Hermiona - Severus...
Blog > Komentarze do wpisu
« Horror part two
Szaleństwo III »

Horror part three
Witajcie ponownie po krótkiej nieobecności wywołanej brakiem czasu i pana Wena. Rozdział produkował się w sporej mierze w szkole, ale myślę, że nie odbiera mu to w żaden sposób uroku ;) Mam nadzieję, że nie zaavadujecie mnie za to, co się znajduje w środku ;P No nie truję Wam tu już, życzę miłego czytania i liczę na obfite komentarze ;)

Ptaki rozćwierkały się wesoło za oknem, utwierdzając Hermionę w przekonaniu, że wszystkie wydarzenia poprzedniego, potwornego wprost dnia były jedynie koszmarem, który nawiedził ją w nocy. Uśmiechając się delikatnie, przeciągnęła się i jednym ruchem odsunęła zasłony łóżka, by zaraz uśmiechnąć się szerzej, gdy oślepiło ją słońce świecące mocno na czystym niebie. Poczuła ukłucie jakiejś dziwnej, niepokojącej myśli, ale nie mogła jej uchwycić porządnie, więc wstała niespiesznie i podeszła do okna, zerkając na soczystą zieleń traw pokrywających błonia. Jakiś ptasi drapieżnik wzbił się wysoko w niebo, a zaraz później nurkował z powrotem w koronach drzew. Przez błękitny nieboskłon przewinęła się, gnana lekkimi podmuchami wiatru, mała chmurka, która na ułamek sekundy przysłoniła blask słońca wiszącego wysoko nad horyzontem. Znieruchomiała na moment, gdy powtórzyła sobie w myślach to, co przed chwilą przemknęło przez jej umysł. Wysoko nad horyzontem… Wysoko... Oczy rozszerzyły się jej ze strachem, gdy uchwyciła ten sprytnie ukryty sens. Rzuciła się z powrotem do łóżka, a właściwie do szafki nocnej, na której znajdował się jej budzik, a po drodze zarejestrowała kolejny istotny fakt – dormitorium było puste…

Gdy jej wzrok zatrzymał się na wskazówkach, ogarnęło ją przerażenie. Jeśli nagle przez noc nie nabyła głębokiej wady wzroku, to widok ten oznaczał tylko jedno… Za piętnaście minut skończy się pierwsza z dwóch lekcji eliksirów, które mieli mieć od rana. Z prędkością światła w głębokiej ciemności – przemyka tak szybko, że aż go nie widać – wskoczyła w swój szkolny mundurek, wpadła do łazienki, prawie zabijając się, gdy poślizgnęła się na kafelkach, doprowadziła do porządku swój, wskazujący na niedawny głęboki sen, wygląd, wróciła do sypialni, przestawiając po drodze część mebli w wyniku zderzeń z nimi z olbrzymią prędkością, powrzucała do torby potrzebne książki i wypadła z hukiem z dormitorium, pozostawiając za sobą istny pogrom. Popędziła korytarzami Hogwartu, odnajdując w sobie nieznane pokłady energii, a na widok pędzącej Hermiony z szopą włosów powiewającą za nią, niczym skrzydła doczepione do zbroi polskiej husarii, nawet duchy ze strachem schodziły jej z drogi, a sam dyrektor Dumbledore skrył się za pobliską zbroją, przytrzymując swą długą brodę, by nie wkręciła się nigdzie w ten przerażający, gnający mechanizm.

Ledwie utrzymała równowagę na schodach prowadzących do lochów i chociaż miała wrażenie, że za moment wypluje sobie płuca, nie zatrzymała się. Już i tak profesor Snape da jej popalić, że nie zjawiła się na pierwszej lekcji, a zawsze to lepiej być chociaż te pięć minut na zajęciach, niż nie przyjść w ogóle. Dlatego teraz pędziła co sił, żeby zdążyć jeszcze przed końcem lekcji. Kiedy w końcu zatrzymała się przed drzwiami sali, poświęciła chwilę na złapanie oddechu i ledwie stojąc, szarpnęła niecierpliwie za klamkę, by wreszcie znaleźć się w środku.

Wpadła do pomieszczenia, ledwie zipiąc i nie mogąc nawet unieść wzroku na nauczyciela, spróbowała odetchnąć nieco głębiej i zaczęła się tłumaczyć.

- Bardzo przepraszam… profesorze… ja… zaspałam… obiecuję, że to się… nie powtórzy…

Gdy udało jej się wydusić w końcu całą kwestię, ostrożnie spojrzała na profesora… I dopiero wtedy naprawdę zabrakło jej tchu… Z ust wyrwało jej się płaczliwe „Nieee…”, gdy po dłuższej chwili połączenia nerwowe w jej organizmie w końcu zaskoczyły i przesłały z oczu do mózgu obraz przedstawiający profesora Snape’a w ciemnozielonej szacie i z uprzejmym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Torba z książkami wyślizgnęła jej się z ręki, a załamana Gryfonka bez sił opadła na kolana i ukryła twarz w dłoniach, by nie patrzeć na ten koszmar, który właśnie okazał się być prawdziwy. Nie była w stanie pojąć, dlaczego coś tak… potwornego przydarzyło się Hogwartowi. Przecież on był gorszy, niż ta imitacja czarodzieja, Gilderoy Lockhart!

Prawie podskoczyła, gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu, a kiedy zerknęła kto to, omal nie zeszła na zawał. Mieć świadomość, że Snape jednak zachowuje się, jak nie on, to jedno, ale widzieć go tak blisko bez firmowej czerni, morderczego spojrzenia i złośliwego uśmieszku, to już coś innego…

- Spokojnie, panno Granger, rozumiem, że w waszym wieku odpowiednia ilość snu to podstawa do dobrego funkcjonowania organizmu i przyswajania wiedzy na zajęciach, więc naprawdę nic się nie stało. A już tym bardziej nie trzeba tak panikować – powiedział uspokajającym tonem.

- Ale… ale…

- Tak? – zapytał uprzejmie, nawet nie zamierzając jej odebrać ani pół punktu.

- … Nieważne… - westchnęła z rezygnacją. Będzie musiała później zrobić kolejną dawkę eliksiru i tyle.

- W takim razie powinnaś się teraz udać na swoje miejsce, a na kolejnej lekcji spróbujesz nadrobić to, co zaczęliśmy robić bez ciebie, dobrze?

- Tak, panie profesorze…

Chociaż wielce się temu sprzeciwiała, pomógł jej wstać i przytrzymał ją za ramię, gdy zachwiała się lekko, wciąż nie mając dostatecznie dużo sił. Starała się sprawiać wrażenie, że jest w stanie dojść samodzielnie do ławki, gdzie siedzieli już Harry z Ronem, ale okazało się, że na jej miejscu usiadł Seamus, musiała więc udać się do pierwszej ławki, która zawsze była pusta. A to oznaczało przejście przez całą długość sali… Nie czekając na nic, zrobiła pierwszy krok i nawet sama nie do końca zauważyła, że zachwiała się minimalnie, ale profesor oczywiście musiał to dostrzec i zaraz zaoferował się, że jej pomoże. Kiedy już doprowadził ją do ławki, gdzie mogła spokojnie usiąść, zadzwonił dzwonek, a ona akurat myślała, że już gorzej być nie może… Myliła się…

- Rzućcie zaklęcie zastoju na wasze eliksiry i możecie iść odpocząć chwilę na przerwie. – Wszyscy odetchnęli z ulgą i zabezpieczywszy mikstury, ewakuowali się szybko. Hermiona wstała, by pójść za resztą klasy, ale zaraz opadła z powrotem na krzesło z rezygnacją, gdy dodał: - Panno Granger, mógłbym prosić, żebyś została na chwilkę?

Miała olbrzymią ochotę rzucić to wszystko w cholerę, wywrzeszczeć mu w twarz, jakim to dupkiem nie jest i wybiec z klasy, by znaleźć się jak najdalej od niego, ale wiedziała, że, po pierwsze, to jest absurdalne, a po drugie, i tak nie mogła tego zrobić. Westchnęła i wbiła wzrok w ławkę w oczekiwaniu na nieznane. Gdy wszyscy wyszli z sali, Snape podszedł do niej i usadowił się bokiem na krześle stojącym obok niej. Przełknęła ślinę, zerknęła na niego ostrożnie i omal nie podskoczyła z radości, widząc wyraz powagi na jego twarzy. Jednak, kiedy się odezwał, jej radość momentalnie się rozwiała.

- Panno Granger, wiem, że jesteś wyjątkowo uzdolnioną uczennicą, a twój poziom inteligencji przewyższa znacząco wielu z tej klasy, ale zaczęliśmy właśnie jeden z trudniejszych eliksirów, jakie można spotkać na siódmym roku nauki i chciałbym się upewnić, że będziesz w stanie to nadrobić. Jeśli miałabyś jakieś problemy, śmiało mnie o tym informuj, a ja postaram się ci pomóc, dobrze?

Korciło ją, żeby trzasnąć go trzymaną w ręce książką, by zmazać ten wstrętny, pokrzepiający uśmiech z jego twarzy, ale zdołała się powstrzymać.

- Dobrze, panie profesorze – odpowiedziała zamiast tego, a Snape uśmiechnął się szerzej i wstał. – Profesorze?

- Tak, panno Granger? – zapytał, odwracając się z powrotem do niej i opierając się biodrem o ławkę.

- Mogłabym skorzystać z pańskiej pracowni po lekcji?

- Ależ oczywiście. Pod warunkiem… - urwał na moment, a w jego oczach pojawił się znów ten dziwny, zawadiacki błysk, który chcąc, nie chcąc, przypadł Hermionie do gustu. Nadawał mu nieco, jakby to określić, młodszy wygląd. Kiedy na jego ustach pojawił się lekki złośliwy uśmieszek, przeszło jej przez myśl, że może, ale tylko może, zostało w nim coś z normalnego Mistrza Eliksirów. - … że masz na myśli wszystkie dzisiejsze lekcje, a nie tylko tą, która teraz będzie. Nie mogę przecież pozwolić, żebyś miała jakieś zaległości w nauce, wynikające z mojej decyzji – dodał, gdy nieco zrzedła jej mina.

- Ale…

- Żadnych „ale”, panno Granger, nauka jest ważniejsza od eksperymentów, tym bardziej, że zbliżają się powoli wasze egzaminy końcowe. A propo, jak ci idą przygotowania do OWUTEMów?

- Całkiem dobrze. Dziękuję, ale jestem w stanie poradzić sobie z tym samodzielnie, mam już opracowany plan nauki – dodała szybko, zanim zdążył cokolwiek zaoferować i miała wrażenie, że profesor nieco posmutniał. Zrobiło jej się nieco głupio, ale naprawdę wolała sama się z tym uporać, nie potrzebowała jego pomocy, szczególnie że na razie nie jest to Snape, do którego przywykła. Chociaż… - W gruncie rzeczy, jeśli chce mi pan jednak pomóc… Mógłby pan zwolnić mnie z zajęć i udostępnić pracownię – powiedziała nieśmiało i spojrzała na niego prosząco, a w duchu zaśmiała się triumfalnie, widząc konsternację na jego twarzy. Wyraźnie miał dylemat i nie wiedział, na co się zdecydować. Zerknęła szybko na zegarek, a widząc, że ma coraz mniej czasu i za kilka chwil wróci reszta klasy, stwierdziła, że musi się bardziej postarać. – Profesorze, bardzo mi na tym zależy. Obiecuję, że nadrobię wszystko jeszcze dzisiaj, ale proszę, niech pan pozwoli mi iść do pracowni…

Spojrzała na niego niemal błagalnie i dotknęła ostrożnie jego dłoni, którą opierał na jej ławce. Konsternacja i niezdecydowanie z każdą chwilą były coraz wyraźniejsze na jego twarzy, aż w końcu osiągnęły szczytowy punkt. Westchnął z rezygnacją i pokręcił głową.

- No dobrze, ale w takim razie dzisiejszy eliksir nadrobisz jutro wieczorem, w porządku?

- Oczywiście panie profesorze! – wykrzyknęła z radością i ledwie powstrzymała się od rzucenia mu się na szyję. Liczyła na to, że wszystko pójdzie dobrze i jeszcze tego samego dnia Snape wróci do normalności.

- To chodź, zaprowadzę cię do pracowni, a po lekcji porozmawiam sobie z profesor McGonagall – pogroził jej palcem przy ostatnich słowach, ale wciąż się uśmiechał.

Złapała szybko swoją torbę i poszukała wzrokiem książki, którą zdążyła już wyciągnąć, a kiedy zauważyła ją otwartą w dłoniach profesora, uświadomiła sobie, że nieopatrznie zamiast podręcznika wzięła tom, który stanowczo nie powinien się znaleźć w rękach nauczyciela. Oblała się rumieńcem i zaklęła w myślach, widząc zdziwienie na twarzy Snape’a. Niewiele myśląc, wyrwała mu książkę z rąk.

- Ja przepraszam, profesorze, ktoś musiał mi to podrzucić – wykrztusiła, nie patrząc na niego i chowając zdradziecką księgę na samo dno torby.

- Nic się nie stało, panno Granger, ja… rozumiem, że w okresie dojrzewania pojawia się silne zainteresowanie… tym aspektem związku…

- Profesorze… - przerwała mu rozpaczliwie. – Możemy już iść? – zapytała cicho, zerkając niespokojnie na zamknięte drzwi.

Mistrz Eliksirów kiwnął głową, ruszył w kierunku wyjścia i gentelmeńsko przepuścił ją przodem w drzwiach, a kiedy przechodziła wpatrywał się w nią tajemniczym spojrzeniem, które powodowało, że rumieniła się mocniej. Zaklęła znów w głowie, dochodząc do wniosku, że ten dzień to jedna, wielka porażka mimo, że dopiero co się zaczął.

Przez całą, choć krótką drogę do gabinetu Mistrza Eliksirów nie odzywała się ani słowem, a jedynie wpatrywała w kamienną posadzkę. Dawno już nie czuła się tak zażenowana. Dlaczego ze wszystkich ludzi akurat ON musiał zobaczyć tą książkę?! Najbardziej obawiała się jednak nie tego, co sobie pomyślał, ale co się będzie działo, jak już będzie z powrotem sobą… Nawet nie starała się robić sobie nadziei, że jakimś sposobem zostanie jej to zapomniane…

Westchnęła z rezygnacją i spróbowała się wziąć w garść, gdy zatrzymali się przed drzwiami gabinetu, ale gdy tylko na niego spojrzała i natknęła się na kolejne tajemnicze spojrzenie poniekąd wymieszane z zawadiackim błyskiem, przełknęła ślinę i szybko odwróciła wzrok, czując, że robi jej się dziwnie ciepło. Profesor otworzył drzwi gabinetu i zaraz po chwili znaleźli się w jego pracowni.

- Mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze, co gdzie dokładnie się znajduje. Ile czasu mniej więcej ci to powinno zająć? – zapytał uprzejmie, nie zwracając zupełnie uwagi na głośny dzwonek rozbrzmiewający w oddali.

- Przynajmniej trzy godziny, profesorze – mruknęła cicho, starannie unikając jego wzroku.

- Dobrze, w takim razie życzę powodzenia.

Była święcie przekonana, że uśmiechnął się do niej przy tych słowach, jednak ona uparcie grzebała w torbie, poszukując przepisu, który wprawdzie zakodowała sobie już w głowie, ale dla pewności wolała mieć go do wglądu. Odetchnęła z ulgą dopiero, gdy jego kroki ucichły w korytarzy i po kilku chwilach poświęconych na uspokojenie się, zabrała się do pracy, modląc się, by eliksir był idealny…

***

Gdy tylko dzwonek ogłosił koniec drugiej godziny eliksirów, klasa opustoszała momentalnie. Pierwsi z sali wypadli Gryfoni na czele z Harrym i Ronem, którzy kierowali się obojętnie gdzie, byle tylko było to daleko od Snape’a. Tak, jak do tej pory Harry nie potrafił zdzierżyć, że Snape co chwilę się przyczepia do jego eliksiru, tak teraz, gdy oferował pomoc, kiedy widział, że mają jakiś problem, był jeszcze gorszy i bardziej nieznośny niż zwykle.

- Ron, z tym naprawdę trzeba coś zrobić… - odezwał się Harry, gdy byli już gdzieś w okolicy drugiego piętra.

- No, wiem, stary, ale co chcesz zrobić?

- A żebym ja to wiedział…

Szli w kierunku klasy od transmutacji, rozważając wszelkie sposoby uwolnienia Hogwartu od tego horroru. Chociaż pomysłów było kilka, żaden nie nadawał się do użycia. Harry szedł pogrążony w myślach, nie zauważając nic dookoła, więc tylko wyćwiczony już refleks Rona uchronił go od zderzenia z pałkarzem drużyny Puchonów, który strasznie się dokądś spieszył. Rudzielec posłał mu nieprzyjemne spojrzenie i nagle zamarł. W pierwszej chwili Harry tego też nie zauważył i zdążył odejść spory kawałek, nim spostrzegł, że idzie sam. Wrócił się do przyjaciela i pomachał mu ręką przed oczami.

- Hej, żyjesz ty tu?

- Harry! To jest to! – krzyknął Ron, łapiąc go za ramiona.

- Ale co?

- Snape zaczął się dziwnie zachowywać, jak oberwał w głowę, nie? – zaczął Ron podekscytowanym głosem.

- No tak…

- Właśnie! Więc wystarczy, że… - Rudzielec szybko przedstawił mu swój pomysł.

- Ron, jesteś genialny! – wykrzyknął Wybraniec, gdy jego przyjaciel skończył. – To kiedy to zrobimy?

- Najlepiej od razu, póki wiemy, gdzie on jest. Tylko trzeba skoczyć do magazynku.

- No to nie ma na co czekać!

Nie czekali więc na nic, tylko pognali do magazynku, po zbawienny przedmiot…

***

Uprzejme pukanie do drzwi przerwało dopiero co rozpoczętą rozmowę Albusa z Minerwą. Spojrzeli po sobie niepewnie, po czym Albus wstał, podszedł powoli do drzwi i uchylił je lekko, ale zaraz cofnął się odruchowo na widok tego powodującego gęsią skórkę, uprzejmego uśmiechu.

- Witaj, Albusie, miałem nadzieję spotkać tu Minerwę – powiedział swobodnie Severus, rozglądając się za wicedyrektorką.

- Severusie… Właśnie mieliśmy się do ciebie wybrać – W oczach Albusa pojawił się znaczący błysk, który „normalny” Mistrz Eliksirów zauważyłby od razu, lecz na chwilę obecną uszło to jego uwadze. – Minerwo, mogę już?

- Wydaje mi się, że tak – Minerwa przywołała Mistrza Eliksirów machnięciem ręki. – Proszę, Severusie, wejdź.

Severus uśmiechnął się szerzej, wszedł do gabinetu Minerwy i odwrócił się na moment, by zamknąć drzwi. W chwili, gdy młodszy czarodziej nie patrzał, Albus, zaskakująco szybko jak na swój wiek, wyciągnął różdżkę i błyskawicznie wykonał skomplikowany ruch, a koniec jego różdżki rozbłysł  jasnożółtym światłem, a cienki promyk zaklęcia trafił Severus dokładnie między łopatki. Snape znieruchomiał na moment, a Albus zerknął niepewnie na Minerwę, która wzruszyła ramionami, nie potrafiąc powiedzieć, czy coś poszło nie tak.

Nagle Severus grzmotnął potężnie głową o ścianę, a Albus i Minerwa w tym samym czasie rzucili się, by go powstrzymać, kiedy chciał to zrobić ponownie.

- Nie, Severusie, nie rób tego!

- Uspokój się!

- Kurwa! – zaklął głośno Severus, gdy praktycznie siłą odciągnęli go od ściany i usadzili na krześle.

- Severusie, spokojnie, weź głębszy oddech. Wszyscy wiemy, że cokolwiek zrobiłeś, nie byłeś sobą – starała się go pocieszyć McGonagall, ale on ze złością poderwał się z krzesła.

- Minerwo, ta twoja przeklęta Granger podpuściła mnie, żebym ją wpuścił do swojej pracowni! – ryknął Mistrz Eliksirów na tyle głośno, że zarówno Minerwa, jak i Albus cofnęli się o krok.

Odruchowo rzucił im mordercze spojrzenie, które spowodowało, że na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy pełne radości, po czym odwrócił się na pięcie i już chciał wyjść, ale zatrzymał się na moment przy drzwiach i zerknął przez ramię na Minerwę, a na jego ustach wykwitł sadystyczny uśmieszek.

- A właśnie, radziłbym ci zainteresować się literaturą, którą czytuje twoja pupilka, panno Wiem-To-Wszystko – rzucił przebiegle i zniknął za progiem, trzaskając za sobą drzwiami, zanim zdążyła zapytać, o co właściwie chodzi…

***

- Dobra, to ty czy ja?

- Harry, ale myślisz, że to się uda?

- No przecież to był twój pomysł!

- Ale to nie znaczy, że jestem pewny, że się uda!

- To po co to proponowałeś?!

- Bo szukałeś sposobu!

- No ale…!

- Cicho! Ktoś idzie… Cholera, to Snape…

- No to co robimy?

- Nie wiem właśnie… Może jednak sobie darujemy?

- Teraz się wycofać? Daj spokój, w sumie to przecież jedyna okazja, żeby mu przyłożyć!

- Ale Harry… Harry, czekaj! Przecież on cię zabije za to! Stój!...

ŁUP!!!

- …

- …

- Czemu on się nie rusza?

- Chyba przesadziłeś, stary…

- Ale… ja go chyba nie zabiłem, nie?

- Nie wiem… Nie, czekaj, spokojnie! Patrz, ręką ruszył!

- A jak to konwulsje?!

- Harry, uspokój się! Zobacz, otwiera oczy…

Profesor faktycznie otworzył powoli oczy, mrugnął kilka razy i złapał się za głowę.

- Au… To bolało… O, witajcie, chłopcy – przywitał się uprzejmie, widząc gapiących się na niego Harry’ego i Rona.

Wstał powoli, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że Gryfoni nie drgnęli ani na milimetr. Kątem oka ujrzał w ręku Pottera drewnianą pałkę przypominającą tę, używaną w trakcie gry w Quidditcha.

- Powinieneś na nią uważać, panie Potter – powiedział, wskazując trzymane narzędzie. – Możesz nieopatrznie zrobić komuś krzywdę – dodał, uśmiechnął się do nich uprzejmie i zastanowił się. – Co to ja miałem zrobić?... Ach, już wiem! Wybaczcie, chłopcy, muszę udać się do mojego gabinetu – skinął im głową na pożegnanie i odszedł, pozostawiając ich w stanie głębokiego szoku wywołanego niewłaściwą reakcją profesora na ten niekonwencjonalny sposób leczenia.

***

Z pełnym skupieniem odmierzyła starannie pięć gramów sproszkowanego kła rzadkiej odmiany brunatnego niedźwiedzia alpejskiego, o którego istnieniu mugole nie mają nawet pojęcia. Dokładnie mieszając w kociołku, ostrożnie wsypała proszek do mikstury, która momentalnie zmieniła barwę z ciemnoczerwonej na coś pomiędzy jasnym brązem a pomarańczą. Kiedy dorzuciła jeszcze dwa liście księżycowego ziela, z wnętrza kociołka buchnęła gęsta para, a gdy się rozwiała, mikstura miała już połowę swojej pierwotnej objętości i znów zmieniła kolor, tym razem na bladozielony.

Sięgała właśnie po słoik ze skrystalizowanymi płatkami śniegu z Antarktydy, gdy drzwi pracowni otworzyły się z wolna, a ktoś wślizgnął się do środka. Rzuciła okiem na gościa i skrzywiła się nieznacznie, widząc ciemnozieloną szatę i uprzejmy uśmiech. Westchnęła lekko, ale nie przerwała pracy, tylko wrzuciła do kociołka dziesięć płatków śniegu, zakręciła starannie słoik, by reszta się nie rozpuściła i chwyciła chochlę, by znów zamieszać.

- Jak idzie praca, panno Granger? – zapytał uprzejmie, stając obok niej i zaglądając do kociołka.

- Bardzo dobrze, za jakieś dwie godziny eliksir powinien być gotowy – mruknęła, skupiając się na mieszaniu, ale kiedy nic nie odpowiedział, zerknęła na niego kątem oka i momentalnie jej oczy rozszerzyły się ze strachem. – Pan krwawi!

- Naprawdę? – zdziwił się profesor.

- Nie, na żarty – mruknęła z irytacją. – Niech pan usiądzie – poleciła mu, po czym chciała szybko sięgnąć po swoją różdżkę, leżącą kawałek dalej na stole, a z całego tego zamieszania, zapomniała o chochli znajdującej się wciąż w kociołku.

Fakt, że zapomniała o tym drobnym szczególe, niby nic nie znaczył, ale w rzeczywistości nie miał dobrych skutków. Nie rozglądając się dookoła, zacisnęła dłoń na swej różdżce, machnęła ręką i zahaczyła o wystającą chochlę, co spowodowało silny przechył kociołka w stronę krawędzi stołu. Przez ułamek sekundy naczynie zastygło w pozycji wychylonej, stojąc niczym bocian w gnieździe, na jednej nóżce… a moment później z hukiem zwaliło się na podłogę i przeturlało przez całe pomieszczenie, rozlewając eliksir po drodze, tworząc tym samym swoistą ścieżkę wyznaczającą kierunek podróży kociołka.

Słysząc ów przeraźliwy huk wywołany uderzeniem stalowego naczynia o kamienną podłogę, Hermiona zamarła. Z wahaniem obejrzała się przez ramię, a ujrzawszy parujący na posadzce eliksir, w pierwszym odruchu chciała rzucić się, by jakoś go odratować, ale znikał w tak zastraszającym tempie, że nie widziała już dla niego pomyślnych rokowań. Poczuła, jak ten dzień z każdą chwilą staje się gorszy. Łzy stanęły jej w oczach, ale zamrugała kilkakrotnie, by tę rozpacz odepchnąć i żeby Snape niczego nie zauważył, gdyż z pewnością zaraz rzuciłby się ją pocieszać. Westchnęła ciężko i godząc się z tym, że będzie musiała zaczynać pracę od nowa, odwróciła się do profesora, który w tym czasie zdążył ścignąć wierzchnią szatę i pozostał w ciemnej koszuli i czarnych spodniach. Przełknęła ślinę i wbiła wzrok w podłogę, rumieniąc się nieznacznie, gdy profesor, czując się swobodnie, odpiął dwa górne guziki koszuli i podwinął rękawy.

Hermiona podeszła do niego z wahaniem i zerknęła na krew spływającą z niewidocznej rany. Stanąwszy za fotelem, na którym siedział, zakasała rękawy, położyła jedną dłoń na jego głowie i delikatnym ruchem nakłoniła go do pochylenia się lekko. Bez wahania spełnił jej nieme żądanie, a Hermiona ze zdziwieniem zauważyła, że jego włosy, wbrew pozorom, były miękkie i przyjemne w dotyku. Najwyraźniej opary z eliksirów nadawały im taki, a nie inny wygląd.

Nie chcąc tracić więcej czasu, machnęła kilkukrotnie różdżką, mrucząc pod nosem zaklęcie do czasu, aż cała krew nie zniknęła, a jej oczom ukazało się nieduże rozcięcie, które jednak zaczęło z powrotem dość silnie krwawić. Nachyliła się nieco, by przyjrzeć się dokładniej zranieniu, a rękę nieopatrznie oparła na ramieniu profesora, zamiast na fotelu. Nie odrywając drugiej dłoni od jego głowy, przesunęła ją nieco i delikatnie musnęła ranę palcami.

- Boli to pana? – zapytała cicho.

- Jak mogłoby mnie boleć przy tak profesjonalnej opiece? – odparł tajemniczym pytaniem, wywołując nim głębszy rumieniec na twarzy Hermiony i chciał odwrócić się, by na nią spojrzeć, ale przytrzymała go delikatnie, aczkolwiek stanowczo.

- Nie skończyłam jeszcze – mruknęła mu prawie do ucha, a Snape teatralnie znieruchomiał.

Uśmiechnęła się lekko pod nosem, ale zaraz skupiła się z powrotem, by dokładnie usunąć z powrotem całą krew, która zdążyła znowu napłynąć. Gdy rana była już oczyszczona, przypomniała sobie szybko odpowiednie zaklęcie i mrucząc pod nosem, wodziła nad zranieniem różdżką, której koniec błyszczał się na czerwono, a już po chwili rozcięcie zaczęło się powoli zasklepiać.

- Skończone – zakomunikowała, gdy rana zniknęła całkowicie.

Snape momentalnie utracił ten bezruch posągu, który utrzymywał do tej pory i odchylił głowę w tył, by spojrzeć na nią z zagadkowym uśmiechem i tym szczególnym błyskiem w oku.

- Dziękuję, Hermiono, nie musiałaś tego robić – powiedział miękko, patrząc jej prosto w oczy.

Hermiona nie widziała, co się z nią dzieje. Nie mogła oderwać wzroku od jego czarnych niczym otchłań oczu, a gdy wypowiedział jej imię tym aksamitnym głosem, poczuła, że robi jej się niezwykle ciepło. Odruchowo końcem języka zwilżyła wargi i pochyliła się minimalnie, starając się przy okazji poluzować nieco kołnierzyk, a palce, wciąż spoczywające na jego głowie, nieświadomie wplotła w jego włosy. Jego wzrok stał się bardziej intensywny, kiedy pochyliła się bardziej i oparła dłoń na wysokości jego obojczyka. Napięcie wyczuwalne w powietrzu było tak wyraźne i intensywne oraz tak skondensowane, że można by spokojnie wrzucić tłuczek do pomieszczenia, a nie byłby w stanie przesunąć się ani o cal.

Drgnęła, gdy dotknął jej dłoni, a kciukiem zaczął gładzić delikatnie jej skórę. Zbliżyła się bardziej do niego, aż w końcu ich twarze dzieliło jedynie kilka cali. Wciąż nie wiedziała, co właściwie nią kieruje, ale to napięcie było tak silne, że nie potrafiła mu się oprzeć. Zawahała się jednak, nie mając pewności, czy chce to zrobić, czy może jednak nie, ale była świadoma, że to zaszło już za daleko i nie może się wycofać. Patrząc mu wciąż prosto w oczy, oczy, które teraz pochłaniały w pełni jej uwagę, nie wypuszczały ze swoich objęć tajemniczości i sprawiały, że tonęła w tej niekończącej się czerni, zmniejszyła całkowicie odległość między nimi i delikatnie musnęła ustami jego wargi.

Hermiona nie miała dużego doświadczenia w obcowaniu z płcią przeciwną. Owszem, była swego czasu z Wiktorem, nawet przez krótki okres spróbowała się związać z Ronem, ale nigdy wcześniej nie zatraciła się w żadnym pocałunku tak, jak teraz, gdy całowała się bez zapamiętania ze swoim profesorem. Jego ręka błyskawicznie przesunęła się na jej talię, dzięki czemu mógł przyciągnąć ją do siebie i w efekcie wylądowała na jego kolanach, podczas gdy ich języki wirowały w tańcu powodującym istny zawrót głowy. Objęła ręką jego kark, po czym, nie przerywając pocałunku, poprawiła się, a nie mogąc znaleźć dla siebie odpowiedniej pozycji, usiadła mu na kolanach okrakiem. Najwyraźniej nie miał zupełnie nic przeciwko temu, gdyż jego ręka niespodziewanie znalazła się na jej pośladkach i jakby nigdy nic przysunął ją bliżej siebie. Nie orientując się w ogóle, co robi, zaczęła rozpinać mu niecierpliwie koszulę, on zaś wyszarpnął jej bluzkę spod spódnicy, a jego dłoń bardzo szybko zaczęła gładzić skórę jej pleców, powodując tym samym większe podniecenie, gdy dotarła do zapięcia stanika.

Gdzieś tam daleko, w głębi jej umysłu, zepchnięta w najdalsze zakamarki myśl próbowała przebić się przez gruby mur zapomnienia, ale bariera była zbyt silna, by taka drobna myśl mogła się przez nią przedostać. Mimo, że z całych sił wołała, że to niewłaściwe. Hermiona nie była nawet do końca świadoma, że taka myśl tam w ogóle istnieje, a szczerze mówiąc, nie zwracała w ogóle uwagi na otaczający ją świat, tylko skupiała całą swoją uwagę na Severusie Snapie, który właśnie oderwał się od niej i zaczął całować ją po szyi. Gdy zjechał ustami na jej dekolt, a w tym samym momencie, uciskając jedną ręką jej pośladki, próbował przysunąć ją jeszcze bliżej, poczuła jak coś dziwnie uciskało jej wewnętrzną część uda, niebezpiecznie blisko jej najbardziej intymnej części ciała. W tej samej też chwili niestrudzona myśl odnalazła drobną szczelinę w murze i zebrawszy się w sobie, zdołała przecisnąć się i wyjść na wolność, gdzie wywrzeszczała swoją ideę z całą siłą.

Hermiona jak oparzona odskoczyła od profesora i z wielkim trudem utrzymała równowagę. Ze strachem spojrzała na profesora, ale napotkała jedynie jego bystre spojrzenie i rozpiętą do połowy koszulę. Nieco poniżej jego pasa widać było dziwne wybrzuszenie w spodniach. Zaczerwieniła się mocno, wbiła wzrok w podłogę i zaczęła szybko poprawiać bluzkę.

- Bardzo przepraszam, panie profesorze, to się nie powinno było wydarzyć i jest mi naprawdę… - reszta słów została zatrzymana przez palce, którymi dotknął jej ust.

- Panno Granger, spokojnie, w końcu nic takiego się nie stało. Fakt, że w ogóle nie powinno do tego dojść, jest oczywisty, ale jestem świadom, że jesteś dojrzałą osobą i rozumiesz, że powinniśmy się zachowywać, jakby naprawdę się nic nie wydarzyło – powiedział cicho, uśmiechając się lekko.

- Oczywiście, profesorze…

Snape zerknął na zegarek i skrzywił się nieznacznie.

- A niech to, od piętnastu minut powinienem być na lekcji. Pani wybaczy, panno Granger – skłonił się jej się lekko i włożywszy z powrotem szatę wierzchnią, skierował się do drzwi.

Gdy tylko zniknął, Hermiona oparła się ciężko o biurko, a żeby wspomnienia z przed kilku chwil nie wróciły do niej niosąc ze sobą dosyć silne podniecenie, sięgnęła po kociołek, by zacząć robić eliksir od nowa. Obawiała się jedynie nieco kłopotów ze skupieniem, ale gdyby nie wzięła się do pracy, zaczęłaby myśleć o tym, jakie niezwykłe uczucia wywoływał u niej sam dotyk profesora… Nie, stop, zaprzątnąć myśli czymś innym… Dla pewności sprawdziła czy wszystkie składniki są na właściwym miejscu i przejrzała ich ilość, po czym… przeliczyła jeszcze raz z niepokojem płatki śniegu. Nie wierząc we własnego pecha, przeliczyła je jeszcze raz. Zaklęła ze złością widząc, że jest ich dokładnie dziewięć…

środa, 09 lutego 2011, ines_mp
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »

Dodaj komentarz »
Komentarze
nox92
2011/02/09 18:52:57
"Hermiony z szopą włosów powiewającą za nią, niczym skrzydła doczepione do zbroi polskiej husarii, nawet duchy ze strachem schodziły jej z drogi, a sam dyrektor Dumbledore skrył się za pobliską zbroją, przytrzymując swą długą brodę" To mnie powaliło ;d. Chichotałam jeszcze przez jakiś czas ;d.
"- Spokojnie, panno Granger, rozumiem, że w waszym wieku odpowiednia ilość snu to podstawa do dobrego funkcjonowania organizmu i przyswajania wiedzy na zajęciach, więc naprawdę nic się nie stało. A już tym bardziej nie trzeba tak panikować " To zresztą też ;d. Normalnie Horror nawiedził Hogwart. I powiem Ci, że współczuję Hermionie, bo co do literatury i wydarzeń z końca, z całą pewnością będą latały złośliwe komentarze. Poza tym, jak mogłaś być tak okrutna? No ja się pytam jak ;d? Żeby przerwać im w takim momencie W każdym razie, uwielbiam to opowiadanie, ale to na pewno już wiesz ;d. I czekam, czekam i jeszcze raz czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, Ponieważ ledwo się trzymam na siedząco, wybacz nie będzie dzisiaj dołączonej miniaturki z udziałem pana Wena. ( A jak mówiłam, jeszcze geografia czeka). Pozdrawiam, życzę ogromnej ilości weny. I czekam z utęsknieniem na następny rozdział. Twoja Nox
-
only_night
2011/02/09 20:55:30
Po prostu wspaniałe! Początek jest cudowny, opisałaś to ekstra. Ale potem wszytskie wydarzenia, ja nie wiem skąd ty masz takie pomysły, ale mam nadzieję, że będziesz ich miała jeszcze więcej. Co chwila tylko śmiałam się głośno do komputera. Nie będę mówiła co dokładnie mnei rozśmieszyło bo po prostu musiała bym wkleić tutaj cały rozdział. To jest świetne! Ja chce więcej. Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie tak samo długi tylko pojawi się duzo szybciej. Nie mogę się już doczekać tego co wymyślisz. Ogólnie miły Snape to naprawdę jakiś horror. Kiedy sobie wyobrażę, go z takim miłym uśmiechem i w szacie innego koloru niż czarny, to od razu zaczynam się śmiać.
Pozdrawiam, życzę dużo, dużo weny i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
-
fenisel
2011/02/09 20:59:08
Podoba mi się jak ona się zbiera i biegnie. Normalnie majstersztyk!
Weny życze kochanie!
-
magoriana
2011/02/10 11:08:19
Potter jest martwy! Severus mu tego nie daruje, albo podziękuje? Chociaż ja tak naprawdę martwię się o Hermione. Za taki numer Snape ją tak przeklnie, że nie będzie wiedziała gdzie przód, a gdzie tył, a może nie?
A tak poważniej, rozdział świetny, jak zwykle zresztą, bardzo mi się podobał. Mam tylko nadzieję, że Severus nie dozna trwałych uszkodzeń mózgu, od tego ciągłego obrywania po głowie.
Pozdrawiam i czekam na Cd.
-
geesarts
2011/02/10 16:07:13
szczerzę się jak nienormalna :D !!
wspaniałe :D nie mogę się doczekać kiedy kolejna "mądra i pomysłowa" osoba postanowi zrobić coś z miłym profesorem Snapem lub kiedy po raz kolejny odwrócenie skutków wypadku nie powiedzie się... :D
o... no i nie mogę się doczekać, żeby wiedzieć, co będzie kiedy Snape wróci do normalności, oczywiście pamiętając swoje wyjątkowe "spotkanie" z Hermioną i co z tego wyniknie :D
super ! czekam na rozwój wydarzeń, życzę weny i pozdrawiam, Gee :))
-
kyrth
2011/02/11 12:34:27
Tak to jest, jak ludzie zaczynają robić coś na własną rękę, nie uzgadniając tego uprzednio z innymi "zainteresowanymi" -___-"" Tak jak w tym przysłowiu o sześciu kucharkach.
Ale serio, mieliby o wiele mniej problemów, gdyby się RAZEM naradzili, co z tym fantem zrobić.
Ale przez to nie miałybyśmy co czytać, więc chwała im za to nierozgarnięcie xD

Cały tekst, włącznie z poprzednimi rozdziałami, szalenie mi się podoba. Nie mogę się doczekać, co jeszcze ciekawego wymyślisz xD

Tak jak Magoriana mam nadzieję, że te wszystkie "lekarstwa" na głowę nie uszkodzą trwale Snapea. Jeszcze sprawią, że stanie się nieodwracalnie miły i co będzie?

Nie mogę się doczekać, co wymyślisz następnym razem :) Mam nadzieję jednak, że ta miniaturka będzie dłuuuuga xD
-
mionka94
2011/02/11 21:15:55
Już ci pisałam na GG, że rozdział genialny :P Tak, że powtórzę dla pewności - geniusz z ciebie :D Harry z Ronem jak zwykle coś odwalili, ciekawe tylko, co Ślizgoni wymyślą... A końcowa scena, mrau :D Więcej, więcej, więcej!
Pozdrawiam i liczę na szybki ciąg dalszy!
mionka94
-
eimiko
2011/02/12 15:54:13
Wyobraziłam sobie, jak Hermiona dostaje w twarz tym słodkim uśmiechem Snapea niczym kijem baseballowym, kiedy wpadła do sali.
No, no. Hermiono, ty ślizgońska jaszczurko. Tak manipulować profesorem w stanie lekkiej niedyspozycji
Ogólnie rzecz biorąc mam zawał mózgu i problemy z odzyskaniem równowagi psychicznej. Pomysł Rona i Harry'ego iście w ich stylu. Do tej pory nie mogę się po tym pozbierać.
Dużo weny!!
Eimiko.
-
nimfadora-1
2011/02/15 19:33:44
To było boskie! Brak mi słów. Czekam na kolejne notki
Pozdrawiam i życzę DUŻO WENY!!
-
angelina23
2011/03/09 13:35:22
No jak tak każdy w Hogwarcie bedzie działał na własna rękę to może być ciekawie. Teksty SEva choc wiadomo, że niekanoniczne to przypadły mi do gustu. rodział barzdo smieszny, a jeszcze ta desperacja i jednoczesnie poddanie sie sytuacji przez mione świetnie ujęte. Pocałunek był tak niespodziewany, że przezyłam szok czytajac to pierwszy raz. ja wole nie mysleć co będzie z miona jak sev sie opamieta. czekam na next
-
cyzia94
2011/03/31 22:48:10
Przy tej CIEMNOZIELONEJ szacie, to się dosłownie herbatą oplułam (dzięki!).
Czytam trochę po łebkach, ale... jaką ona miała tam książkę? Coś mi świta, ale nie jestem pewna..

Lubię Hermionę taką... nieśmiałą.
Ooo, ciekawe, co jej NORMALNY Snape zrobi, po wszystkim XDXDXD
Idę dalej ;) ;P
-
emmiona
2011/04/01 09:00:52
Przepraszam, że komentuje dopiero teraz. Ostatnio zupełnie nie mam czasu na czytanie blogów. Jednak nie żałuję, że zaległości zaczęłam nadrabiać od Twojego. Ten rozdział był fantastyczny: z humorem, ciekawy i cholernie wciągający. Wiadomo, która scena podobała mi się najbardziej, nie? :P No, w każdym razie mam nadzieję, że Snape tak szybko nie wróci do swojego dawnego charakteru. To opowiadanie jest boskie! :) Idę czytać dalej,
Emmiona.
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog