Hermiona - Severus...
Blog > Komentarze do wpisu
« Szaleństwo III
Horror part five »

Horror part four
Tak, ja wiem, że jestem okrutna, ale wrzucenie rozdziału już teraz było po prostu silniejsze ode mnie :D Mam nadzieję, że Wam się ta część również spodoba ;) Mam nadzieję, że mogę liczyć przynajmniej na te 15 komentarzy? EDIT: Specjalna dedykacja dla Nox za... no ty już wiesz dobrze, za co ^^

Drzwi sali eliksirów otworzyły się powoli z lekkim skrzypnięciem. Pierwszoroczni Ślizgoni  zerknęli z zaciekawieniem na tajemniczą osobę, która, szczęśliwym trafem, dała im chwilę wytchnienia od męczenia się z tą marną imitacją ich Opiekuna Domu. Zdziwili się jednak, widząc zamiast któregoś z nauczycieli prefekt naczelną, Hermionę Granger, która wyglądała, jakby miała za chwilę zalać się łzami rozpaczy.

- Profesorze… - jęknęła płaczliwie, podchodząc do Mistrza Eliksirów, który spojrzał na nią pytająco. – Brakuje płatków! – zapłakała głośno, patrząc na niego z wyraźną desperacją.

- Jakich płatków? – spytał zdezorientowany profesor, a Ślizgoni zaśmiali się cicho.

- Śniadaniowych! – krzyknął ze śmiechem jeden z odważniejszych młodych Węży.

W odpowiedzi z miejsca otrzymał od prefekt naczelnej mordercze spojrzenie godne profesora Snape’a i ze strachu skulił się w sobie.

- Ty mnie nawet nie próbuj dzisiaj denerwować, ostrzegam cię! Dziesięć punktów od Slytherinu! – warknęła groźnie Granger, prężąc się niczym lwica szykująca się do skoku, ale gdy zwróciła się z powrotem do Mistrza Eliksirów, znów zaczęła przypominać obraz nędzy i rozpaczy. – Skondensowane płatki śniegu z Antarktydy! Potrzebne jest dziesięć, a jest ich dziewięć! A nie da się ich niczym innym zastąpić!

Na twarzy profesora pojawiło się zrozumienie, natomiast w oczach Granger zbierało się coraz więcej łez. Snape odłożył chochlę, którą sprawdzał konsystencję eliksiru jednego z Krukonów i, nie zważając na gigantyczny szok na twarzach swoich podopiecznych, przytulił ją pocieszająco, ona zaś przylgnęła do niego, jakby był ostatnią bezpieczną przystanią na wściekle wzburzonym morzu.

- Spokojnie Hermiono, nic się przecież nie stało – pocieszał ją, gładząc jej plecy, ale ona jedynie zapłakała mu w ramię. – Zaraz po lekcji wyślę sowę z zamówieniem, dobrze? – Kiwnęła nieznacznie głową, a Ślizgoni spojrzeli po sobie, uznając, że profesor zaczyna posuwać się za daleko. – W takim razie postaraj się wrócić na pozostałe zajęcia, żebyś nie miała więcej zaległości, dobrze? W końcu nie możemy pozwolić, żeby najlepsza uczennica w szkole opuściła się w nauce przez jakieś złośliwe płatki, nieprawdaż? – Odsunął ją odrobinę, by spojrzeć jej w twarz. – No dalej, uśmiechnij się, świat się jeszcze nie skończył – dodał, uśmiechając się do niej pokrzepiająco.

Młode Węże, jak jeden mąż, skrzywiły się, widząc wyraz jego twarzy. Prefekt naczelna, natomiast, nieznacznie uśmiechnęła się przez łzy.

- Potrafi pan nawet być zabawny – mruknęła cicho, patrząc mu prosto w oczy.

- Staram się – odparł swobodnie, mrugnąwszy do niej zawadiacko.

- Jeśli by się pan tak od początku zachowywał, eliksiry mogły by być nawet przyjemne.

- Wybacz, ale obawiam się, że na chwilę obecną nie jestem w stanie zmienić przeszłości. Nie mniej jednak będę próbował. – Uśmiech nie schodził z jego twarzy, przez co niektórzy Ślizgoni musieli powstrzymywać odruchy wymiotne. – A teraz leć na zajęcia, bo czas ucieka. Dam ci znać, kiedy dostanę zamówienie.

- Dziękuję, profesorze – odparła szczerze z wyraźną ulgą w głosie.

Snape pokrzepiająco położył jej rękę na ramieniu, po czym Granger skinęła mu głową i, spokojniej już, wyszła z sali, zamykając za sobą cicho drzwi. Profesor rozejrzał się po pomieszczeniu, by przypomnieć sobie, o czym mówił, zanim prefekt naczelna mu przerwała, a Ślizgoni w tym czasie jednomyślnie stwierdzili, że należy skonsultować się ze Starszymi, by wspólnie zrobić porządek z Opiekunem Slytherinu.

 

Albus Dumbledore, dotąd zadowolony z siebie, teraz siedział na jednym z foteli w pokoju nauczycielskim i z niepokojem obserwował klepsydrę przestawiającą punktację Gryffindoru. Mimo, że był już sam środek zajęć, Gryfoni nie stracili jeszcze żadnego punktu, a dyrektor pięć razy już sprawdził, czy aby na pewno mają eliksiry. Problem, który go teraz napawał obawą, kreował się w taki oto sposób – szósty rocznik Gryffindoru wraz z Ravenclaw, z pannami Weasley i Lovegood na czele, odbywał właśnie w tej chwili zajęcia z profesorem Snapem, a punków w ogóle nie ubywało, a nawet wręcz przeciwnie. Było to o tyle niepokojące, że przecież nie dalej jak dwie godziny wcześniej Severus wypadł jak burza z gabinetu Minerwy, krzycząc coś o pannie Granger w jego pracowni. Nie rozumiał, zatem, jak to się stało, że młodszy czarodziej był wyraźnie całkowicie spokojny i nie znalazł do tej pory żadnego pretekstu do odjęcia jakichkolwiek punktów. Chociaż, biorąc pod uwagę fakt, że na zajęciach znajdowała się między innymi panna Lovegood, coś takiego było zupełnie nie wykonalne.

Dyrektor doszedł wreszcie do wniosku, że kompletnie nic z tego nie rozumie. Dlatego też wstał z fotela, opuścił pokój nauczycielski i żwawym krokiem udał się do lochów, by chociaż spróbować zrozumieć.

Przed salą eliksirów zawahał się. Chciał odruchowo zapukać, ale w tak wyjątkowej sytuacji nie można postępować w sposób zwyczajny. Wziąwszy zatem głęboki oddech, otworzył z hukiem drzwi, wpadł do środka i załamał się.

- … mimo wszystko jednak uważam, że lazurki francuskie z reguły rzadko egzystują w naszym klimacie nadmorskim. Z tego, co się orientuję, są przyzwyczajone do wyższej temperatury południowej Francji, więc u nas mogłyby się raczej kiepsko czuć. Nie sądzisz, że… O, Albus! Wybacz, nie usłyszałem twojego pukania – powiedział spokojnie Severus, gdy w końcu zauważył zdębiałego dyrektora.

Albus z szokiem patrzył na ten niezwykły obrazek, w którym to mroczny Mistrz Eliksirów, w ciemnozielonej szacie i z uprzejmym uśmiechem na twarzy, siedział luźno na krześle po przeciwnej stronie ławki panny Lovegood i najwyraźniej prowadził z nią ożywioną dyskusję, a reszta uczniów zebrała się dookoła i z niedowierzaniem obserwowała rozwój wydarzeń.

- Severusie… - jęknął załamany Albus. – Coś ty znowu zrobił?!

Mistrz Eliksirów zawahał się wyraźnie.

- Obawiam się, że nie bardzo wiem, o czym mówisz, Albusie…

- Czy ty w ogóle widzisz, co ty masz na sobie?! Gdzieś ty, do diaska, znowu swój charakter zgubił?!

- Albusie – zaczął ostrożnie młodszy czarodziej, podchodząc do niego powoli. – Nie uważasz, że ostatnio trochę za dużo pracujesz? – spytał tonem, którym winno się zwracać do osób niekontrolujących swoich zachowań i emocji i położył mu rękę na ramieniu. – Może idź do swojego gabinetu, wypij sobie gorącą herbatę z melisy i odpocznij trochę, dobrze? Jestem pewien, że wtedy poczujesz się dużo lepiej. Jakbyś chciał, to nawet sam mogę ci tę herbatę przyrządzić, żebyś nie musiał się przemęczać, szykując ją. – Albusa naszła nagle prostacka ochota, by gwizdnąć go z całej siły i zmazać mu z twarzy ten pokrzepiający uśmiech. Chciał już zaprotestować przeciwko radom Severusa, ale ten znów się odezwał. – Ja rozumiem, Albusie, martwisz się o Hogwart. Ale naprawdę nie masz powodu, my z Minerwą wszystkim się zajmiemy, a ty sobie spokojnie odpocznij. Panno Weasley, byłabyś tak miła i zaprowadziła dyrektora do jego gabinetu? Nie możemy przecież pozwolić, żeby nam zasłabł po drodze.

- Oczywiście, panie profesorze.

Gryfonka podeszła do Albusa z rozbawionym uśmieszkiem błąkającym jej się po ustach.

- Proszę pójść ze mną, dyrektorze – powiedziała stanowczo, chwytając go za łokieć.

- Ale… - próbował zaprotestować, jednak pociągnęła go w stronę drzwi.

- Spokojnie, Albusie, po zajęciach przyjdę zobaczyć, jak się czujesz, dobrze? – odezwał się Mistrz Eliksirów, uśmiechając się lekko.

Albus bardzo chciał się wyrwać uczennicy i mu najzwyczajniej w świecie przedzwonić, ale wiedział, że nie powinien tego robić przynajmniej przy uczniach, więc dał się wyprowadzić z sali.

- Na czym właściwie skończyliśmy, panno Lovegood? – Profesor Snape zwrócił się do Krukonki, gdy wychodzili.

Nie doszła ich już odpowiedź panny Lovegood, gdyż w chwili, gdy znaleźli się na korytarzu, Ginny Weasley starannie zamknęła drzwi. Zerknęła na dyrektora i wybuchła głośnym śmiechem. Albus skrzywił się lekko, ale uprzejmie postanowił to przeczekać. Domyślał się, że dziewczyna już od dłuższego czasu starała się usilnie powstrzymać ten wybuch.

- Mógłbym się dowiedzieć, co tak właściwie panią aż tak bawi? – zapytał spokojnie po kilku minutach.

- Niech się pan nie denerwuje, ale pańska mina – odpowiedziała, gdy wreszcie udało jej się powstrzymać jedną falę wesołości, lecz, gdy zerknęła znów na niego, zaraz opanowała ją kolejna.

Albus westchnął ciężko, spodziewając się właśnie takiej odpowiedzi. Z rezygnacją obrócił się na pięcie, by odejść do swojego gabinetu. Po kilku metrach młoda Gryfonka dogoniła go i towarzyszyła mu w dalszej drodze, chichocząc cicho pod nosem. Mniej więcej w połowie drogi Albus miał jej już serdecznie dość.

- Panno Weasley, o czym właściwie profesor Snape rozmawiał z panną Lovegood? – zapytał szybko, licząc na odwrócenie uwagi od przyczyn jej wesołości.

- A czy ja wiem? Luna znowu wymyśliła jakieś stwory, zaczęła o nich nawijać, a profesor to podchwycił i mamy gotową dyskusję – odparła, rozkładając z rezygnacją ręce.

Westchnął ponownie.

- Chyba będę musiał zapewnić pannie Lovegood jakaś ochronę, kiedy Severus wróci do siebie – mruknął pod nosem, zatrzymując się przed kamienną chimerą. – Panno Weasley, możesz spokojnie wracać na lekcję, poradzę już sobie sam.

- Dyrektorze, naprawdę muszę? – zapytała z miną przybitego psiaka. – Profesor niby jest taki trochę zabawny, jak się tak zachowuje, ale na dłuższą metę zbiera mi się na wymioty…

Albus spojrzał na nią, zaskoczony tymi prostymi, ale jakże trafnymi słowami. Szczerze mówiąc, jemu samemu robiło się niedobrze, jak za długo patrzył na ten przeklęty uprzejmy uśmiech na twarzy młodszego czarodzieja, który zwykł mordować ludzi wzrokiem.

- No dobrze, nie musisz, ale na kolejnych lekcjach masz być obecna, dobrze?

Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, podziękowała szybko i tyle ją widział. Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem i wypowiedziawszy hasło: „KitKat” – ostatnio zaczął gustować w mugolskich słodyczach – ruszył w górę schodów, wracając myślami do Severusa i jego przykrego, dla wszystkich dookoła, problemu.

 

Draco Malfoy odchylił się w zamyśleniu w fotelu. Skończyła się właśnie specjalna narada Ślizgonów dotycząca dalszego postępowania w sprawie ich Opiekuna Domu. Dla nikogo nie była to łatwa sytuacja, ale dzięki znajomościom jednego z szóstorocznych istniała duża szansa na rozwiązanie problemu raz na zawsze. Wszystko miało się rozstrzygnąć dokładnie za dwie godziny – tuż po kolacji. Do tego czasu cały plan musiał być dopracowany we wszystkich szczegółach. W innym przypadku ich koniec mógłby nie nadawać do ogłoszenia światu.

Przeciągnął się i uśmiechnął cierpko słysząc strzykani w kręgosłupie. Za dużo czasu spędzasz nad książkami, stary – mruknął do siebie w myślach. – Jeszcze trochę, a zamienisz się w Granger – dodał, wzdrygając się lekko. Ostatnie, czego by chciał, to stać się drugą chodzącą encyklopedią. W końcu jeden leksykon wiedzy wszelakiej na nogach wystarczył, nieprawdaż?

- Roberto – zawołał idącego w jego kierunku chłopaka o iście hiszpańskiej urodzie. – Jak rozmowa?

- Wujek mówił, że będzie. Mamy się tylko postarać, żeby Szef, jak już wróci do siebie, nie zaczął od mordowania wszystkich dookoła.

- O to się nie martw, już wiem, co zrobić. Chociaż pewnie będę miał zagwarantowane wypruwanie flaków – mruknął Draco i kiwnąwszy głową młodszemu Ślizgonowi, wyszedł z pokoju wspólnego.

 

- Harry, jak ty mu właściwie przyłożyłeś?

- O co ci chodzi?

- O to, że jakoś dalej strzela tymi swoimi uśmiechami na prawo i lewo. Nie podoba mi się to.

- A myślisz, że mi się podoba? Sam widziałeś, jak oberwał.

- No wiem, ale dalej mnie to zastanawia. Mogłeś walnąć może trochę niżej…

- Wiesz co? Mam pomysł. Jak jesteś taki mądry, sam to zrobisz.

- Ja?!

- A niby kto?!

- Ale przecież on mnie zamorduje!

- A myślisz, że mnie nie?! Przecież to ja go grzmotnąłem pierwszy.

- Ale to nie znaczy, że ja też muszę!

- Ron, nie rób z siebie mięczaka. Wystarczy porządny zamach.

- To czemu sam nie wziąłeś porządnego zamachu?!

- Wziąłem! Ale na pewno przesunął głowę zanim uderzyłem.

- Jasne, może jeszcze ściągnął ją sobie z karku, a potem dla niepoznaki przyczepił ją sobie z powrotem, co?!

- Ron, weź nie udawaj głupszego niż jesteś!

- O, odezwał się ten mądry, co to ma niesamowicie genialne pomysły!

- Pomysł jest dobry!

- Oczywiście. A to pewnie wina Snape’a, że się nie udał, co?

- No przecież nie moja!

- Pogódź się z tym, Harry, spartaczyłeś robotę.

- Nie, mam tego dość. Chodź, idziemy.

-Niby gdzie? Ej, nie ciągnij mnie!

- Mówiłem, jesteś taki mądry – sam to zrób.

- Pogrzało cię?! Mówiłem, że tego nie zrobię!

- A co, tak bardzo tchórzysz?

- … Ja nie tchórzę…

- Nie nadajesz się na Gryfona.

- Sam się nie nadajesz! Gdzie masz tę pałkę?!

 

Wracał właśnie z pokolacyjnej wizyty u Albusa, który okazał się być już w zadziwiająco dobrym stanie. Z chęcią częstował go tymi swoimi pysznymi cytrynowymi dropsami, oferował herbatę, ale bardzo szybko stwierdził, że czuje się jeszcze trochę słabo i woli się położyć. Nie mógł przecież męczyć dłużej starszego czarodzieja, więc skierował swoje kroki do własnych kwater. Gdy teraz kroczył już korytarzem w lochach, który był bardzo blisko jego gabinetu, niespodziewanie młody Malfoy zastąpił mu drogę.

- Witaj, Draco – uśmiechnął się do niego uprzejmie. – Nie powinieneś się teraz uczyć do OWUTEMów? W końcu zostało ci nie za dużo czasu, a nie chcemy, żebyś miał słabsze wyniki, nieprawdaż?

- Oczywiście. Nie martw się, dam sobie radę z egzaminami. Na razie jednak muszę się rozprawić z pewną przykrą sprawą… - dramatycznie zawiesił głos, wpatrując się z rezygnacją w podłogę.

- Mógłbym ci jakoś pomóc?

- Czy ja wiem? To dosyć skomplikowane…

- Nie martw się, razem na pewno znajdziemy rozwiązanie.

Położył pokrzepiająco rękę na ramieniu ucznia, który niespokojnie kręcił się w miejscu. W końcu jednak westchnął głębiej i ostrożnie spojrzał w oczy nauczyciela, który uśmiechnął się, by dodać mu otuchy.

- No… dobrze, może i mógłby pan pomóc… Ale wolałbym nie rozmawiać o tym na korytarzu.

- W takim razie zapraszam do mojego gabinetu.

- A nie moglibyśmy… nie wiem, porozmawiać w sali od eliksirów? Mniejsze szanse, że ktoś nas podsłucha – rzucił szybko Ślizgon, modląc się w duchu, żeby profesor się z nim zgodził.

Severus zastanowił się przez moment, po czym uśmiechnął szerzej.

- Jeśli tam będzie ci wygodniej wyrzucić to z siebie, to proszę bardzo, chodźmy.

Młody Malfoy w myślach odetchnął z ulgą. Ruszył powoli za Snapem, mając nadzieję, że reszta pójdzie równie gładko.

Kilka chwil później znaleźli się przed drzwiami klasy. Severus złapał klamkę i rozejrzał się, ze zdziwieniem zauważając, że Draco zatrzymał się dobre trzy metry od drzwi. Uniósł brew, ale zanim zdążył zapytać, o co chodzi, chłopak odezwał się szybko:

- Niech pan wchodzi, profesorze, ja się tylko szybko rozejrzę, czy nikt nas nie śledził.

- No dobrze, w takim razie poczekam na ciebie w sali – odparł Severus, uśmiechając się znów szerzej.

Nie obawiając się żadnego niebezpieczeństwa, wszedł do pomieszczenia. Zdążył przejść ledwie połowę długości sali, gdy poczuł się dziwnie senny. Po kilku kolejnych krokach jego mięśnie stały się dziwnie ociężałe. Ziewnął przeciągle i zaczął upadać, a mniej więcej w połowie lotu w dół, jego umysł odpłynął ku krainie Morfeusza.

poniedziałek, 28 marca 2011, ines_mp
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »

Dodaj komentarz »
Komentarze
Gość: , 89-78-167-130.dynamic.chello.pl
2011/03/28 22:43:45
nie, Boże to serio horror xDD nawet ja już go takiego znieść nie mogę ;pp
Ciekawe co Draco wymyślił, hmmm ;DD

W ogóle to jak zwykle genialnie napisane, nic dodać nic ująć ;))

P.S: Kooocham kit katy ^^

pozdrawiam i Weny życzę,
Hybryda.
-
nox92
2011/03/28 22:44:07
Wiesz co? Przede wszystkim to normalnie Avada za tę końcówkę *Nox grzebie po kieszeniach w poszukiwaniu różdżki. Jednakże Gil stojący nad nią, powstrzymuje ją z dobrotliwym uśmiechem, oślepiając błyskiem białych zębów. Sama-wiesz-który-złośliwiec :D siedzi w kącie, przekręcając tylko kartki i uśmiechając się ironicznie.
Pan Wen skrył się za którymś regałem w głębi biblioteki, ale Nox ze złośliwym uśmieszkiem podnosi się z fotela, zacierając ręce. Rozgląda się chwilę i widzi skrawek zielonej peleryny, zaczepił się o wystającą drzazgę. Blada ręka, szarpie materiał i natychmiast znika, jednakże dziewczyna nie pozwoli mu się tak łatwo wyrwać. Rusza w pościg za chochlikiem. Skręca za najbliższy regał i już widzi go, już prawie dosięgnęła narzuconej w pośpiechu peleryny, gdy.....
Półka z książkami niebezpiecznie zaczęła się chybotać. Momentalnie pan Wen zawraca i łapie regał na wespół z Gilderoyem z dwóch przeciwnych stron. Notabene nie uważasz, że to dziwne, że jego koordynacja zadziała w porządku ;d? W każdym razie, Nox z furią w oczach zaczyna zbliżać się do pana Wena:
- Ty..... ty.... jak mogłeś?
Czarnowłosy wygląda na skruszonego.
-No to tak niechcący, sama rozumiesz. - nie widząc jednak zrozumienia w jej oczach, mówi- ale szukałaś mnie z konkretnego powodu, no to pozwolisz, że udam się do Ines.
Wychodząc zza regału pewien złośliwiec obarzył go ironicznym spojrzeniem, a komentarz opuścił jego usta, bynajmniej nie powstrzymywany przez autora:
-A ty znowu pod pantoflem, czyż nie?
-Chcesz powiedzieć, że ty nigdy nie jesteś? Może mam ci przypomnieć...
- Nie dziękuję, idź już, bo słyszę kroki.
Pan Wen bardzo szybko przetransportował się do Ines, goniony ironicznym śmiechem*
Moja droga Ines, co lepsze perełki skomentowałam na gg. Jednak powiem Ci i tutaj, że to co zrobiłaś biednej Hermionie... :D On ją przecież zamorduje, albo przynajmniej skarze na długie tortury w Azkabanie. Co do Pottera, tak ty już dobrze wiesz co ;d, rozbroił mnie z Ronem, zwłaszcza ta łapka zdjęta ;d. Mam nadzieję, że długość komentarza zadowoli Ciebie i pana Wena. Dziękuję bardzo za dedykację ;*. Pozdrawiam i życzę, by ten chorobnik się sprawdził ;d.
Nox
-
only_night
2011/03/28 22:55:08
Jesteś wspaniała! Jak widzę wiadomość od ciebie na gadu, to po prostu od razu jest mi lepiej, naprawdę, zaczyna mnie rozpierać energia i szybko chcę wiedzieć co nowego się pojawiło. Uwielbiam to, jak tak często dodajesz notki. A co do samego rozdziału to jest genialny, jak zawsze z resztą. Można by pomyśleć, że jak to jest już 4 z kolei rozdział, to można się już przyzwyczaić do takiego Snape'a, ale nie! przynajmniej ja się nadal nie przyzwyczaiłam i nadal mnie zaskakuje to co on robi i mówi, naprawdę. W pewnych momentach kiedy jego zachowania dziwnego jest bardzo dużo, zaczynam się po prostu śmiać na głos. np. kiedy Snape pociesza Hermiona, głaska a na koniec mówi do niej, żeby się uśmiechnęła, to nie koniec świata, no jak sobie to wyobraziłam, Severusa stojącego i mówiącego coś takiego to nie mogłąm wytrzymać. Albo kiedy Sev mówi do Albusa, że może mu zaparzyć ziółka czy coś tam, no po prostu genialny pomysł! Masz cudne pomysły. Czekam na kolejne rozdziały.
Pozdrawiam i hmm skoro nie masz czasu i po maju będziesz go miała to czyżbyś w tym roku maturę miała? Czy to tak po prostu czasu nie masz? No, ale tak czy siak życzę ci dużo czasu na pisanie takich ekstra notek i mam nadzieję, że pan Wen ciągle będzie się tak starał.
-
only_night
2011/03/28 22:59:32
Ahh i zapomniałam jeszcze dodać, że jestem strasznie ciekawa co zrobi Snape, Harremu, Hermionie Ronowi i wszystkim innym, jak już w końcu kiedyś wróci ( bo wróci, prawda?) do swojej normalnej postaci. Bo wątpię, żeby zostawił w spokoju Harrego, który mu tak po prostu przyłożył xDD
-
Gość: , bg00001.bgnet.com.pl
2011/03/28 23:01:25
ciekawe, na prawde ciekawe
Najbardziej jestem ciekawa jak sevi sie na nich wszystkich zemści ^^
-
fenisel
2011/03/28 23:02:00
To wyżej to ja == wywaliło mnie
-
magoriana
2011/03/29 14:10:47
Sama nie wiem, co mnie bardziej przeraża, to, że Severus jest taki słodki, czy to, że uwielbiam to opowiadanie za każde napisane w nim słowo, a nawet za każdy postawiony przecinek. Cudownie zabawne!!!
Lunę czeka już tylko jedna droga, zacznijmy zbierać na wieńce;)))
-
mionka94
2011/03/29 17:38:34
Ooo, wyłam ze śmiechu :D Uwielbiam to opowiadanko :P Sev i Luna... Genialne! Naprawdę, Albus powinien się zbierać na ochronę dla niej, zważywszy na zamiary Draco... (bo nie wątpię, że jakieś ma względem Snape'a :D)
Cud, miód i orzeszki :D
Pozdrawiam i Weny!
mionka94
PS. A najlepsze chyba było to z Hermioną. Ach, przytulił ją na oczach całej klasy... :*:*
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/03/29 19:00:17
Kitkat :) :)
tylko mi nie mów, że oni go zrobią z powrotem normalnego, a Ron znów mu grzmotnie... bo to już będzie nie fajne...
scena w sali eliksirów - bombka :)
czekam na następną notkę, ale nie będę naciskać, wiem, że do maja to ty jesteś dead xD
-
Gość: Avena, 188.147.128.136.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2011/03/29 22:03:07
No to ja będę dziesiąta... Tak w ogóle to jestem tu jakby nowa, więc niedługo możesz się spodziewać komentarzy na pozostałych blogach ^^. Co do tej notki, to się uśmiałam, tak naprawdę. A jak jeszcze sobie wyobrażę minę Severusa, gdy już wróci do normalnego stanu (na ciut dłużej) i zorientuje się, że przytulał Hermionę... I ciekawi mnie, co takiego wymyślił Draco. Oby nie było zbyt bolesne, bo Sev już dwa razy oberwał, pewnie go teraz głowa boli.
-
okami18
2011/03/30 21:45:40
Ciekawy rozdział ,bardzo podobała mi się reakcja dyrektora. Biedny staruszek ,prawie mi go żal :D No i biedny Sev. Jak nie pałką to eliksirem i tak w kółko... mam nadzieje ,ze ostatecznie nikt mu mózgu nie uszkodzi...zbyt poważnie :) W każdym razie żadnych błędów się nie dopatrzyłam ,grafów wszelkiego rodzaju i tym podobnych ;)
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam :)
-
lessie_2
2011/03/30 23:33:27
to opowiadanie jest tak zabawne, że aż nie mogę powstrzymać śmiechu. a trudno jest mnie doprowadzić do takiego stanu. na prawdę genialne! ale jakby severus u rowling też byłaż taak bardzo miły, to chyba bym nie doczytała do końca. xD hahaha, to mnie smieszy i przeraża jednocześnie. więc z wielką niecierpliwością czekam na następny i obiecuję, że będę tu zaglądać częściej. :D
-
angelina23
2011/03/31 17:37:43
Severus w "spódnicy" .... i jak tu się nie smiać. Brakuje tylko, żeby się na mózgi zamienili z granger. oberwie sie jej za te punkty , gryfindor bedzie miał -1000pkt za całokształt przewinien. pocieszanie było barzdo zabawne, ale dysksuja z luna pobiła wszytko, az zaluje że mnie tam nie było. to był genailny pomysł. chwała ci za to, że coraz barzdeij w twoich opowiadaniach dajesz fabułe zinnymi bohaterami
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/03/31 18:00:33
Komentuje!!!!! rozdział piękny, cudny i tak dalej... i podejrzewam, że mogę w imieniu wszystkich Czytelniczek powiedzieć, że chcemy NOWY ROZDZIAŁ!!! :):):):)
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/03/31 18:01:05
a teraz 15 komentarz ! :)
i musisz już wstawić nowy rozdział :P:P
-
eimiko
2011/04/01 17:24:08
Przerażasz mnie! Biedny Sev, chyba jeszcze nigdy tyle osób nie dybało na jego życie. Widzę to tak: albo mu łeb rozwalą doszczętnie, albo otrują jakimś świństwem, albo nadmiar rzucanych klątw sprawi, że się rozpuści! Gryfoni, Ślizgoni... Jeszcze Krukonów i Puchonów brakuje tu! Ci ostatni najmniej szkodliwi, bo sądzę, że ich próba ratowania sytuacji ograniczyłaby się do poklepywania Seva po plecach i pocieszania go. Na koniec wyplułby płuca od tego ciągłego poklepywania i to w najlepszym wypadku, bo inaczej wyklepaliby mu dziurę w plecach, więc na jedno wychodzi :)
Widzisz co mi czynisz!? Moja wyobraźnia stałą się nieokiełznanym potworem... Czytam dalej... mimo wszystko :)
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog