|
Blog > Komentarze do wpisu
Szaleństwo III
Wiem, minęło trochę sporo czasu, ale udało mi się wreszcie to napisać. Wiecie, powiem szczerze, że pisanie Szaleństwa wcale nie jest takie proste. Wszystko musi tu być niespodziewane i nieprzewidywalne. No ale w końcu się udało i mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Miłego czytania!
Odetchnęła głębiej, wciąż nie otwierając oczu, a jedynym, co dotarło do jej uszu, było trzaśnięcie drzwiami. Owinęła się dokładniej kołdrą i otworzyła nagle oczy, gdy pod powiekami ujrzała twarz Lucjusza Malfoya wykrzywioną wyrazem pogardy i swego rodzaju opętania, próbującego zawładnąć całym ciałem upadłego arystokraty. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło mimo, iż wiedziała, że te zdarzenia miały miejsce. Było to jednak na tyle nierealne, że aż chciało jej się śmiać, ale to, co wyrwało się z jej ust, bardziej przypominało gorzki szloch, niż efekt rozbawienia. Teraz jeszcze do tego wszystkiego doszedł Snape, który już od ponad roku niesłychanie jej się podobał i nieświadomie wywoływał dziwne reakcje jej ciała. To, co zrobił… poniekąd przeszło jej oczekiwania i było odskocznią od wcześniejszych wydarzeń, które zaczęła już na siłę wpychać w umyśle do szufladki opatrzonej hasłem „Koszmarne sny”. Wprawdzie nie było to takie proste przekonać swoje ciało do uwierzenia, że te rany, które Malfoy jej zadał, były tylko wytworem wyobraźni, ale gdy już wszystkie znikną, zadanie to stanie się dużo łatwiejsze. Inaczej wyglądała sytuacja z umysłem. Wystarczyło odciąć się od tych wydarzeń i wmawiać sobie, że to naprawdę był tylko sen, a zraniła się w zupełnie inny sposób. Przypominało to poniekąd uczenie się regułki na pamięć. Wystarczyło odpowiednio wiele razy powtórzyć to sobie, a już umysł przyjmował to jako fakt. Nie zmieniało to jednak faktu, że w żaden sposób nie była w stanie wyjaśnić tego, co zrobił Snape. W pewnym sensie jej umysł próbował podpiąć to pod wydarzenia z Malfoyem, ale tutaj pojawiał się drobny problem. Nawet, jeśli to był wymysł jej wyobraźni, czy objaw szaleństwa ze strony Snape’a, nie chciała się od tego odcinać. Świadomość, że jej dotknął, nie mówiąc już o pocałunku, była dla niej tak cenna, że nie chciała za nic w świecie przed nią uciekać. Rozejrzała się pobieżnie po pomieszczeniu, a w oczy rzuciły jej się dwie pary drzwi. Wywnioskowała, że skoro jedne z nich wiodły do salonu i wyjścia z kwater, to drugie winny prowadzić do łazienki, gdzie mogłaby zmyć z siebie wszystkie te przykre wydarzenia. Powoli wstała, trzymając się za brzuch, który jeszcze ją trochę pobolewał i sięgnęła po płaszcz, którym wcześniej okrył ją profesor, by owinąć się nim szczelnie. Ostrożnie podeszła do pierwszych drzwi z lewej i uchyliła je nieco, a za nimi ujrzała salon, przez który wcześniej przeniósł ją Snape. Zamknęła cicho drzwi i podeszła do tych drugich, obok których znajdowała się duża, dębowa szafa. Czując się już nieco pewniej, uchyliła je nieco, by ujrzeć przestronną łazienkę, utrzymaną w jasnych barwach, wśród których kremowy kolor mieszał się z bielą i delikatnym brązem. Ku swemu zdumieniu usłyszała szum płynącej wody, więc otworzyła drzwi szerzej, by odszukać źródło tego dźwięku. Gdy jej wzrok zatrzymał się za uchylonej kabinie prysznicowej, zamarła… To, co ujrzała i usłyszała, całkowicie przerosło jej zdolność rozumowania. Nie wiedziała, co właściwie powinna zrobić. Jakaś część niej wrzeszczała w niebogłosy, by uciekała jak najdalej, bo Snape wcale nie jest lepszy od Malfoya, ale świadomość, że mężczyzna, który zawładną jej sercem, doprowadza się do rozkoszy, mrucząc pod nosem jej imię, nie pozwalała jej ruszyć się ani o krok. Stała, zatem, w drzwiach, przypatrując mu się z dziwnymi, niezidentyfikowanymi emocjami buzującymi w niej, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Wiedziała, że to nie poważne, ale widok, który miała przed oczami tak daleko odbiegał od normy, że nie do końca docierało do niej, iż to naprawdę się dzieje. Zaniepokoiła się dopiero, gdy Snape, po osiągnięciu szczytu rozkoszy, osunął się po ścianie i dłuższą chwilę siedział nieruchomo, starając się uspokoić przyspieszony oddech. Chciała dyskretnie wycofać się, by zostawić go samemu sobie, ale gdy już chciała postąpić krok w tył, otworzył oczy, jakby przeczuwając, że coś jest nie tak, jak być powinno. Rozejrzał się niespokojnie, a ich oczy w końcu się spotkały. Przy panującym w łazience świetle jego tęczówki zdawały się być nawet ciemniejsze od źrenic, które w tym momencie wyraźnie rozszerzyły się z zaskoczenia. Na ułamek sekundy na jego twarzy pojawiło się zażenowanie, ale zaraz odwrócił głowę, by skryć się za kurtyną czarnych jak noc włosów. - Panno Granger, to, co tu zobaczyłaś… - zaczął cicho i z wyraźnym oporem, a jego słowa, przerwawszy panującą atmosferę pełną specyficznego napięcia, podziałały na nią jak kubeł zimnej wody. Poddała się instynktowi samozachowawczemu, wrzeszczącemu na nią, by uciekała, odwróciła się na pięcie i puściła biegiem w kierunku wyjścia, nie zwracając uwagi zupełnie na nic, a już szczególnie na wołanie Snape’a, by zaczekała. Jak przez mgłę ujrzała salon, który przebyła błyskawicznie, nie zatrzymując się nawet na moment. Nie zauważyła, kiedy zbiegła po schodach i minęła kamienną chimerę. Biegła dalej ciemnymi korytarzami Hogwartu pogrążonego we śnie, nie zwracając uwagi na coraz większe trudności w oddychaniu i chłód bijący od kamiennej podłogi w jej bose stopy. Nie rozglądała się dookoła, wzrok miała utkwiony w jakimś nieistniejącym punkcie gdzieś przed nią. Kiedy w końcu się zatrzymała, prawie nie była w stanie zaczerpnąć oddechu i nie potrafiła powiedzieć, gdzie właściwie się znajduje. Wyczerpana usiadła na podłodze pod oknem i skuliła się, obejmując rękami kolana, a z jej oczu niekontrolowanie płynęły łzy, których nawet nie próbowała już powstrzymywać. Nie była już pewna swoich uczuć i emocji, nie wiedziała, czy bardziej czuje się przerażona, czy zażenowana, ale wiedziała, że najbardziej chciałaby w tym momencie obudzić się i móc śmiać z tego szalonego snu, który całkowicie przechodził ludzkie pojęcie swoją wyjątkową absurdalnością. Podskoczyła ze strachu, gdy nagle poczuła czyjś dotyk na swoim ramieniu. Uniosła szybko głowę, a gdy ujrzała przed sobą profesora Snape’a, odsunęła się od niego najszybciej, jak się dało. Ku jej zdziwieniu, nawet nie próbował jej zatrzymywać, a jedynie opuścił głowę, wbił wzrok w podłogę i nie ruszył się z miejsca. Zanim się odezwał, zdążyła jeszcze zauważyć, że był już w spodniach i źle zapiętej koszuli, którą bez wątpienia dopinał w biegu. - Panno Granger, żałuję, że nie zdążyłem dotrzeć szybciej do ciebie i Lucjusza i naprawdę mi przykro, że to wszystko się stało – powiedział cicho i przerwał na chwilę. Gdy znów zaczął mówić, ściszył głos na tyle, że musiała wysilić słuch, by zrozumieć słowa. – Jestem ci winien… przeprosiny. Wydarzenia w moich kwaterach w ogóle nie powinny mieć miejsca. Panno Granger… - oderwał w końcu wzrok od punktu na podłodze, by spojrzeć na nią. – Hermiono, przepraszam za to, co zrobiłem i za to, co musiałaś przejść. Zdaję sobie sprawę, że możesz nie chcieć widzieć mnie więcej na oczy, ale mimo wszystko chciałbym ci pomóc. Na kilometr było słychać, że usilnie starał się mówić szczerze, ale Hermiona wciąż czuła się w jakiś niewyjaśniony sposób oszukana. Gdy wyciągnął rękę w jej stronę, od razu odsunęła się dalej. Westchnął cicho, cofając dłoń. - Obawiam się, że muszę cię prosić, byś poszła ze mną. Tutaj, prędzej czy później, ktoś na nas wpadnie, a ciebie w ogóle nie powinno tutaj być. Z tymi słowami wstał powoli, otrzepał spodnie i spojrzał na nią pytająco, ponownie wyciągając do niej rękę. Tym razem nie odsunęła się, tylko spojrzała na niego uważnie. Przypatrywali się tak sobie przez kilka minut, zanim w końcu podjęła decyzję i z wahaniem chwyciła jego wyciągniętą dłoń. Ostrożnie pomógł jej wstać i zaraz puścił ją w obawie, że mogłaby znów posądzić go o napastowanie jej. Odsunąwszy się o krok, wskazał ręką by szła przodem, sam zaś ruszył za nią, ale za chwilę zrównał się z nią, gdy zauważył, że dziewczyna czuje się nieswojo mając go za plecami. Odeszli w dół korytarza, odprowadzeni wzrokiem przez dwie postaci stojące spokojnie przy ścianie. - Jedna rzecz wciąż mnie zastanawia – mruknął mężczyzna głębokim głosem do opierającej się o jego bok kobiety. - Co takiego? – spytała cicho, w zamyśleniu obserwując odchodzące sylwetki profesora i jego uczennicy. - Jak to się stało, że jednak ze mną poszłaś? - Szczerze mówiąc, sama nie jestem do końca pewna, ale chyba dlatego, że w twoich oczach naprawdę było widać szczerość – odparła, odwracając głowę, by spojrzeć w jego ciemne niczym otchłań oczy. - Intrygujące… Otaczający ich korytarz zaczął powoli wypełniać się mgłą i zanikać, aż w końcu zostali sami pośród bezkresnej bieli. Nie czekali jednak długo, zanim biel zawirowała, a oni unieśli się w górę, lądując po chwili w gabinecie dyrektora Hogwartu przed kamienną misą wypełnioną zmieszanymi myślami. Mężczyzna machnął różdżką nad myślodsiewnią, ta zaś bezszelestnie przesunęła się, skrywając się za dębowym regałem. Czarnowłosy spojrzał na stojącą obok niego kobietę. - Mam nadzieję, że nie masz więcej zachcianek, bo chciałbym w końcu móc się wyspać – mruknął aksamitnym głosem. Kobieta nie odpowiedziała, a jedynie uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę sypialni, by po chwili zniknąć za drzwiami. Westchnął z irytacją, ale zaraz podążył za nią, jednak w przeciwieństwie do niej, zatrzymał się na chwilę w drzwiach, opierając się ramieniem o futrynę, by przyjrzeć się jej, gdy przeciągała się niespiesznie przed położeniem się. Uwielbiał na nią patrzeć, gdy satynowa koszulka nocna delikatnie opinała jej krągłości. - Długo będziesz tak stał? – zapytała, nie oglądając się w ogóle na niego. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Wyprostował się, powoli podszedł do łóżka i zdjąwszy szlafrok, położył się obok niej, a jego ręka błyskawicznie odnalazła swoje miejsce na jej brzuchu, by przyciągnąć ją bliżej. - Naprawdę nie mogłaś poczekać z tymi wspomnieniami do rana? – zapytał cicho, gdy wtuliła się w niego ufnie. - Nie. Potrzebowałam pooglądać, jak to się masturbowałeś pod prysznicem. - Rozładowywałem napięcie! – warknął, mimowolnie podnosząc głos. - Zwij to, jak chcesz. I tak wychodzi na jedno. Swoją drogą wyglądałeś przy tym cholernie seksownie – odparła spokojnie rozmarzonym głosem. - Kobieto, chcesz mi powiedzieć, że tylko po to wyciągałaś mnie z łóżka w środku nocy w momencie, gdy jutro muszę być wyspany… - Zwarty i gotowy, tak, tak. Severusie, ja pamiętam, że masz jutro to spotkanie, ale po prostu po tym śnie potrzebowałam przypomnieć sobie, co dokładnie było dalej. Westchnął ciężko i z rezygnacją. - Niech ci już będzie. Ale uprzedzam, że teraz zamierzam w końcu zasnąć i nawet nie chcę słyszeć o żadnych kolejnych genialnych pomysłach pod tytułem „jak zrujnować noc swojemu zapracowanemu mężowi”. - Nie tylko ty jesteś zapracowany… - Doprawdy? A kiedy ostatnio robiłaś coś poza utrudnianiem mi życia i pracy? – zapytał uprzejmie, zaś w odpowiedzi otrzymał głęboką ciszę. - … Moja wina, że w szpitalu jest jakieś zakażenie i kazali mi się trzymać z daleka? – mruknęła po chwili pełnym naburmuszenia głosem. Severus zaśmiał się cicho i uniósł na łokciu, by złożyć delikatny pocałunek na jej czole. Zgasił świecę stojącą na szafce nocnej i złożył głowę na poduszce, wtulając twarz w jej miękkie włosy. Niedługo później oboje zasnęli.
- Hermiono, ja cię proszę, zabierz z łaski swojej te ręce! Jestem w stanie sam się ubrać! – warknął z irytacją na kobietę, która zaoferowała się, że zapnie mu koszulę, a zamiast tego usilnie pchała dłonie pod materiał, gdy on starał się zapiąć mankiety. - Ależ kochanie, przecież ja ci chcę tylko pomóc –odparła słodkim głosem, obrysowując palcem jego lewy sutek. - Jak na razie to mi tylko przeszkadzasz… Czasami sam się dziwię, jak mi się udaje z tobą wytrzymywać… - I nawzajem, mój drogi – mruknęła, pochylając się, by obdarzyć jego klatkę piersiową drobnymi pocałunkami. - Przysięgam, kiedyś nie wytrzymam z tobą nerwowo i najzwyczajniej w świecie zaduszę, a wszystkie sądy świata mnie uniewinnią. - Oczywiście, kochanie, a potem przynajmniej na miesiąc pożegnasz się z łóżkiem – odparła nie przerywając swojego zajęcia. - Ty chyba już nie możesz. Chcesz mnie wyrzucić z mojego własnego łóżka? - Tak, na kanapę. A jak będziesz marudził, spędzisz na niej nawet pół roku. - I za co mnie Merlin tak pokarał? – mruknął do siebie, poprawiając pasek w spodniach. – Auć! Zwariowałaś?! – wrzasnął, gdy „nieumyślnie” zacisnęła zęby na jego sutku. - Ale o czym ty mówisz? - Jasny gwint, Hermiona! Za niecałe pół godziny mam spotkanie z ministrem! - No przecież pamiętam – odparła, spoglądając mu w oczy, a jej ręka w tym czasie wślizgnęła się w jego spodnie. - Ty już naprawdę zdurniałaś… - rzucił, gdy zacisnęła lekko palce na jego budzącej się do życia erekcji. - Ja mam na ten temat nieco odmienne zdanie. Przesunęła wolną rękę na jego kark, by pociągnąć go lekko w dół, po czym pocałowała go wyjątkowo namiętnie, jednak dosyć szybko się odsunął. - Widzisz, która jest godzina? Jak się spóźnię, to będę mógł zapomnieć o dofinansowaniu. - No już nie przesadzaj, na pewno nie będzie tak źle. - Nie, tylko będzie gorzej… Hermiona. Jesteś wredna, wiesz? – syknął, kiedy zaczęła delikatnie masować jego wrażliwe jądra. - Ta wredność chyba przenosi się w trakcie stosunku – odparła cicho, przygryzając lekko jego szyję. Westchnął ciężko, objął ją w talii i już chciał się pochylić, by pocałować ją tak, jak na to zasługiwała, gdy niespodziewanie drzwi salonu otworzyły się szeroko, a do środka wparowała Minerwa McGonagall. Momentalnie obrócił Hermionę o sto osiemdziesiąt stopni i obejmując ją, przycisnął jej drobne ciało do swojego torsu. Niestety, jej ręka pozostała pod materiałem spodni. - Severusie, przypominam, że za dwadzieścia minut… Przerwałam w czymś? - Nie, Minerwo, tylko rozmawialiśmy. I tak pamiętam o spotkaniu – dodał, gdy już otwierała usta. - Ale nie wyglądasz, jakbyś był na nie gotów. - O to się nie martw, za chwilę… - urwał nagle i zesztywniał, gdy Hermiona delikatnie musnęła palcami główkę jego członka. - Wszystko w porządku, Severusie? – zapytała podejrzliwie Minerwa, przyglądając mu się uważnie sponad okularów. - Oczywiście… - wydusił z siebie i wziął głębszy oddech. – Mogłabyś sprawdzić, czy są wszystkie dokumenty? Nie chciałbym, żeby nagle okazało się, że czegoś nam brakuje… - Już sprawdziłam… - odparła, ale zaraz dodała na widok spojrzenia jakie jej posłał – ale może faktycznie lepiej się upewnić. Jak się czujesz, Hermiono? – zapytała jeszcze, przenosząc wzrok na kobietę. - Bardzo dobrze, Minerwo. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będzie dużo gorzej – odparła pani Snape, uśmiechając się lekko. Jej była opiekunka odwzajemniła uśmiech. - Ile ci jeszcze zostało? Dwa miesiące? - Półtora i naprawdę nie mogę się już doczekać. - Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie dobra. Severusie, zaczekam na ciebie w gabinecie. Starsza czarownica kiwnęła głową Hermionie, obróciła się na pięcie i wymaszerowała z pomieszczenia żwawym krokiem. Była Gryfonka odwróciła się z powrotem do męża z figlarny uśmieszkiem na ustach. - Nie teraz, naprawdę nie mam czasu – rzucił szybko, próbując się odsunąć. Zaklął w myślach, gdy nieco posmutniała. Zastanowił się przez moment, po czym pochylił, by szepnąć jej do ucha. – Obiecuję, że zajmę się tobą, jak wrócę, dobrze? I postaram się, żebyś długo nie zapomniała dzisiejszej nocy. Pocałował ją szybko w usta i odsunął się. Naprawdę nie chciał jej zostawiać teraz, lecz obowiązki wzywały. Zapiął szybko szatę, narzucił na ramiona szatę wierzchnią i złożywszy krótki pocałunek na jej czole, wyszedł szybkim krokiem. Hermiona uśmiechnęła się złośliwie. Wprawdzie nie dostała teraz tego, co chciała, ale zagwarantowała sobie w prosty sposób noc pełną przygód. Westchnęła i zerknęła na zamknięte drzwi, gładząc się po mocno już wystającym brzuchu. - Jak ja kocham denerwować twojego tatę, kochanie – wyszeptała do małej istotki rozwijającej się w jej brzuchu…
THE END czwartek, 24 marca 2011, ines_mp
Komentarze
fenisel
2011/03/24 22:30:19
Podoba mi sie ten rozdział od połowy, jak już są w łóżku i mowa o śnie. Chociaż przyznam że wizja snapea pod prysznicem... mrrry
2011/03/24 22:40:45
Zauważyłam tylko jedno ale.. Ten fragent wspomnienia a rzeczywistości, mogłabyś jakoś oddzielić bo się pogucić można ;) Ale genialne zakończenie. Wizja Severusa pod prysznicem... Marzenie ;) Do tego dodać wizytę Minnie i zabawę Hermiony, czad ;)
A za koniec masz 6 ;) ME i ojcostwo ;) wiesz, że kocham ten temat :D Pozdrawiam S.SS 2011/03/25 15:54:12
No to było... niespodziewane. Szczerze mówiąc, końcówka części drugiej wzbudziła we mnie myśl, że pewnie pójdą ze sobą do łóżka i cóż... finita la comedia. Bałam się tej przewidywalności, na szczęście bardzo miło mnie rozczarowałaś. Generalnie, pomimo brutalnych scen (chociaż cholernie dobrze napisanych) "Szaleństwo" przypadło mi do gustu i z niecierpliwością czekałam na kolejną część. Cóż szkoda, że to już koniec, aczkolwiek tekst czyta się świetnie od początku do końca, naprawdę piękna robota. Słowem: gratuluję i proszę o więcej takich :)) Pozdr!
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/03/25 18:48:48
YEAH! nareszcie nowa notka :) super super super, chociaż spodziewałam się czegoś innego ;PP ale Severusek jako tatuś ze zniecierpliwieniem czekam na następne Szaleństwo, o Drodze i Jaskini nie wspomnę ;)
2011/03/25 22:15:54
Moje odczucia co do tego fragmentu są... nijakie.
Brakowało mi tego pazura u Snape'a, był taki jakiś... zbyt potulny. Czekam na Horror ;)
Gość: Wercia, 89-76-52-220.dynamic.chello.pl
2011/03/25 22:28:21
Hermiona i Snape małżeństwem, potem ich dziecko! mcGonnagall, ktora ich nakryła... myslalam,ze sie ze smiechu stocze z krzesła :D:D Hermiona ta ostra kobietka ^^ kokietuje a biedny Snape jest nią tak oczarowany,ze nie potrafi sie jej przeciwstawic.. ;D z chęcią przeczytałabym dalsza częśc tej ich NIEZAPOMNIANEJ NOCY :D
jestes mistrzem w zaskakiwaniu!! :)) 2011/03/31 23:05:09
Mmm, aż się uśmiechnęłam... Wątpisz w moje zdrowie psychiczne? Hehe...
Ale kocham takie dobre zakończenia. Są takie... słodkie pomimo, że jest tyle tego erotyzmu. Wyszło mega, a Snape - idealny. 2011/04/01 09:18:14
Mimo, że strasznie słodko na końcu, to i tak bardzo mi się podobało. Uwielbiam happy endy:) Jesteś genialna. Resztę przeczytam, jak wrócę ze szkoły:D
Emmiona 2011/04/01 17:12:57
No proszę! Aż rączki zacieram, bo mam jeszcze 2 rozdziału horroru do łyknięcia, ale nie wszystko na raz ;)
Bardzo dobry pomysł z tą myślodosiewnią, choć liczyłam na coś wtapiającego się w ogólny klimat tego opowiadania. Mimo wszystko takie potwierdzenie, że jednak czas leczy rany i ludzie dochodzą do siebie po strasznych przeżyciach jest też na miejscu. Hermiona realistycznie zareagowała na sytuacje w łazience. "Dołączenie" do Snape'a byłoby ze wszech miar niewiarygodne. Piszesz bardzo dobrze i ciekawie, choć rzadko pojawiają się literówki, ale to każdemu się zdarza. Proszę o dokładkę, Eimiko. 2011/05/13 21:23:03
Przeczytałam właśnie i całe Szaleństwo i oto moje odczucia:
Jesteś geniuszem. Momentami było ostre, fakt, ale genialne. Wszystko jest opisane tak wspaniale, że nie mogłam się oderwać. Pomysł z myślodsiewnią był jak najbardziej udany i wyszło Ci znakomicie. I właśnie bardzo dobrze, że nie zaznaczyłaś tego inaczej. Szkoda, że nie napisałaś, co z Harrym i Ronem, teraz mam zagwostkę. Pozdrawiam i życzę weny, oczekując kolejnej dawki tak znakomitych tekstów. Fleur. |
|