Hermiona - Severus...
Blog > Komentarze do wpisu
« Pan Wen Szaleje!
Morderstwo w Hogsmeade, cz. 1 »

14. Droga
Panie i panowie, wielki powrót! Długo męczyłam się z tym rozdziałem, aż w końcu dziś udało mi się dojść do momentu, po którym poleciało już błyskawicznie ;) Mam nadzieję, że spodoba Wam się tak, jak poprzednie części ;) Zapraszam do czytania!

Głośne mruczenie wydobywające się z małego, kociego gardełka, zostało na chwilę przerwane przez przeciągłe ziewniecie. Zwinięty w kłębek kocurek, leżący na kolanach Hermiony, kichnął cicho, pokręcił noskiem, kichnął ponownie i polizał się po nosku, po czym ułożył pyszczek z powrotem na łapkach i wrócił do mruczenia.

Hermiona uśmiechnęła się, patrząc na małego zwierzaka i podrapała go za uchem, na co mruczenie wzmogło się znacznie. Zerknęła na zegar wiszący na ścianie, a widząc, że jest już po pierwszej w nocy, zmarszczyła brwi i odłożyła książkę na szklany stolik.

- Tak to jest, jak się zaufa facetowi – mruknęła pod nosem i ostrożnie podniosła kotka z kolan, by móc w stać, w odpowiedzi zaś otrzymała spojrzenie pełne wyrzutów. – Nie burz się tak, mały, wiem, że chcesz spać, ale ja nie mam ochoty budzić się z bolącym karkiem, więc pójdziemy do łóżka, bo coś mi się wydaje, że on już nie przyjdzie.

Zaniosła kotka na piętro, śmiejąc się po drodze z jego zaspanego wyrazu pyszczka. Futrzaka zostawiła na łóżku, sama zaś poszła do łazienki, by wziąć szybki prysznic i przebrać się, a gdy wróciła, kocurek spał już smacznie na jednej z poduszek. Oczywiście na tej, na której zwykła sypiać Hermiona. Pokręciła z rozbawieniem głową i zgasiwszy światło, ułożyła się wygodnie, by odpłynąć w objęcia Morfeusza. Nie było to jednak takie proste. Mimo że czuła zmęczenie, nie mogła zmusić swego umysłu do udania się na spoczynek. Wierciła się, przewracając z boku na bok, ale cały czas miała dziwne wrażenie, że czegoś jej brakuje, a jej myśli nieustannie wracały do Severusa. Doszła do wniosku, że może dyrektor go przyszpilił po spotkaniu, by się dowiedzieć, gdzież to Mistrz Eliksirów wybierał się o tak późnej porze. Znając Severusa, starałby się wybrnąć z tego w sposób nie wzbudzający żadnych podejrzeń, czyli najzwyczajniej w świecie wróciłby do swoich kwater, oznajmiając, że nigdzie się nie wybierał.

Leżała tak sama na wielkim łożu, snując tym podobne podejrzenia, aż w końcu stwierdziła, że ma tego stanowczo dosyć. Wstała, po omacku zeszła do salonu, złapała poduszkę spoczywającą na sofie, po czym wróciła z nią do sypialni i położyła się z powrotem do łóżka, kładąc głowę na przyniesionej poduszce. Odetchnęła głębiej, a na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech i wtuliła się mocniej w poduszkę. Niedługo później zasnęła.

 

Następnego dnia obudziła się dosyć wypoczęta, ale zaraz przestraszyła się, widząc że kotka nie ma nigdzie w zasięgu wzroku. Zerwała się z łóżka, jak oparzona i wypadła z sypialni akurat w chwili, gdy zza przymkniętych drzwi łazienki wysunął się pyszczek o niebieskich oczkach, które spojrzały na nią z zainteresowaniem. Moment później na korytarzu pojawił się już cały zwierzak, otrzepując łapki z piasku, po czym usiadł przed nią i po chwili namysłu miauknął głośno.

- Ale mnie nastraszyłeś – Hermiona odetchnęła z ulgą i schyliła się by wziąć futrzaka na ręce. W małym brzuszku zaburczało głośno, a kotek, jakby chcąc potwierdzić, że odczuwa wielki głód, miauknął donośnie. – Po co te wrzaski? No już, już, idziemy cię nakarmić. – Roześmiała się, gdy kocurek zamruczał w odpowiedzi i ponownie miauknął. – A jak już ten brzuszek się napełni – dodała, drapiąc go za uchem – pójdziemy kupić ci kilka drobiazgów.

Zeszła z nim po schodach i weszli do kuchni, gdzie Hermiona postawiła kotka na krześle, a sama zaczęła myszkować w lodówce. Wyciągnęła z niej kilka produktów i odruchowo położyła je na szafce, nie patrząc w ogóle, co gdzie stawia. Robiła to jednak na tyle często, że ani nic jej nie spadło, ani nie postawiła niczego w nieodpowiednim miejscu. Zerknęła na szafkę, by się upewnić, że ma wszystko i prawie podskoczyła na widok wpatrujących się w nią wielkich, niebieskich oczu.

- Ty łobuzie, jak się tu dostałeś? – skarciła go ze zdziwieniem, a kot odpowiedział jej miauknięciem.

Rozejrzała się podejrzliwie, ale w pobliżu nie było nikogo, kogo można by posądzić o podrzucenie zwierzaka. Doszła jednak do wniosku, że kotek musiał wskoczyć z krzesła na stół, z niego zaś przejść na parapet, z którego znów przeskoczył na szafkę, ominął zlewozmywak, przemknął między maszyną do krojenia a tosterem i stojakiem na noże i dopiero mógł dotrzeć do lodówki. Teraz zaś spoglądał na nią swoimi wielkimi oczkami i zakomunikował po raz kolejny, iż jest głodny. Pokręciła głową, podrapała malucha za uchem i zaniosła go z powrotem na krzesło. Zaczęła przygotowywać dla siebie kanapki i kroić kiełbaskę dla nowego domownika, a ani się obejrzała i kotek znów był na szafce obok niej i przyglądał się z zainteresowaniem jej poczynaniom. Pokręciła głową z rozbawieniem.

- Uparciuch z ciebie – powiedziała wesoło, po czym wzięła znów kotka na ręce i zaniosła go na krzesło.

Żeby go przekonać do pozostania tam, dała mu kawałek kiełbaski, a kocurek, spojrzawszy na jedzenie z ciekawością, obszedł je dookoła kilkakrotnie, parę razy zbliżył się, by powąchać wędlinę, ale zaraz się wycofywał, aż w końcu ostrożnie polizał podarek, odsunął się, spojrzał na niego uważnie, potrząsnął łapką, po czym, jakby nigdy nic, zabrał się do pałaszowania.

Hermiona w tym czasie z szerokim uśmiechem obserwowała poczynania nowego pupila, a widząc, że kotek ma zajęcie na dłuższą chwilę, wróciła do przygotowywania swojego śniadania. Sprawnie pokroiła wędlinę i pieczywo, obróciła się do kuchenki gazowej, by wstawić czajnik z wodą, wróciła do szafki, posmarowała starannie chleb masłem, znów się odwróciła, przygotowała szklankę na herbatę, a kiedy wróciła do szafki, by poobkładać kanapki podskoczyła ze strachem, widząc szare futerko pochylające się nad jej szynką.

- A niech cię! Ty mały łobuzie, ja cię chyba przywiążę do tego krzesła – mruczała sobie pod nosem, przy czym z uporem maniaka wzięła kota i zaniosła go na poprzednie miejsce.

Obserwowała uważnie zwierzaka, który zdawał się być kłębkiem niewinności, który jest posądzany o Merlin wie co. Starannie pokroiła wędlinę na małe kawałeczki, ułożyła ją na talerzyku, zaniosła kotkowi i dopiero wtedy, gdy zaczął pałaszować ten prosty posiłek, wróciła do robienia swojego śniadania.

Reszta posiłku upłynęła we względnym spokoju, pomijając fakt, że kocurek był tak ciekaw, co Hermiona miała w kubku, że wsadził tam z miejsca cały pyszczek i zdążył sparzyć sobie języczek, zanim zareagowała i rzuciła się na ratunek swojej herbacie. W wyniku tego wszystkiego kotek wylądował w starym transporterze Krzywołapka, wygrzebanym ze strychu, którego Hermiona nie miała serca wyrzucać i przeraźliwie pomiaukując, czekał, aż była Gryfonka skończy jeść i będą mogli ruszyć na zakupy.

Kiedy w końcu udało się Hermionie zebrać i wyjść z domu, dochodziło już prawie południe. Korzystając z letniego słońca, grzejącego z całą mocą, postanowiła drogę do sklepu zoologicznego, który nie był tak znowu daleko, pokonać pieszo. Ku jej zdumieniu, przez całą drogę kocurek był wyjątkowo cicho. Miała dziwne wrażenie, że to przez ptaki, które co chwilę przelatywały w okolicy, a były dosyć dobrze widoczne z pomiędzy kratek transportera. Nie przejęła się tym jednak, znała już bowiem dosyć dobrze kocią naturę i spokojnie szła dalej krokiem spacerowym pogwizdując sobie pod nosem w ten piękny, słoneczny dzień. W pewnej chwili pomiędzy ćwierkaniem ptaków, usłyszała znajomo brzmiące pyknięcie. Rozejrzała się z ciekawością, próbując wypatrzeć w pobliżu aportującego się czarodzieja, ale ulica wokół była całkiem pusta. Wzruszyła ramionami i ruszyła dalej.

Nagle prawie podskoczyła ze strachu, gdy niespodziewanie rozległo się głośne miauknięcie. Spojrzała ze zdziwieniem na transporter, w którym rozpoczęła się dźwięczna symfonia. Wyglądało na to, że kotek miał już dość tej monotonnej podróży. Pokręciła głową i szła dalej, starając się nie zwracać uwagi na niekończący się koncert.

Gdy w końcu udało jej się dotrzeć do sklepu, od razu doskoczyły do niej dwie młode kobiety, oferujące pomoc przy wyborze akcesoriów dla pupila. Rozpoznając w jednej nich swoją byłą kursantkę, powierzyła im koszyk z kotem, by znalazły dla futrzaka odpowiednie szeleczki, sama zaś ruszyła między regały po kilka zabawek.

- Cześć, ofiaro! – Usłyszała nagle za sobą i znów podskoczyła ze strachu.

Odwróciła się błyskawicznie, a na jej twarzy pojawiło się nie małe zaskoczenie, gdy ujrzała przed sobą Josha ze swoi firmowym, szerokim uśmiechem.

- Josh! Ile razy mówiłam, że nie masz mnie straszyć?!

- Nie wiem, nie liczyłem. Ale mogę zacząć, jeśli ci na tym zależy – dodał, gdy pokręciła z rozbawieniem głową. – Widzę, że twoja noga ma się już dobrze – zauważył wesoło, a w jego błękitnych oczach pojawiły się dziwne błyski.

- Bardzo dobrze nawet, bo okazało się, że wcale nie jest złamana. Musieli w szpitalu mieć popsuty rentgen – skłamała szybko i zaraz zmarszczyła brwi na widok lekkiego zarostu na jego przystojnej twarzy. – A ty się znowu nie ogoliłeś.

- Nie miał mnie kto do tego zagonić – odparł, mrugnąwszy do niej przy tym.

- Aż się dziwię, że twoja narzeczona nie ma nic przeciwko temu.

- No jej to nie przeszkadza, w przeciwieństwie do niektórych.

Pokręciła z uśmiechem głową.

- Co ty tu właściwie robisz? Nie powinieneś być w pracy?

- Akurat mam wolne, a że Roger popsuł kolejną zabawkę, Michelle mnie wysłała, żebym mu kupił coś nowego. Nie wiem tylko jaki w tym sens – cokolwiek kupię i tak będzie zaraz pogryzione.

- To weź mu jakieś splecione sznurki. Jak jeszcze mieszkałam z rodzicami, nasi sąsiedzi mieli też labradora i to była jego najulubieńsza zabawka.

- Ja nie mam labradora. Roger to golden retriver – odparł z wyższością, na co roześmiała się głośno. – Ale, ale, z tego co pamiętam, a przypominam ci, że pamięć mam nienajgorszą, ty nie miałaś żadnego zwierzaka w domu. A skoro jesteś tutaj… to by znaczyło, że już jakiegoś pupila masz. Chyba, że odczułaś nagłą potrzebę pobawienia się myszkami.

- Ty chyba jednak naprawdę jesteś głupi. No przecież się nie będę bawiła myszkami.

- Ah, rozumiem, preferujesz nieco inne zabawki – odparł poważnie.

Hermiona przez chwilę przyglądała mu się podejrzliwie, a gdy ujrzała znaczący uśmieszek, znów grzmotnęła go w ramię.

- Josh!

- Ej, Hermiona, jak będziesz mnie tak tłuc co chwilę, to cię chyba zaskarżę o znęcanie się nad słabszymi!

- No tak, bo ty jesteś taki biedny i słabiutki, że nie możesz sam się obronić, prawda?

- Do obrony to sobie psa kupiłem.

- Jakoś go tutaj nie widzę.

- To chyba będę musiał go ze sobą do pracy brać, w razie, jakbyś jeszcze chciała mnie napaść.

- Bardzo zabawne – mruknęła z ironią, ale nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.

Josh należał do tego rodzaju ludzi, przy których humor automatycznie się poprawiał. Przez ten tydzień, pomimo jego krótkich odwiedzin, brakowało jej rozmów z nim, tego droczenia się i przedrzeźniania. Nie była w stanie sobie wyobrazić, jak zniosłaby bez niego jeszcze dłuższy czas. W końcu ze wszystkich ludzi, to właśnie Josh był jej największą podporą po śmierci Kurta i tylko dzięki niemu udało jej się tak szybko wrócić do normalnego funkcjonowania.

Widząc zbliżające się kobiety z jej transporterem z kotem, przeprosiła na chwilę Josha i wybrawszy szybko kilka zabawek, udała się do kasy, by zapłacić za swoje zakupy. Następnie poczekała przy wyjściu na przyjaciela, który poszedł za jej radą i kupił wskazane przez nią związane w supeł sznurki.

- Wracasz jutro do pracy? – zapytał Josh, gdy ekspedientka oddała mu kartę bankomatową i podszedł do Hermiony, chowając zabawkę do plecaka.

- Nie mam powodu wykorzystywać dłużej zwolnienia, więc tak, wracam.

- To bardzo dobrze, bo już się ludzie skarżą, że się przed nimi chowasz.

- Przed nikim się nie chowam, tak?

- Ja to wiem, ale im się tego nie da wytłumaczyć.

- Jakbyś się postarał, to byś dał radę.

- Obawiam się, że przeceniasz moje możliwości.

Hermiona roześmiała się, a w międzyczasie zdążyli już dość do jego motoru zaparkowanego przy sklepie.

- Wiesz, zaoferowałbym ci podwózkę, ale twojemu kotu przejażdżka by się mogła nie spodobać.

- I tak bym odmówiła, nawet jakbym była sama. Wystarczyło mi, że raz się zgodziłam z tobą jechać.

- No nie przesadzaj, przecież nie było tak źle.

- Jak dla kogo, szpanerze – odparła, pokazując mu język.

- W takim razie do zobaczenia jutro w biurze.

- Tak, do jutra.

Przytuliła się do niego na pożegnanie i odwróciła się, by odejść. Zdążyła odejść zaledwie kilka kroków, gdy Josh ją zawołał.

- Hermiona, czekaj! Zapomniałem o czymś! – Obróciła się do niego z powrotem z pytającym spojrzeniem, a on w tym czasie zawzięcie grzebał w plecaku w poszukiwaniu czegoś. – Miałem z tym później do ciebie wpaść, ale jak już się spotkaliśmy, to równie dobrze mogę od razu ci to dać. O, mam!

Wyjął z plecaka kremową kopertę i wręczył ją Hermionie z tajemniczym uśmiechem. Zerknęła na niego podejrzliwie, po czym powoli i niepewnie otworzyła kopertę, a gdy wyjęła zawartość, jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Szybko przeleciała wzrokiem treść, a jej zdziwienie z każdą chwilą rosło.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że bierzecie ślub? – zapytała, wciąż wpatrując się z szokiem w zaproszenie.

- Chciałem ci zrobić niespodziankę – odparł wesoło, uśmiechając się jak zwykle szeroko. – Mam nadzieję, że przyjdziesz z partnerem?

- Jak zapraszasz mnie z osobą towarzyszącą, to chyba powinnam, nie sądzisz?

- No właśnie sądzę i liczę, że się do tego zastosujesz.

- Zobaczę, co da się zrobić – odpowiedziała wymijająco, a jej myśli już krążyły wokół Severusa.

- Byłbym wdzięczny, jakbyś najpóźniej ten miesiąc szybciej mi powiedziała, czy zjawisz się sama, czy z kimś, okej?

- Jasne. Będę teraz musiała pomyśleć nad jakimś prezentem dla was.

- Tym sobie nie zawracaj głowy, stanowczo by wystarczył bilecik ze znakiem wodnym.

- Pewnie z jak największymi cyferkami jeszcze, co?

- Nie ukrywam, że najlepiej by było – powiedział wesoło, uśmiechając się przy tym tak rozbrajająco, że musiała się roześmiać. – A teraz wybacz mi, Hermiono, ale jeszcze kilka takich kopert muszę dostarczyć.

- No to jedź ostrożnie i nie zabij się po drodze. A jutro masz być ogolony! – dodała, grożąc mu palcem.

Pocałowała go w policzek i zaraz trzepnęła go po głowie, gdy przytulił ją mocno, drapiąc ją przy tym nieogolonym podbródkiem. Sięgnął po kask, odprowadzając ją wzrokiem, a gdy zniknęła za rogiem, odłożył go na bok i zwrócił się do osoby stojącej za jego plecami.

- I czego się dowiedziałeś?

- Raczej nie chcesz wiedzieć…

- Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że po takim tekstach jestem jeszcze bardziej ciekaw.

- Tak, zdaję, ale wierz mi, nie chciałbyś zobaczyć tego, co ja. Współczuję już temu kociakowi, że musiał to oglądać. Ale zapewniam cię, że oni już w ogóle nie potrzebują naszej pomocy.

- Wystarczająco się do siebie zbliżyli?

- Wydaje mi się, że nawet aż za bardzo.

- … Chyba już wiem, o co ci chodziło. A właśnie, pamiętasz, że spotkacie się na moim weselu?

- Oczywiście. Już się nie mogę doczekać jej miny, jak mnie jej przestawisz „nie będąc świadom”, że my już się znamy…

piątek, 08 kwietnia 2011, ines_mp
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »

Dodaj komentarz »
Komentarze
nox92
2011/04/08 22:30:17
Wiesz przypomina mi się kot Simona, albo mój własny ;d. Tak, zdecydowanie mój własny :D. Uwielbiam kociaka. Poza tym Josha też bym chyba dodała do tej listy. Nie no wiem, za moment Avadą mnie strzelisz, na pewno bym dodała ;). Rozdział bardzo mi się podobał. A świat koci opisałaś niezwykle realistycznie ;d. Duży plus za to. Biedny Sev, coś mi się wydaje, że pójdzie na to wesele. No nic, pozostało mi czekać na więcej ,pozdrawiam i weny, weny, weny, chociaż może nie powinnam tego mówić przed maturą :D.
nox
-
fenisel
2011/04/08 22:36:05
To mój kot Nox, nie mów że twój jest taki sam O.o
Sevi idzie na wesele? Błahahahah ja już to widzę. Kim jest tajemnicza osoba?
-
kyrth
2011/04/08 23:03:18
Dlaczego mam wrażenie, że to Drops ?
-
Gość: Avena, 188.146.54.88.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2011/04/09 11:07:48
Kociak jest słodki, sama chciałabym mieć takiego. A ten tajemniczy facet, to się kiedyś w końcu wyjaśni, kim on jest? Mam takie dziwne wrażenie, że on jeszcze namiesza...
-
amoralna
2011/04/09 17:00:30
Bardzo mi się to opowiadanko podoba ;) uwielbiam małego szarusiego kotka! hmm.. padło już jego imię? coś mi się wydaje, że nie, więc czekam. A ten Josh.. coś kręci.. już niedługo się przekonamy ; pozdrawiam i czekam na next.
-
shanica.ss
2011/04/09 19:09:23
Czad! Naprawdę super rozdział. Ciekawi mnie strasznie kim jest ten tajemniczy osobnik ;) Znając Ciebie można się spodziewać każdego ;D Mam jednak nadzieję, że długo nie karzesz czekać na cdn.
Wybacz, że piszę tak mało ale nie jestem wstanie napisać więcej.
Życzę Weny i pozdrawiam!
-
magoriana
2011/04/09 19:11:39
Długa przerwa, tak długa, że musiałam przeczytać jeszcze poprzedni rozdział dla odświeżenia pamięci. Cieszę się jednak, że pan wen szaleje i udało ci się napisać kolejną część Drogi. I co tu dużo mówić, podobało mi się i to bardzo:), chociaż w trakcie czytania miałam nadzieję, że Sev wróci w nocy do Hermiony i... no cóż, nieważne. Co do Josha i dyrektora to mam nadzieję, że Hermiona nie padnie na zawał jak już poskłada wszystkie fakty i nie grzmotnie w nich jakąś paskudną klątwą, chociaż im się należy;). Jestem ciekawa reakcji Severusa na te rewelacje.
Pozdrawiam, m.
-
cyzia94
2011/04/09 22:53:55
No nieeee wieeeem....... Nie chcę być niegrzeczna, ale jakieś to takieś... sŁita$$ne... Komentarz, to komentarz, więc sama rozumiesz.
Jednakże ciekawy rozdział i niecierpliwie będę czekała na kolejne ;)
Wena :*
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/04/10 12:19:05
3 no po prostu bomba ! ^^
czekam na kolejną, ale nie ma pośpiechu... matury i te sprawy... :]
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/04/10 14:51:50
kurka kurka kurka! no ucięło :)
ale wszystkie komentarze były podobne : świetne notki! i kocham Minerwę :)
-
blanx199
2011/04/15 11:18:57
Jak dawno mnie tu nie było...
W każdym razie nadrobiłam zaległości na wszytskich twoich blogach, i powiem Ci tak najbardziej podoba mi się historia "wyprzedażowa", chociaż ta z morską jaskinią też nie jest zła...
Co do opowiadań zamieszczonych na tym blogu to mam mieszane uczucia... Horror mi się podoba :D jedyne co to denerwuje mnie strasznie Harry z Ronem ;/
Droga strasznie mi się ciągnie... więc mówiąc szczerze ten ostatni rozdział czytałam tak 5 przez 10.
Szaleństwo było niezłe i naprawdę mi się podobało ;p
Tak więc życzę Weny!
Pozdrawiam serdecznie blanx199
-
emmiona
2011/04/17 18:50:53
Juhu! Stęskniłam się już za tym opowiadaniem... Dobrze, że wgrałaś nową część.
I oczywiście była tak świetna, jak zawsze. Chociaż moim zdaniem mogłabyś trochę zmniejszyć ilość opisów. Np. jak Hermiona szykowała śniadanie... już myślałam, że skoro tak dokładnie opisujesz każdą czynność i to, że kot włazi cały czas na lodówkę, to zaraz wydarzy się coś zaskakującego: Severus wyskoczy zza lodówki albo kot się wścieknie i ją pogryzie, no sama nie wiem. W każdym razie, już miałam niezłą delirę, co się za chwilę wydarzy, a tu patrzę, po pół strony opisów, nic się nie dzieje i Granger wychodzi sobie do sklepu.
No dobra, nieważne, chyba się trochę czepiam:) Bo jak już mówiłam, rozdział był genialny więc się nie obrażaj czy coś.... Przecież wiesz, że kocham WSZYSTKO co piszesz:P
-
fleur.m
2011/05/13 22:03:28
Świetne! Uwielbiam Drogę, jest przezabawna, a Sev próbujący uciec od Hermiony był przezabawny. A jeszcze lepsze było, jak poinformował Minerwę, dlaczego się spóźnił :D Już nie mogę się doczekać wesela, więc niech matury się już kończą :D
Pozdrawiam, Fleur.
-
magoriana
2011/06/07 15:01:23
Wiem, jestem wredna itp i itd, ale ja się pytam: Gdzie jest kolejny rozdział??? Proszę powiedz panu W, że czekamy na Drogę.
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog