|
Blog > Komentarze do wpisu
Szaleństwo II
Panie i panowie, pan Wen uległ namowom i napisał kontynuację! Ostrzegam jedynie, że jest ona chwilami mocniejsza niż poprzednia część, ale końcówka skutecznie to wynagradza ;) Bardzo proszę o powstrzymanie się od jedzenia, gdy dojdziecie do części z Bellą. I mówię w tym momencie całkowicie poważnie. Generalnie proszę wziąć pod uwagę ograniczenie wiekowe ;) Dodam jeszcze, że rozdzialik dedykowany jest Shanice, która obchodzi dziś urodziny! Wszystkiego najlepszego, moja droga!
Ze strachem spoglądał dookoła, gdy Malfoy i ta przeklęta Lestrange zabierali jego przyjaciół. Po raz pierwszy został tak naprawdę sam i był całkowicie bezbronny. Do tej pory zawsze ktoś był przy jego boku, czy to ktoś z rodziny, czy Harry lub Hermiona. Bał się. Zwyczajnie zaczął odczuwać strach o własne życie. Miał niby świadomość, że powinien się raczej obawiać o los przyjaciół, ale egoistyczne instynkty wzięły górę nad przywiązaniem do przyjaźni. Tak bardzo chciał się stąd uwolnić i uciec nie oglądając się za siebie. Fakt, że nie mógł tego zrobić, coraz bardziej go przytłaczał. Szarpnął się rozpaczliwie próbując uwolnić się z więzów, ale nie dość, że nie mógł z nimi wygrać, to jeszcze zarobił kopniaka w brzuch, na tyle silnego, że na chwilę zabrakło mu tchu. - Spokój śmieciu – warknął stojący nad nim szabrownik. Zamknął oczy, łkając w głębi duszy. Cała przygoda, której tak się poświęcili, właśnie się kończyła. Że też uwierzył w opowieści Harry’ego o odnalezieniu wszystkich horkruksów! Co właściwie osiągnęli? Dokładnie nic. Może i znaleźli tego jednego horkruksa i udało się go zniszczyć, ale co z tego, skoro teraz dali się złapać. Zaczął się zastanawiać, dlaczego tak właściwie do nich wrócił. Ach tak, dla Hermiony. Tylko dla niej powrócił. I jak został powitany? Z krzykiem i pięściami. Do tej pory do końca mu nie wybaczyła. A Harry? Cieszył się z jego powrotu, bo tylko dlatego się nie utopił i nie musiał sam niszczyć tego cholernego medalionu. Prawda była bolesna, ale oczywista. Tak naprawdę nie chcieli go ze sobą. Medalion miał rację – zmówili się, by na niego wpłynąć, żeby odszedł i zostawił ich w spokoju. Niech ich szlag! Wyrzucał sobie, że w ogóle z nimi wyruszył. Z pewnością bez niego od początku byłoby im lepiej i nie musieliby się kryć. Był pewien, że coś było między nimi, ale nie chcieli pewnie pokazywać tego ze względu na niego. Dlaczego? Nie miał pojęcia, ale wiedział, że to na pewno miało jakiś powód i cel. Poczuł nagle niewyobrażalną wściekłość. Pieprzeni „przyjaciele”! Nie istnieje ktoś taki, jak prawdziwy przyjaciel. Każdy szuka jedynie zysków wykorzystując do tego innych ludzi. Jakiż on był naiwny! Dał się tak łatwo zmanipulować! A przecież rodzice zawsze go ostrzegali, że powinien uważać na innych. Ludzie nie są warci zaufania. - To co robimy z tym smarkaczem? – zapytał głośno jeden z szabrowników, kiedy już pozostali sami. - A skąd mam, kurwa, wiedzieć?! – warknął ich przywódca. – Chciałem sobie tę dziewczynę wziąć, a nie rudzielca. Pieprzony Malfoy – mruknął ze złością i splunął na podłogę, po czym odwrócił się i zmierzył Rona wzrokiem. Nie spodobało mu się to zimne spojrzenie piwnych oczu. Z niepokojem obserwował, jak szabrownik zbliżał się do niego powoli, aż zatrzymał się na tyle blisko, że Ron mógł poczuć swąd bagiennego błota, które osiadło na jego butach i spodniach. Szabrownik przykucnął tuż przy nim i złapał go za szczękę, po czym przyjrzał się dokładnie jego twarzy obracając jego głowę jakby z niechęcią. Westchnął ciężko i wyjął z kieszeni krótką różdżkę, machnął nią, a Ron mógł odetchnąć głębiej, gdy magiczny knebel zniknął z jego ust. - Jak się nazywasz, młody? – zapytał szabrownik siląc się na spokojny ton. - Ron… - wychrypiał uświadamiając sobie nagle, jak bardzo zaschło mu w gardle. - Ron – powtórzył za nim mężczyzna, jakby sprawdzając brzmienie tego imienia. – Ronnie. Dobra, młody, czego szukaliście w tamtej okolicy? Ron nie odpowiedział, a jedynie odwrócił wzrok i zamknął oczy, w razie, gdyby próbowali na nim legilimencji. - Młody, nie mam zamiaru się z tobą cackać – ostrzegł go mężczyzna. – Powinieneś się cieszyć, że chcę z tobą po dobroci pogadać. - My… Oni szukali jakiś magicznych przedmiotów – wyjąkał w końcu. - Oni? A ty co, za guwernantkę im robiłeś? - Taką rolę mi chyba przypisali – odparł Ron z goryczą. Szabrownik zaśmiał się cicho. - Coś mi się zdaje, że zdążyliście się pokłócić, co? Znowu nie odpowiedział, ale skrzywił się lekko poniekąd odpowiadając w ten sposób na jego pytanie. - Rozumiem – mruknął powoli szabrownik. – Też bym się wkurzył na nich za coś takiego. Po coś ty w ogóle z nimi chodził? – Ron uparcie nic nie mówił. – Wiesz, kiedyś miałem podobną sytuację. Byłem cholernie zakochany w jednej dziewczynie, ale skubana nie powiedziała mi, że ma chłopaka. Razem z jeszcze jednym gościem, który za mną nie przepadał wykorzystali mnie, a potem kazali spieprzać. Beznadziejna sprawa. Ale znalazłem nową rodzinę, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Słuchaj, młody, i tak jesteś na razie na nas skazany, a myślę, że dobrze by się nam razem współpracowało. Zapomnij o nich i dołącz do nas. Jesteśmy na zwycięskiej pozycji – dodał uwalniając Rona spod unieruchamiającego go zaklęcia. Rudzielec spojrzał szabrownikowi w oczy i nagle poczuł do niego sympatię. Ten człowiek wiedział, co on czuje, a teraz chce mu pomóc. Nie widział powodu, dla którego miałby nie przyjąć jego propozycji. Bez wahania przyjął wyciągniętą w jego stronę dłoń widząc szczery, zachęcający uśmiech, zamiast wyrazu triumfu przemieszanego z sadystycznym, diabelskim uśmiechem. Był całkowicie nieświadomy, że poddał się paskudnym sztuczkom stojącego przed nim mężczyzny, który wbrew pozorom wcale nie czuł do niego sympatii i nie chciał mu pomóc. Chciał go jedynie wykorzystać przeciwko jego znajomym i przyjaciołom. *** Bellatrix podskakując wesoło i wygwizdując skoczną melodyjkę lewitowała szamoczącego się na wszystkie strony świata Harry’ego. Przemierzali w ten niespieszny sposób korytarze rezydencji Malfoyów kierując się mniej więcej w stronę piwnic. Z punktu widzenia osoby stojącej obok sytuacja przedstawiała się w dosyć zabawny sposób, ale Harry osobiście nie widział w tym nic śmiesznego. Każdy znał zamiłowanie Bellatrix Lestrange do wymyślnych tortur, miał więc czego się bać. Tym bardziej, że został z nią sam na sam. Zatrzymali się w końcu przed jakimiś drzwiami w opustoszałej części willi, najprawdopodobniej już pod ziemią. Nie przerywając nawet na moment gwizdania, czarownica otworzyła drzwi i weszła do środku lewitując Pottera za sobą. Po chwili upadł boleśnie na kamienną podłogę, a drzwi zamknęły się z trzaskiem. Bellatrix zakasała rękawy i spojrzała na niego z obłędem w oczach. - Co powiesz na małą zabawę, panie Potter? Zaraz po jej słowach poleciał pierwszy z wielu niezliczonych Cruciatusów. Harry wił się z niewyobrażalnego bólu praktycznie nie mogąc wykonać żadnego ruchu, który pomógłby mu się obronić. Zaklęcie unieruchamiające mocno trzymało i nie był w stanie go przezwyciężyć. Okulary spadły mu z nosa i potłukły się, kiedy w ramach urozmaicenia zabawy zaklęciem rzuciła nim o ścianę. Gardło miał już mocno zdarte po niedługim czasie. Nie chciał dać jej tej satysfakcji i starał się nie krzyczeć z bólu, kiedy specjalnie przywróciła mu możliwość mówienia, ale to było silniejsze od niego. Łatwiej było znieść ten ból krzycząc ze wszystkich sił. Gdy zrobiła przerwę, nie był w stanie nawet na nią spojrzeć, leżał jedynie z zamkniętymi oczami próbując uspokoić oddech. Po chwili został kopniakiem przewrócony na plecy. Gdzieś ponad nim Bellatrix cmoknęła z niezadowoleniem. - Biedne dziecko, takie małe ałka i już nic nie jesteśmy w stanie zrobić? Ale ciota z ciebie, z Longbottomami była lepsza zabawa. Z trudem otworzył oczy, by spojrzeć z nienawiścią na jej rozmazaną postać. - Jesteś psychiczna… Powinnaś siedzieć na oddziale zamkniętym zamiast nich – starał się powiedzieć to głośno i stanowczo, ale z jego ust wydostał się jedynie cichy szept. Kobieta zaśmiała się opętańczo i pochyliła się, by siłą otworzyć mu usta i wlać do gardła jakieś eliksiry. Ze zdziwieniem zauważył, że wraca mu część sił, ale po chwili zszokował się bardziej, gdy poczuł, jak pewna szczególna część jego ciała dosyć szybko stwardniała. Nie bardzo wiedział, co ma w ogóle o tym myśleć, więc starał się nie myśleć wcale. Bellatrix jednym zaklęciem zerwała z niego wszystkie ubrania i wciągnęła gwałtownie powietrze. - Potter! – wykrzyknęła zdziwiona. – Ty masz jaja! Harry poczuł, jak cała twarz mu czerwienieje. Próbował jakoś się obrócić, żeby choć trochę się zasłonić, ale Bellatrix nie zważając na jego starania złapała nagle jego przyrodzenie nie siląc się na delikatność. - No kto by się spodziewał, że taki duży będzie – mruknęła w zamyśleniu przyglądając mu się z każdej strony. Szturchnęła palcem jego jądra i skrzywiła się. – Oj, będzie trzeba naprawić ten błąd natury. Jak można było pozwolić, żeby po świecie chodziły małe Potterniątka? Nie wiedział nawet kiedy w jej ręce pojawił się długi, ząbkowany nóż. Zaśmiała się szaleńczo gładząc z lubością błyszczące ostrze, a w jego oczach pojawiło się przerażenie. Kiedy szturchnęła czubkiem noża jego wrażliwe jądra, zatrząsł się cały ze strachu. - Nie, błagam – jęczał płaczliwym tonem. – Nie, nie rób tego… - No, Potter, nie bądź beksa, pokaż, że jesteś facetem z jajami – zaśmiała się przerażająco. Zaczął się wić jeszcze mocniej starając się uniknąć ostrza zbliżającego się nieubłaganie. Z oczu leciały mu łzy, ale nie zwracał na nie uwagi. Przeraźliwy wrzask wyrwał się z jego gardła, gdy czubek noża przebił wrażliwą skórę. Śmiejąc się opętańczo ścisnęła mocniej jego jądra i z niezwykłą zaciętością odcinała je od reszty jego ciała, a on szarpał się potwornie powodując, że powstała rana była jeszcze większa. Darł się przy tym na całe gardło, po policzkach łzy spływały mu strumieniami, a krew tryskała na wszystkie strony obryzgując dokładnie Bellatrix. Roześmiała się jeszcze głośniej, gdy odcięła już całość i ścisnęła je w dłoni nie zwracając uwagi na wszechobecną krew. Odłożyła nóż na bok, złapała Harry’ego za szczękę, siłą zmusiła go do otworzenia jej i wepchnęła mu do ust zakrwawione jądra. - Smacznego, Potter! – wrzasnęła chichocząc szaleńczo. Uparcie próbował je wypluć, ale kobieta nie dopuściła do tego. Poruszała jego szczęką pomagając mu pogryźć, a później siłą zmusiła go do przełknięcia. Czuł metaliczny smak krwi i wzbierające odruchy wymiotne. Gdy tylko go puściła, obrócił głowę w bok i zwrócił całą zawartość żołądka. Trząsł się cały z bólu, ale eliksiry, które mu podała, wciąż działały. Bellatrix nie zwracając uwagi na krew i wymiociny ściągnęła z siebie wszystkie ubrania i dalej chichocząc jednym ruchem nabiła się na wciąż twardego członka. Zaczęła go ujeżdżać energicznie powodując tym kolejne krzyki przepełnione bólem. Osobiście wolał już umrzeć niż znosić to wszystko jeszcze trochę dłużej. Poniekąd jego pragnienia się spełniły, ale trochę inaczej niż by się spodziewał. Drzwi nagle otworzyły się na całą szerokość uderzając z rozpędu o ścianę, a w stronę Bellatrix momentalnie poleciał zielony promień. Kobieta śmiejąc się szaleńczo nie zdążyła się nawet odwrócić, by sprawdzić, kto przerwał jej zabawę. Całym ciężarem martwego ciała zwaliła się na drżącego Harry’ego wyciskając całe powietrze z jego płuc. Zaraz jednak zaklęcie zdmuchnęło ją w kąt pomieszczenia. - Kurwa mać… - dotarł do Harry’ego głęboki głos pełen obrzydzenia. Po chwili ktoś zbliżył się do niego. Harry zdążył jeszcze usłyszeć świst różdżki, uspokajający szept „Odpocznij, Potter”, po czym odpłynął w błogą nicość.
Severus wciąż czuł lekkie mdłości przemierzając szybkim krokiem korytarze willi Malfoyów. Niby wiedział, że Bellatrix jest całkowicie niereformowalna, ale tym razem przeszła samą siebie. Mimo, że nie znosił tego chłopaka, jak mało kogo, w tym momencie jedynie mu współczuł i miał nadzieję, że świstoklik bezpiecznie go doprowadził do skrzydła szpitalnego w Hogwarcie. Na razie jednak musiał o nim zapomnieć i skupić się na odnalezieniu Granger. Modlił się, by dziewczyna nie była w takim stanie, jak Potter. Chociaż Weasley miał tyle szczęścia, że w jednym kawałku jest, ale znowu nie wiadomo, do czego będą próbowali go zmusić. No ale cóż, na razie jest w miarę bezpieczny, czego nie można powiedzieć o Granger. Żeby tylko wiedział, gdzie ona dokładnie jest… Nie miał innego wyjścia, jak sprawdzać wszystkie pomieszczenia podziemi po kolei, tak jak chwilę wcześniej zanim znalazł Pottera. Niech ich szlag, że też musieli tak rozbudować tą część willi. Zatrzymał się nagle przy jednych drzwiach, na które nałożono silniejsze zaklęcia. Przeczesał ręką włosy upewniając się, że wciąż są krótkie, a co za tym idzie, dalej ma wygląd jednego z szabrowników. Wyjął różdżkę, którą odebrał wcześniej mężczyźnie i przyczaił się przy drzwiach ściągając z nich powoli zabezpieczenia. Z każdą kolejną osłoną miał coraz większą pewność, że trafił tam, gdzie chciał. Kiedy w końcu zamek kliknął cicho, uśmiechnął się przebiegle pod nosem. Uchylił nieco drzwi, a to, co ujrzał, sprawiło, że przebiegł go nieprzyjemny dreszcz. Całkowici naga Granger na pół leżała na metalowym stole, nogi, po których spływała krew, miała przywiązane do nóg stołu, a ręce ciasno związane za plecami. Lucjusz stał obok w rozpiętych spodniach, z których wystawał jego silnie nabrzmiały członek, dłoń zagłębioną miał aż po połowę przedramienia między jej mocno czerwonymi pośladkami, zaś drugą rękę zaciskał na jej gardle podduszając ją. Kawałek dalej na stole leżał czarny, skórzany pejcz. Lucjusz poruszał dziwnie ręką, na co dziewczyna wykręcała się z bólu, a on powarkiwał coś sobie pod nosem. Severus po części cieszył się, że Granger jest tyłem do niego, bo nie musiał oglądać wyrazu jej twarzy. - Malfoy! – zawołał Severus otwierając szerzej drzwi i celując różdżką w blondyna. Lucjusz spojrzał ze zdziwieniem na niego, skrzywił się i nie puszczając jej gardła, wycofał zakrwawioną lekko rękę, ale zanim zdążył sięgnąć po różdżkę, Severus trzasnął go zaklęciem, które zmiotło blondyna aż na przeciwną ścianę. Drugim machnięciem różdżki uwolnił Granger z więzów i zdążył ją złapać, zanim całkiem zsunęła się bez sił ze stołu. Gdy tylko objął ją ramieniem, szarpnęła się z niezwykłą jak na nią siłą i przyłożyła mu łokciem między nogi. - Kur…! – wyrwał mu się zduszony okrzyk i momentalnie zgiął się wpół. – Cholera, Granger, nic ci nie zrobię! - Puszczaj! – wrzasnęła zadziwiająco głośno. - Chcesz nas oboje wpakować w jeszcze większe bagno?! – warknął na nią i machnął szybko w kierunku drzwi zatrzaskując je zaklęciem. Dziewczyna momentalnie przestała się szarpać i praktycznie znieruchomiała. Puścił ją niepewnie, ona zaś zaraz się odsunęła od niego i skuliła na podłodze. Odetchnął głębiej i starając się nie zwracać uwagi na pulsujący ból, przykucnął tam gdzie stał, pogrzebał w kieszeni i wyciągnął małą fiolkę wypełnioną prawie przezroczystym, niebieskim płynem. Przytrzymał fiolkę tak, by mogła jej się dokładnie przyjrzeć. - Granger, to jest antidotum na eliksir wielosokowy – otworzył fiolkę, wziął głębszy łyk, po czym podał jej, by mogła się upewnić, że nie kłamie. Dziewczyna prawie wyrwała mu tą fiolkę z ręki i powąchała ostrożnie zawartość nie spuszczając go z oka. Skrzywił się, czując jak wraca do własnej postaci, a już po chwili spoglądał na nią czarnym oczami. Zmarszczył brwi na widok śladów łez i uderzeń na jej twarzy. Szybko ściągnął płaszcz, podał go jej ostrożnie, a ona przyjęła go z wdzięcznością i owinęła się nim starannie próbując zasłonić się na tyle, ile się dało. - Dlaczego mam wierzyć, że to pan? – zapytała już ciszej. Severus prychnął w odpowiedzi. - Nie powinnaś mi wierzyć. Aczkolwiek możemy mieć problem z wydostaniem się stąd, jeśli w ogóle mi nie zaufasz. Oddała mu fiolkę, a strach w jej oczach odrobinę zmalał. Rzucił okiem na Lucjusza, by upewnić się, że blondyn jest dalej nieprzytomny i zbliżył się nieco do dziewczyny delikatnie kładąc jej rękę na ramieniu, a z kieszeni wyciągnął złamane pióro. - Jesteś w stanie rzucić proste zaklęcie? – Kiwnęła głową. – Dobrze. Wiesz, jak uaktywnić świstoklik? - Ponownie przytaknęła, więc podał jej pióro i skradzioną różdżkę. – Wybacz, ale tak będzie prościej. Objął ją ramieniem, drugą rękę wsunął po jej nogi i wstał ostrożnie trzymając ją mocno i starając się nie zwracać uwagi na to, że cała zesztywniała, gdy ją złapał. - Spokojnie, Granger – mruknął gładząc delikatnie jej ramię. – Uaktywnij tego świstoklika. Drżącą ręką uniosła różdżkę i mruknęła cicho zaklęcie, po czym pióro rozbłysło niebieskim blaskiem, szarpnęła, a moment później wylądowali przed bramą strzegącą Hogwartu. Ledwie Severus zrobił krok w stronę przejścia, zdobiona krata otworzyła się powoli i mogli wejść na teren zamku. Szybkim krokiem przemierzył błonia trzymając mocno dziewczynę, która po dłuższej chwili wtuliła się lekko w niego. Poczuł się co najmniej dziwnie i cieszył się, że o tak później porze nikt nie szwenda się po korytarzach. Na drugim piętrze zawahał się przez moment, ale w końcu skierował się w stronę gabinetu dyrektora. - Ingenium* – mruknął w stronę kamiennej chimery, która odskoczyła od razu oglądając się na niego z zaciekawieniem. Dziewczyna znów się spięła lekko, ale nie zwrócił na to uwagi i wchodził dalej po schodach, po czym, ku zdumieniu Hermiony, minął drzwi do gabinetu i wkroczył na kolejne schody, których w życiu na oczy nie widziała. - Gdzie… - Do prywatnych kwater. Tam będzie bezpieczniej. Dotarli w końcu do kolejnych drzwi, przed którymi Severus się zatrzymał, odetchnął głębiej i dopiero wtedy pchnął drzwi i wszedł do salonu, który był utrzymany w fioletowo czarnej kolorystyce. Zanim przyjrzała mu się dokładniej już przechodzili przez kolejne drzwi i znaleźli się w sypialni. Severus położył ją ostrożnie na miękkim łóżku i oparł się ciężko o drewniany filar łóżka. - Poczekaj tu chwilę – mruknął, kiedy już odsapnął. Wyszedł szybko, a po chwili wrócił z kilkoma fiolkami w ręce, który poustawiał starannie na szafce koło łóżka. Podał jej dwa eliksiry z poleceniem, by je wypiła, a w tym czasie wyjął z szuflady jakiś słoiczek, który szybko odkręcił i przyjrzał się uważnie zawartości, po czym odstawił go na razie na bok. Usiadł na skraju łóżka i wyjął różdżkę czekając, aż Granger opróżni fiolki. Po chwili odstawiła na szafkę puste buteleczki. - Muszę cię przebadać – mruknął niechętnie, a ona kiwnęła głową. – Obawiam się – dodał powoli nie patrząc na nią – że musisz się do tego rozebrać. – Dziewczyna spojrzała na niego ze strachem w oczach. – Wiesz mi, Granger, czuję się w tej sytuacji równie nieswojo, co ty i to wcale nie jest dla mnie łatwe. W pierwszej chwili wyraźnie nie wiedziała, co ma zrobić, ale po dłuższym zastanowieniu się z ociąganiem zdjęła z siebie płaszcz i z silnym rumieńcem odłożyła go na bok. Severus zaklął paskudnie na widok krwawych pręg na jej brzuchu i piersiach. Machnął kilkakrotnie różdżką rzucając zaklęcia badające, po czym podał jej jeszcze jeden eliksir i rzucił kolejne zaklęcie. Odetchnęła z ulgą czując przyjemne ciepło rozchodzące się po podbrzuszu i wyrzucając w zapomnienie potworny ból, który do rej pory czuła. - Wybacz mi to, co teraz zrobię, ale to jest najlepszy sposób, jaki znam na takie zranienia – mruknął cicho sięgając po słoiczek z balsamem. O ile to było możliwe, dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej. Uważnie obserwowała, jak nabrał na palce odrobinę specyfiku i ostrożnie dotknął jej twarzy wcierając chłodny balsam w jej zaczerwienioną skórę. Po chwili powtórzył czynność na jej brzuchu. Ku jej zdumieniu, delikatny dotyk profesora uspokajał ją bardziej, niż wszelkie słowa, które wypowiedział wcześniej. Dziwnie się poczuła, gdy ostrożnie dotknął jej piersi starając się mocno nie sprawiać jej dodatkowego bólu, ale po chwili znowu ogarnęło ją to przyjemne ciepło odganiające ból w niebyt. Kiedy skończył, cichym głosem kazał jej się położyć na brzuchu, by mógł wetrzeć balsam w jej plecy. Zrobiła szybko to, co powiedział, a głowę oparła na poduszce wdychając przyjemny, męski zapach pomagający jej zapomnieć o tym, co się wydarzyło wcześniej. Przymknęła oczy i rozluźniła się jeszcze bardziej, gdy masował delikatnie jej plecy i ramiona. Wiedziała, że teraz już nic jej nie grozi, gdyż Mistrz Eliksirów niby udawał dyrektora szkoły „na rozkaz” Voldemorta, ale w pełni stał po ich stronie. Wprawdzie wciąż odczuwała pewne zażenowanie, które wynikało z faktu, że leżała naga przed swoim profesorem, którego dłonie zsuwały się coraz niżej wzdłuż jej pleców, ale powtarzała sobie, że to tylko i wyłącznie dla jej dobra. Kiedy jednak poczuła jego palce na pośladkach, poczuła się dosyć… dziwnie. Jakaś część jej umysłu starała się wmówić jej, że to, co się działo wcześniej, było tylko snem, a to jest jego kontynuacja, ale wiedziała aż za dobrze, że to wszystko jest rzeczywistością. Szaloną, ale jednak. Kiedy Mistrz Eliksirów skończył, odsunął się nieco i odchrząknął. - Gdzieś jeszcze cię uderzył? – zapytał cicho. Z wahaniem odwróciła się do niego znowu przodem, dzięki czemu z zadowoleniem zauważył, że część czerwonych śladów zdążyła już zniknąć. Odwróciła głowę w bok, by na niego nie patrzeć i musiał mocno wysilić słuch, by dosłyszeć krótkie słowo: „Uda”. Rozpiął jeszcze jeden guzik koszuli czując ogarniające go gorąco i powoli położył dłoń na jej udzie, by po chwili dojrzeć na wewnętrznej stronie kolejne pręgi. Powoli wmasował balsam w rany, po czym, modląc się do Merlina, by przytaknęła, zapytał, czy to wszystkie. Przełknął ślinę i rozpiął kolejny guzik, gdy pokręciła głową. - Gdzie jeszcze? – spytał dosyć niskim głosem czując wyraźne pulsowanie jednej, konkretnej części ciała. Dziewczyna zarumieniła się jeszcze mocniej, ale nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Złapała go nagle za rękę i bez ostrzeżenia umieściła jego dłoń między swoimi nogami. Jeśli wcześniej Severus czuł się nieswojo, to w tym momencie nie istniało słowo potrafiące określić stan w jakim się znajdował. Po chwili przeznaczonej na wyjście z szoku poruszył delikatnie palcami bardzo ostrożnie rozprowadzając chłodny balsam po zranieniu. Jak zahipnotyzowany obserwował jej lekko przyspieszony oddech i półprzymknięte oczy. Nie wiedząc, co nim kieruje, pochylił się nieco i oparł się na łokciu nie odrywając dłoni od jej ciała. Kiedy poruszyła się sugestywnie i nieświadomie jęknęła cicho, nie był w stanie się powstrzymać. Pochylił się mocniej i bardzo delikatnie ją pocałował. Dziewczyna na moment znieruchomiała, ale kiedy speszony chciał się odsunąć, odwzajemniła pocałunek. Mimowolnie jęknęła mu prosto w usta. Severus czuł wyraźniej, jak jego samokontrola powoli się sypie, a za chwilę runie całkowicie. Prawie nie wiedząc, co robi przesunął językiem po jej dolnej wardze, ona zaś uchyliła usta wpuszczając go do środka. Przysunął się do niej jeszcze bliżej pogłębiając pocałunek, od którego szumiało mu w głowie. W ogóle nie zastanawiał się nad tym co robi, gdyż po prostu nie był w stanie myśleć na chwilę obecną. Wsunął rękę pod jej plecy, by przyciągnąć ją jeszcze bliżej do siebie. W odpowiedzi przytuliła się mocniej do niego jedną rękę umieszczając na jego karku, drugą wplątując w jego włosy. Nie miała pojęcia, że tym samym spowodowała, że jego przyrodzenie zaczęło pulsować jeszcze silniej, próbując przejąć kontrolę nad resztą ciała. Przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie tak, że opierała się cała o jego twardy tors, a jego palce zaczęły się poruszać odrobinę szybciej. Znów jęknęła mu w usta, a on, nie mogąc się powstrzymać, niespodziewanie wsunął palec w jej wnętrze. Z jej ust wyrwał się nagle okrzyk bólu, który otrzeźwił go na tyle skutecznie, że oderwał się od niej, a gdy uświadomił sobie do końca, co właściwie właśnie robił, odskoczył od niej jak oparzony i błyskawicznie znalazł się na drugim końcu pomieszczenia plecami do niej. - Proszę mi wybaczyć, panno Granger, to nie powinno się było wydarzyć – powiedział szybko lekko zachrypniętym głosem. – Powinna pani odpocząć, nie będę przeszkadzał – dodał zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć i już go nie było. Wpadł z hukiem do łazienki i praktycznie zrzucał z siebie ubrania w przyspieszonym tempie, by jak najszybciej znaleźć się pod prysznicem. Odetchnął dopiero, gdy zimne strugi wody zaczęły spływać po jego plecach. Cały czas czuł silne podniecenie płynące przez ciało wraz ze wzburzoną krwią w żyłach. To, co zrobił było Złe. Nie wolno mu było do tego doprowadzić. Powinien był się powstrzymać, jeszcze zanim w ogóle zaczął! Ale zwyczajnie nie mógł. To wszystko było silniejsze od niego. Uderzył pięścią w ciemnofioletowe kafelki, na których pojawiły się pęknięcia. Będzie musiał jak najszybciej doprowadzić ją do stanu używalności i pozbyć się jej z sypialni, bo inaczej stanowczo źle się to skończy. Tym bardziej, że to właśnie ona leżała w tej chwili naga na jego pościeli. Zaklął głośno uświadamiając sobie, że takie myśli wcale nie pomagają uporać się z najważniejszym w tej chwili problemem. Nienawidził tego robić, ale w tym momencie nie widział innego wyjścia. Jednym ruchem zmienił wodę na gorącą, po czym zacisnął palce na swoim przyrodzeniu. Oparł się plecami o ścianę i zaczął przesuwać dłoń wzdłuż członka co rusz ściskając go mocniej. Zamknął oczy, a palcami drugiej dłoni dotknął główki penisa gładząc ją delikatnie i wyobrażając sobie, że to Hermiona go dotyka. Z każdą chwilą jego ruchy były energiczniejsze, a w pewnym momencie mimowolnie zaczął poruszać biodrami. W chwili, gdy szczytował, zacisnął obie dłonie na przyrodzeniu, a z jego gardła wyrwało się przeciągłe warknięcie. Moment później powoli osunął się po ścianie czując, jak całe podniecenie powoli z niego spływa. Siedział tak przez chwilę, aż w końcu uniósł powieki i zamarł widząc wpatrzone w niego brązowe oczy…
* Ingenium – łac. spryt niedziela, 26 grudnia 2010, ines_mp
Komentarze
2010/12/27 00:32:13
WOW! Ale mnie zaskoczyłaś czymś nowym, i to jeszcze takim tekstem. Bardzo, bardzo mi się podobało. Noo dość brutalne w niektórych momentach, biedny Harry, ale i tak mi się podobało. Miona tez biedna, strasznie ją Lucek potraktował, ale przynajmniej Sev ją wymasował. Przynajmniej mogła zapomnieć o bólu i wszystkim co się stało. W ogóle to nie spodziewałam się kontynuacji (jeśli pisałaś że będzie dalszy ciąg to musiałam tego nie zauważyć), ale bardzo się z niej cieszę, mam nadzieję, że kolejną część jeszcze powstanie. Może ktoś szybko będzie miał urodziny bo jakoś się tak złożyło że oba rozdziały są dla kogoś. Czekam więc na kontynuację.
Pozdrawiam i mam nadzieję że pan Wen znów da się szybko ubłagać na kolejną część. 2010/12/27 01:09:35
jestem zachwycona... nie sądziłam, że będzie jakiś ciąg dalszy... a teraz jak już wiem, że może być, to nie mogę się doczekać, aby go przeczytać...
wspaniale, że Hermiona to widziała... oczywiście będzie musiała jakoś na to zareagować :) dziękuję za kolejny świąteczny jeszcze prezent, życzę weny i pozdrawiam, Gee :))) 2010/12/27 01:11:59
AAAA cholera jutro napisze cos wiecej. Ale powiem teraz jedno . ja chce ciag dalszy !!!!! merlinie. co do ostrzezen ejstem niereformowalna jak bella, jadłam jak meczyłą harrego. co za dzien necro tez mnie jzu dzis smakowała jeszcze czyms brutalniejszym.
2010/12/27 11:44:11
Jestem w szoku! Opis tortur Harrego... brak mi słów. Zachowanie Rona, bez komentarza. Ciekawa jestem reakcji Hermiony i oczywiście tego, jak z takiej sytuacji wybrnie Severus:)
2010/12/27 14:15:26
Ło matko z córką!! Wywoałać tyle emocji jednym tekstem to dopiero sztuka, a Tobie się udało - super!! Opisy genialne, choć w tym wypadku straszne (dziwnie zabrzmiało, ale trudno). Ron to kretyn, zawsze i wszędzie... Szkoda mi Pottera, jak nigdy normalnie... A Hermiona? Jak widać w tekście powyżej, niektóre złe sytuacje mają swoje dobre strony xD Snape nie wytrzymał presji . Teraz to już koniecznie czekam na ciąg dalszy :))
2010/12/27 14:44:03
Bardzo mi się podobało i dziękuję Ci serdecznie, żeś uprzedziła. Tak zdecydowanie dziękuję ;). W każdym razie, za tę końcówkę, należy Ci się zaazkabanowanie ;d. Życzę weny i pozdrawiam.
Nox 2010/12/27 15:54:22
B: Nie wiem. Może to ja jestem jakaś dziwna, albo co? W każdym razie będę szczera i nie będę pisała, jak reszta czytelniczek, że to jest wspaniałe, że chcę więcej i w ogóle, bo tak (z przykrością muszę stwierdzić) nie jest.
Pierwsza część miniaturki była fenomenalna. Miło się czytało i w ogóle. Podobała mi się. Za to ta część... jeden przymiotnik nie wystarczy, żeby napisać w pełni konstruktywny komentarz, a więc się trochę rozpiszę. Po pierwsze - nie podoba mi się. Może sobie to podzielę. Najpierw fragment z Bellatrix, który jest obrzydliwy. Rozumiem, że to TA Bella, która powszechnie jest uważana za wariatkę i jest śmierciożercą, ale bez przesady. Każdy ma swoje wyobrażenie dotyczące zabaw śmierciożerców, każdy to inaczej widzi, ale to jak już wspominałam jest za bardzo, że tak powiem ubarwione i ohydne. Zawsze myślałam, że czyta się coś dla przyjemności, żeby doświadczać z bohaterami różnych rozterek, smutków, szczęścia, czy też jakiś uniesień, a nie żeby się katować czymś takim. Z drugiej zaś strony uważam, że faktyczne... Lastrange jest zdolna do takich zabaw, ale na Merlina! Oszczędź niepotrzebnych katuszy. Szczerze, wolałabym już czytać o załatwianiu spraw fizjologicznych przez Voldzia. Podsumowując - niedobrze mi. Kolejny fragment, który rzucił mi się w oczy, to zabawa Lucjusza z Hermioną. Z pewnością jest o wiele lepszy niż ten z Bellatrix, lecz nadal widzę lekką przesadę. Aż tak daleko włożył swoją rękę do jej ciała? Nie sądzę. Są co prawda możliwości, jak na przykład sławny Kuba Rozpruwacz, który wysyłał wycięte pochwy policji, jednak w tym przypadku wątpię, czy Hermiona byłaby w stanie przeżyć, bądź też utrzymać świadomość, podczas tak "rozległej penetracji". Kolejna sprawa Severus pojawia się, zbywa Lucka i jest wszystko "happy". Dziewczyna początkowo obawia się Sverusa, później pozwala się dotykać, a następnie w domu "poszli na całego". Patrząc na to z punktu psychologii jest to sprzeczne z naturą człowieka. Hermiona właśnie przed chwilą została zgwałcona i wątpię w to, choćby nie wiem jak była silna, czy pozwoliłaby się komukolwiek dotknąć, nie doświadczając przy tym tak bolesnych i świeżych wspomnień. Zakończenie za to z lekka oklepane. Hermiona tak po prostu, w ogóle nie myśląc wchodzi do pomieszczenia, które jest łazienką SNAPE'A i wpatruje się w to, jak on się onanizuje, by dopiero po fakcie on mógł się zorientować, że ona go obserwowała. Co do poprawności, to zauważyłam, że zapominasz wstawiać przecinki przed imiesłowem czasownikowym współczesnym. O na przykład tutaj: "- Jak się nazywasz, młody? zapytał szabrownik siląc się na spokojny ton." - po szabrownik postaw przecinek. Reszty zdań nie będę wymieniać, bo niemalże w każdym zdaniu, gdzie jest imiesłów zapominasz wstawiać przecinek. Mam nadzieję, że w żaden sposób Cię nie uraziłam. Osobiście od małego jestem święcie przekonana, że najgorsza prawda, jest lepsza od kłamstwa. Czekam na coś lepszego ;D Pozdrawiamy ;* 2010/12/27 16:56:33
O w mordę, Ines!
Scena z Bellą... nie, nie będę tego opisywać, ale późniejsze wydarzenia Severus vs. Hermiona całkowicie usunęły moje mdłości :D Merlinie, kobieto, skąd ty bierzesz takie pomysły... Cóż, chyba więcej nie napiszę, bo raczej wyczerpałam temat :) Pozdrawiam (nadal wstrząśnięta) mionka94 PS. Coś, czuję, że gdybyś miała napisać jeszcze jedną kontynuację, to Ron chyba nie będzie postrzegany jako ten dobry...
Gość: Gosiamek, gdynia.limes.com.pl
2010/12/28 12:21:29
To było niesamowite...
Ja nie wiem skąd ci się w głowie takie wizje biorą. Ciąg dalszy! :D
Gość: Hermi, staticline50815.toya.net.pl
2010/12/29 19:41:23
Niestety zgadzam się z Bellhidney...scena z Harrym obrzydliwa aż mi się niedobrze zrobiło, Hermiona raczej nie podnieciłaby się tak szybko po takiej traumie, no i ta ręka Lucjusza...chyba wnętrzności jej macał..
Oprócz tego styl mi się podoba i ogólnie lubię czytać Twoje opowiadanka:)
Gość: milka, bwo68.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/29 23:25:36
Scena z Harrym straszna i to w negatywnym sensie... nie mam nic przeciwko opisowi tortur, ale to było przesadzone i obrzydliwe, natomiast druga część tj z Severusem i Hermioną bardzo mi się podobała :) pozdrawiam
2010/12/30 11:48:06
Oh moja Bellatrix ,kochana jest scena straszna nie powiem że nie ale za tą ją kocham jest nieobliczalna:D:D:D. a co ludzi którym się to nie podoba nie musicie tego czytać dlatego jest od +18 wiec z takimi wypocinami kilometrowymi możecie sobie spadać bo zaraz okaże się że ines nic nie napisze bo uzna że wszystko jest zbyt drastyczne. To co pisze jest piękne i nieważne czy to tortury czy inne sceny. Liczę na dalszą wenę Kochana:* a reszta niech się wypcha jak im się nie podoba
2010/12/30 18:08:13
Matko, ines, ale żeś dała czadu z tymi torturami. Czytając komentarze, można się domyślić, że wzbudziły one wiele kontrowersji:)
Ja osobiście, poczułam dość znaczny dyskomfort w okolicach żołądka, kiedy czytałam ten fragment z Bellą:P No cóż. Nikt nie mówił, że będzie przyjemnie. Chociaż nadal uważam, ines, że nie powinnaś oglądać tyle horrorów. To zdecydowanie źle wpływa na twoją psychikę:P Ale z drugiej strony, Bella słynie ze swoich wymyślnych tortur, a to znaczy, że scena, którą opisałaś, jak najbardziej pasuje do tej postaci:P Przecież nie spodziewaliście się chyba, że pogłaska Pottera po główce i powie: "Ale ty milusi, Harruś", prawda? Mimo wszystko obrazy, które pojawiały mi się przed oczami podczas czytania nie były zbyt przyjemne i możliwe, że mogłaś to opisać nieco mniej drastycznie. Ale z drugiej strony, może lepiej, że tego nie zrobiłaś, bo nawet ktoś już tu pisał, że każda prawda jest lepsza od kłamstwa, więc niby czemu miałabyś nie napisać, jak wyglądały naprawdę tortury Pottera, co nie? :P Nawet jeśli nie wyglądały one zbyt zachęcająco... A poza tym w pełni usprawiedliwia cię to, że ostrzegłaś czytelników we wstępie:) Co do tego, jak daleko Malfoy wsadził swoją rękę w Hermionę... no cóż, nie będę się w to zagłębiać. Może faktycznie nie było to fizycznie możliwe... Nie wiem... Nie będę próbować :P A ostatnia scena... mnie się podobała. To co napisały moje poprzedniczki, o tym, że po takiej traumie Hermiona nie dałaby się nikomu dotknąć, że nie weszłaby do ubikacji Snape'a... to pewnie prawda, ale co tam:P... Moim zdaniem, większość blogów o tematyce HG/SS szyta jest grubymi nićmi, włącznie z moim, do czego nie wstydzę się przyznać. W końcu nie piszemy blogów naukowo- psychologicznych, tylko zwykłe fan-fiction, które ma być ciekawe i wciągające, a nie opracowane naukowo. Oczywiście to tylko moje zdanie, więc proszę się mnie nie czepiać:P No dobra, trochę się rozpisałam. Kończę już i czekam NAPRAWDĘ NIECIERPLIWIE na następną notkę, bo moim zdaniem ta była mimo wszystko bardzo dobra. Emmiona. P.S. Koyotek18, każdy ma prawo wyrazić własne zdanie. Nie musi się im podobać, wszystko to, co tobie. Komentarze są po to, żeby wyrażać własną (i myślę, że najlepiej jeśli szczerą) opinię na dany temat. A autorka powinna wierzyć w to co robi, na tyle mocno, żeby nie zrażać się także tymi negatywnymi komentarzami, tylko pisać dalej i najwyżej poprawić to, co się czytelnikom nie podoba. Co również może być pomocne. Dlatego uszanuj także zdanie innych i nie napadaj od razu na nich jak jakaś szarańcza :P 2010/12/30 20:57:53
Dziś weszłam i przeczytałam inne komentarze, no cóż aż miałam ochotę napisać co do tych komentarzy że to się nie podobało. Ale napisałabym dokładnie to samo co emmiona więc powtarzać się nie będę. Tylko po porostu się z nią zgodzę. No cóż mam nadzieję że nie przejmiesz się tymi komentarzami bardziej negatywnymi, gdzie napisane jest że raczej się nie podobało i będziesz czasem pisać coś takiego. Według mnie rzeczywiście może nie było to zbyt przyjemne ale na pewno mi się podobało, ale oczywiście nie w sensie, jakie to było sweetaśne xDD czy coś w tym stylu. Jest to po prostu super napisane, jest to też Bellatrix więc po niej można spodziewać się takich rzeczy. I jestem pewna, że ona mogłaby coś takiego wymyślić! W końcu ona jest trochę niezrównoważona. Jak dla mnie to do niej bardzo coś takiego pasowało. A i rzeczywiście raczej nie spotyka się takich tortur w innych ff, jeśli są to nie są tak dokładnie opisane, ale jak dla mnie jest to plus tego wszystkiego. W końcu jest to coś nowego, a nie ciągle to samo. Oczywiście wyrażam tylko swoją opinie, wiem, że inni mogą mieć inna i nic mi do tego. Jednak ostrzegłaś, że nie wszystko w tym tekście, jest miłe i przyjemne. Każdy czytał na własną odpowiedzialność. Co do tego że Hermiona nie zrobiła by tego czy tego. no cóż może nie. Ale nie wiadomo do końca czy na pewno nie! Ponieważ nie każdy umysł jest taki sam nie wszyscy tak samo reagują na te same rzeczy. Hermiona równie dobrze po takich przeżyciach mogła chcieć to wszystko zapomnieć a miły i czuły dotyk mógł jej na to pozwolić, a w końcu Seva dobrze zna i no cóż uratował ją, i na pewno gdzieś tam głęboko wie że jest wierny feniksom a nie Voldemortowi. no dobra nie będę już rozwijać tej myśli, bo nikogo to nie obchodzi xDD
2010/12/30 21:44:46
Hmmm...
A więc tak ;) Tortury Pottera owszem, były straszne, ale najgorsze jest to, że ludzie ludziom faktycznie potrafią takie rzeczy robić. Obrzydliwe, chore i mega sadystyczne. Czy Bella byłaby do tego zdolna? Trudno stwierdzić. To czarownica więc może bardziej by bazowała jednak na mniej mugolskim stylu tortur. Nie lubię czytać takich rzeczy, ale tak jak wspomniałam, one się zdarzają. Może nie koniecznie u nas... choć kto wie? Takie rzeczy bardzo rzadko wychodzą na jaw.... Ciekawa jestem tylko czy Harry byłby w stanie to przeżyć, skoro jak się odpowiednio mocno faceta uderzy w krocze, to można go zabić... Hmmm... Tortury Hermiony, cóż, tutaj chyba jednak nieco przesadzone, zwłaszcza z fragmentem z ramieniem Malfoya. Ja mam 22 lata a jak gadałam z ginekologiem, to miejsce w którym mi opowiadała gdzie są "te" narządy były bardzo nisko, w sensie... kurde inaczej. Patrząc na siebie to na pewno by nie zmieścił u mnie takiej łapy, a do malutkich osób nie należę (178cm wzrostu...shit :/). A skoro tak zrobił, to pewnie ... kużwa aż mnie boli jak usiłuję sobie to wyobraźić!!! UGH! Przypomniał mi się kiedyś artykuł, który przeczytałam w jednej z naszych rodzimych gazet. facet swoją żonę zabił, bo jej tam parasolkę władował i wiele narządów jej podziurawił :/ Musisz takie rzeczy przypominać, wredna kobieto? Przypuszczam, że z założenia ten fragment miał wywołać takie a nie inne skojarzenia/reakcje/kontrowersję. Udało Ci się :) Opowiadanie samo w sobie jest bardzo dobre, bo właśnie porusza takie sprawy. Śmierciożercy w dużym stopniu byli fanatykami. A chyba zdajemy sobie sprawę, co taki fanatyzm ze sobą niesie. Druga część opowiadania mi się średnio podobała. Tak jak ktoś wspomniał, Hermiona raczej na coś takiego by sobie nie pozwoliła. Trauma. Tyle w temacie, bo już to ktoś pisał. Dziwne też, że Snape nie wezwał kogoś by opatrzył Hermionę i nie poszedł uratować Rona. Ja rozumiem, że niby nic mu miało nie być, ale jednak Ron jest tylko chłopcem. Chłopcem pośród nieprzychylnych sobie ludzi. Mogli mu zrobić naprawdę dużo nieprzyjemnych rzeczy i po tym, co już doświadczył Severus tego dnia (widział co się stało z Harrym i Mioną) to powinienbył od razu zareagować. I moim zdaniem Snape by właśnie zareagował. Weny, Wena i Weniątek ;) Severaśnego Sylwestra xD
Gość: Wercia, 89-76-52-220.dynamic.chello.pl
2011/01/01 20:09:59
dobrze,ze zaznaczałyas, zeby nie jeść ani nie pić ;) Gosia tez mnie ostrzegała!
Jezu, Bellatrix jest nienormalna!: D biedny Harry, pozbawiła go Potterątek :D ( czy jak to było? :D) bosko to opisałas, az czytajac wydobywałam z siebie takie " o fuck, o matko, aaaa!" :D a potem Severus i Granger.. ah kurcze Severusa to ciągnie do Hermiony.. :D On w ogóle jakiś niewyzyty i łakomy na młodą Granger :D:D znow pragnęlam,zeby to opowiadanko się nie konczyło... jesteś genialna!!! :* |
|
Ciekawa jestem, jak to się potoczy dalej Już się nie mogę doczekać xD
Dziękuje!
I pozdrawiam!