się na delikatność podeszli z nimi bliżej. Hermiona szarpnęła się lekko, kiedy mężczyzna za nią pociągnął ją w stronę przywódcy, ale poczuła zaraz, jak uspokajająco ścisnął jej dłoń, którą przytrzymywał jej za plecami. Każdy szabrownik po kolei dotknął paczki chusteczek i już po chwili poczuli charakterystyczne szarpnięcie w pępku, a moment później drzewa wokół nich zniknęły. Hermiona nie wiedziała, dokąd ich zabierają i w gruncie rzeczy, chyba to ją najbardziej przerażało. Chociaż te silne ramiona, które ją obejmowały i zarazem więziły, paradoksalnie dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Zresztą, gdyby nie one, z pewnością by upadła przy gwałtownym lądowaniu, które nastąpiło po chwili. Rozejrzała się szybko, by zorientować się, gdzie właściwie są, a widok herbu Malfoyów nad kominkiem zmroził jej krew w żyłach. Niby wspominali coś, że Malfoy ma niby być zadowolony, ale nie wierzyła, że od razu ich do niego zabiorą. Przywódca podszedł do jakiś drzwi i zniknął za nimi pozostawiając ich w salonie bez żadnego słowa. Harry z Ronem zostali brutalnie rzuceni na podłogę, a Hermionę dalej przytrzymywał szabrownik. Po dłuższej chwili, w trakcie której nikt się nie odzywał, drzwi otworzyły się ponownie, a do pomieszczenia wkroczył szybko Lucjusz Malfoy, wyjątkowo bez swojej nieodłącznej do tej pory laski, a za nim szabrownik i na końcu Bellatrix Lestrange, który uśmiechnęła się triumfalnie widząc gości. Lucjusz niespiesznie zbliżył się do Harry’ego. - To o nim mówiłeś, tak? – zapytał cicho przyglądając się z ciekawością Wybrańcowi, a mężczyzna za nim szybko pokiwał głową. Przykucnął, brutalnie chwycił Harry’ego za szczękę i uniósł jego głowę spoglądając uważnie na twarz. Odsłonił przy tym jego czoło i uśmiechnął się sadystycznie widząc zarys blizny. – Harry Potter. Witam w moich skromnych progach, wybawco świata – zaśmiał się zimno, po czym szybko go puścił i wstał. – Bello, mogłabyś się zająć panem Potterem przed przybyciem Czarnego Pana? – zapytał odwracając się do szwagierki, która jedynie rozpromieniła się i z sadystycznym uśmiechem machnęła różdżką w stronę Harry’ego. Potter zaczął się wić po podłodze, nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Hermiona z przerażeniem patrzyła na przyjaciela, który po chwili został wylewitowany z pomieszczenia i zabrany dokądś przez Bellatrix. Miała nadzieję, że uda jej się w końcu jakoś uwolnić i go uratować. Lucjusz w tym czasie odwrócił się do Rona i skrzywił się spoglądając na niego sceptycznie. - Zabierzcie mi stąd tego śmiecia – mruknął do szabrowników, po czym zwrócił swoją uwagę na Hermionę. Podszedł do niej powoli przyglądając się jej dokładnie. Za nim rozległo się chrząknięcie. - Ekhm, panie Malfoy, myśleliśmy sobie, że moglibyśmy ją zatrzymać w ramach nagrody za przyniesienie Pottera. - Ponoć nie byłeś pewien, czy to Potter, więc z jakiej racji miałbyś oczekiwać nagrody? - No ale w końcu się okazało, że to on, nie? – mruknął szabrownik z mniejszą już pewnością. - Owszem. Możecie sobie zatrzymać tego śmiecia – powiedział Lucjusz po chwili namysłu i machnął niedbale ręką w stronę Rona. – Szlamą zajmę się ja. - Ale… - Nie ma dyskusji. Szabrownik westchnął ciężko, ale nie dyskutował więcej. Lucjusz w tym czasie zawołał Glizdogona, który krył się w pobliżu i kazał zaprowadzić pannę Granger do jednego z lochów. Mężczyzna, który ją trzymał zaoferował się, że sam ją tam doprowadzi, więc Glizdogon jedynie wskazał mu drogę. Hermiona miała cichą nadzieję, że może ten człowiek nie jest taki zły i pomoże jej uciec, ale traciła ją z każdym stopniem schodów prowadzących w dół. Pettigrew idący z przodu poprowadził ich jakimś korytarzem i w końcu otworzył jedne z drzwi. Hermiona została wepchnięta do środka, a drzwi zatrzasnęły się za nią z hukiem. Pomieszczenie było pogrążone w mroku, nie wiedziała więc nawet, czy jest duże, czy nie. Oparła się z rezygnacją o ścianę przy drzwiach. Raptem kilka minut później drzwi otworzyły się ponownie, ale zaraz zamknęły z powrotem. Rozbłysło delikatne światło pochodzące z końca różdżki Malfoya. Hermiona odruchowo odsunęła się jak najdalej od niego. Po chwili wpadła na jakiś duży mebel, który wyglądał na stół, ale przy końcach i na środku miał zamontowane skórzane pasy. Przełknęła głośno ślinę i spojrzała z powrotem na uśmiechającego się drwiąco Lucjusza. Blondyn zrobił krok w jej stronę i roześmiał się, gdy Hermiona od razu się odsunęła. Miała złe przeczucia, co do tego miejsca. Światło z różdżki nasiliło się, a widok, który ukazał się jej oczom, zmroził krew w jej żyłach. Na ścianach wisiało pełno łańcuchów, lin itp., a z otwartej szafki prawie wysypywała się olbrzymia kolekcja różnego rodzaju pejczy i biczy. W jednym rogu stał wielki stalowy X, a na końcach jego ramion również umieszczono skórzane pasy. Była tam jeszcze jedna szafka, ale zamknięta, a Hermiona wolała nawet nie wiedzieć, co w niej jest. Malfoy machnął różdżką, by wyczarować kulę światła, która powędrowała do sufitu oświetlając lepiej całe pomieszczenie. Różdżkę wsunął do kieszeni i znów skierował się w jej stronę. Hermiona szybko zajęła miejsce po drugiej stronie stołu, by nie mógł się do niej dostać. Ponownie się roześmiał, a ją zmroziło na ten nieprzyjemny dla niej dźwięk. - Myślisz, Granger, że uda ci się przede mną uciec? – zapytał retorycznie. Oparł się nagle o stół i pochylił w jej kierunku. – Stąd nie ma ucieczki, szlamo. Zanim zdążyła zareagować złapał ją mocno za rękę i pociągnął w swoją stronę. Próbowała się odpychać od blatu, by zachować odległość, ale niestety Malfoy był silniejszy. Drugą ręką chwycił ją za ramię, a po dłuższej szarpaninie wciągnął ją na stół. Od razu zrozumiała, że to nie był dobry pomysł chować się za tym stołem. Zaczęła krzyczeć głośno, żeby ją puścił, ale miała wrażenie, że to go tylko bardziej nakręca. Kilka razy prawie udało jej się wsadzić mu palce w oczy, ale skubaniec złapał jej oba nadgarstki. Nie odpuściła jednak i szarpała się dalej, aż udało jej się przyłożyć mu łokciem w krocze. Momentalnie zgiął się wpół, ale nie uwolnił jej rąk, a jedynie przytrzymał je mocniej. Łokciami oparł się o stół i chwilę trwał w takiej pozycji, wciąż nie rozluźniając uścisku. Kiedy wreszcie w miarę doszedł do siebie, chwycił jej nadgarstki jedną ręką, dzięki czemu drugą miał wolną. Przesunął się do szczytu stołu, a po dłuższej chwili obie jej ręce były unieruchomione przez skórzane pasy, które Lucjusz zacisnął z taką siłą, że brutalnie wbijały jej się w skórę. Odsunął się na moment, by odetchnąć, a później to samo zrobił z jej nogami, chociaż po części miał z tym większe problemy. Hermiona znalazła w sobie nieznane pokłady energii i raz nawet udało jej się kopnąć go w szczękę. Ale po chwili była już całkiem unieruchomiona. Lucjusz przesunął dłonią wzdłuż jej nogi, aż do talii, gdzie był ostatni skórzany pas. Zacisnął go na tyle mocno, że w pierwszej chwili nie miała czym oddychać. Malfoy odsunął się kawałek, by przyjrzeć się jej dokładnie i uśmiechnął się z satysfakcją. Hermiona czuła, jak w jej oczach zbierają się łzy. Nie miała już żadnej możliwości obrony przed tym, co ten sukinsyn chciał jej zrobić, cokolwiek to było. - Nie spodziewałem się, że będziesz taka waleczna, szlamo – mruknął niskim głosem i podszedł z powrotem do stołu. – Ale to dobrze, dawno się tak nie namęczyłem. Dotknął delikatnie jej policzka, po czym przesunął palce na jej usta, a Hermionie prawie udało się go ugryźć, ale zdążył odsunąć rękę. - Ho, ho, ależ ty agresywna – mruknął z zadowoleniem w głosie. Wyciągnął z kieszeni różdżkę, machnął nią szybko, a Hermiona momentalnie poczuła zimne powietrze na nagiej skórze. Łzy wstydu i zażenowania popłynęły jej z oczu. Wzdrygnęła się, kiedy poczuła dotyk jego dłoni na swoich piersiach. Najpierw delikatnie je obrysował, a później brutalnie zacisnął rękę. Jęknęła cicho z bólu, a on najwyraźniej potraktował to jako zachętę do dalszej zabawy, bo, nie czekając na nic, drugą dłoń umieścił między jej nogami i wszedł w nią agresywnie dwoma palcami. Hermiona szarpnęła się w więzach. - Zostaw mnie, skurwielu! – wrzasnęła na całe gardło. Ku jej nieszczęściu, Lucjusz jedynie się bardziej rozochocił słysząc, jak go nazwała. Hermiona stwierdziła, że ten człowiek jest nienormalny. Zawsze wiedziała, że Malfoy do najprzyjemniejszych nie należy, ale nie sądziła, że jest takim psycholem. Krzyknęła z bólu, kiedy cofnął rękę i zaraz wbił w nią trzy palce od razu. Przez dłuższy czas zabawiał się w ten sposób, a łzy bólu nieustannie płynęły po jej twarzy. W końcu chyba mu się zaczęło nudzić, gdyż wycofał się i odszedł na chwilę. Hermiona odetchnęła głęboko i zamknęła oczy nie chcąc wiedzieć, co ją czeka dalej. Jedyne, czego pragnęła, to być jak najdalej od tego miejsca. Wiedziała, że do końca życia będzie miała uraz na punkcie bycia uwięzioną. - Spójrz, szlamo, co dla ciebie mam – zawołał w końcu wesołym głosem, ale Hermiona odwróciła głowę, by na niego nie patrzeć. – Głucha jesteś? – warknął niebezpiecznym głosem. Uparcie starała się powstrzymać drobną ciekawość i nie odwróciła się. Zaraz później zawyła z bólu, kiedy skórzane rzemienie z dużą siłą uderzyły między jej nogi. Malfoy roześmiał się głośno, ale pochłonięta bólem nie słyszała wyraźnie jego głosu. Nagle otworzyła oczy. Otaczała ją całkowita ciemność. Próbowała uspokoić oddech, ale było to niewiarygodnie trudne. Otarła wilgotne oczy i wtuliła się mocniej w obejmujące ją silne ramiona. - Severusie? – szepnęła cicho drżącym głosem z nadzieją, że mężczyzna nie śpi. Po chwili usłyszała pytające mruknięcie. – Miałam koszmar – wyznała cicho, a Severus momentalnie przytulił ją mocniej. - Lucjusz? Kiwnęła głową przysuwając się do niego bliżej. - Wciąż nie rozumiem, dlaczego to zrobił. Mężczyzna westchnął cicho, a po chwili poczuła jego dłoń gładzącą jej włosy. - Lucjusz zawsze miał dziwne zapędy, ale to kontrolował. Dopiero, gdy Voldemort zabrał mu jego różdżkę i ją zniszczył, całkowicie mu się klepki poprzestawiały. Nie myśl już o nim. - To nie jest takie proste – szepnęła patrząc mu w oczy. - Zdaję sobie z tego sprawę. Nie zmienia to faktu, że musisz spróbować. Severus zbliżył się do niej, by pocałować ją delikatnie w usta. Z radością odwzajemniła pocałunek i zarzuciła mu ręce na szyję, by przytrzymać go dłużej przy sobie. Po dłuższej chwili się odsunął. - Idź już spać, widać, że jesteś zmęczona. Hermiona uśmiechnęła się zadziornie. - Może i jestem, ale nie na tyle, by pozwolić ci zasnąć, jak już nie śpisz – szepnęła mu do ucha miękkim głosem, który, w jego przypadku, czynił cuda. Zaczęła całować go delikatnie po szyi, a on westchnął z rezygnacją. - Jaka ty jesteś uparta… - mruknął sięgając po różdżkę, by rzucić szybkie zaklęcie antykoncepcyjne. wtorek, 30 listopada 2010, ines_mp
Komentarze
2010/11/30 22:11:04
POdobało mi się, mimo że było brutalne....
Zaczynam się obawiać, że mam jakieś sadystyczne skłonności. 2010/11/30 23:00:36
Ines łap buziaka za Lucka, aleś mnie zaskoczyła. Bardzo ci dziękuję za prezent. Biorąc pod uwagę, że to one-shot trudno by ci było dać typowe lumione, ale ok. Co do tortur i wyrafinowanych pomysłów, podobało mi się, zwykle nie opisujesz takich rzeczy, ale wyszło całkiem całkiem, choć za krótko, brak mi detali tym bardziej, że spodziewałam się, że będzie dużo brutalności, biorąc pod uwagę nawet zmianę na + 18 w blogu, ale ok. Mam sobie wyobrazić....nie każdy lubi pisać takie rzeczy, czytać. Opisy oddawały emocje. Nie wiem dlaczego myślałaś, że lulu mi się nie spodoba był taki jaki być powinien. Chyba cię naszło po filmie co? hehe, ale ten Sev, że też on tam był, mówię ci mam za dużo pytań.
Gość: Wercia, 89.76.52.22*
2010/12/01 14:38:27
Miałam herbatę w ręku i kiedy to czytałam o niemal na siebie jej nie wylałam :D ale Ty jestes dla niej brutalna!! Biedna Hermiona.. tylko zastanawia mnie jak to sie stało,ze budząc się, miała przy sobie Severusa.. ;)) ah i ten jej tekst,ze nie da mu zasnąć :D
P.s Obawiam się o Twoje przyszłe doświadczenie i to, jaki wpływ bedzie ono miało na Hermionę :D:D MY CHCEMY JESZCZE! :D 2010/12/01 16:13:26
Trzeba przyznać, że "śmiechowe" to faktycznie nie było, ale miniaturka spodobała mi się. Tylko zabrakło mi czegoś hmm... sama nie wiem, może za krótki opis tych tortur? Ale z drugiej strony, jakbyś jeszcze dokładniej je opisała to chyba trzeba by było oznaczyć ją + 30;) Podobał mi się Lucek, był taki... Lucjuszowaty!? I to, że Herm jest z Sevem, ale dlaczego do cholery Severus użył zaklęcia antykoncepcyjnego?
p.s. Gdzie ukrywasz Gellerta? 2010/12/01 19:45:54
Genialne! Bardzo mi się podoba. Angel dostała świetny prezent. Nie spodziewałam się czegoś takiego w ogóle. Zdziwił mnie Lucjusz torturujący Herm, ale było to miłe zaskoczenie, w końcu nie zawsze wszytsko musi być tak jak sobie to wyobrażam. Jednak najbardziej zdziwił mnie sam koniec, kiedy okazało się, że jest z Sevem.
Podsumowując po prostu bardzo mi się wszytsko podobało i czekam na więcej.
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2010/12/02 15:31:27
super! tyle jestem w stanie teraz napisać. zgłoszę Ci się na gadu za parę godzin bo muszę otrząsnąć się z szoku po tym jakże trzymającym w napięciu jednorazowym opowiadaniu :D
2010/12/06 16:49:36
Boże! To było takie... słodkie... Na początku myślałam, że może Snape uratuje Hermionę z rąk Lucjusza, albo coś takiego więc końcówka naprawdę mnie zaskoczyła. Miniaturka bardzo mi się podobała. Oby takich więcej :P
Pozdrawiam, Emmiona. |
|
Nox