|
Blog > Komentarze do wpisu
Morderstwo w Hogsmeade, cz. 5
Mam dla Was kolejną część naszego ulubionego dramatu! :) Mam nadzieję, że ta część również Wam się spodoba, choć spodziewam się, że nie tak bardzo, jak poprzednia. Generalnie jestem teraz non-stop zmęczona, a Morderstwo... lekko się pisze, dlatego też jest to, a nie jakikolwiek inny rozdział ;) Zatem miłego czytania i proszę na razie nie zawracać mi głowy innymi opowiadaniami ;)
Ministerstwo Magii, sala przesłuchań, jedenasta czterdzieści osiem, wtorek.
(Drzwi uchylają się niespiesznie, a do pustego pomieszczenia wchodzi Albus Dumbledore, a tuż za nim Mycaene) MYCAENE - Niech pan się rozgości, profesorze. (wskazuje ręką krzesło dla przesłuchiwanego) Zanim zaczniemy będziemy musieli poczekać na kolegę. ALBUS (siadając) - Proszę mi powiedzieć, panie Mycaene, długo zajmie to przesłuchanie? Wie pan, obowiązki dyrektora… GLADISH (wchodząc do sali, wtrąca się przesłodzonym głosem) - … i tak są zwalane na profesor McGonagall, dyrektorze. MYCAENE - Gladish, bądź tak miły i udław się tą kawą, dobrze? Tobie w ogóle coś świta, z kim właściwie mamy teraz do czynienia? GLADISH (siadając i mieszając kawę) - Owszem, z naczelnym dropsożercą, a co? MYCAENE - Zachowuj się! ALBUS (poważnym głosem) - Spokojnie, panie Mycaene, pamiętam pana Gladisha z jego szkolnych czasów i nie umknęło mi z pamięci, jakie miał zawsze o mnie zdanie. GLADISH (udając, że drży) - Uuu, ale powiało grozą! Aż się cały trzęsę! MYCAENE - Mogę cię walnąć? GLADISH - Bujaj się. MYCEANE - Nie mam huśtawki. GLADISH - Mogę ci wyczarować, jeśli chcesz. Ale z góry uprzedzam, że ja cię huśtał nie będę. Możesz do tego zatrudnić tego dropsożercę i tak na pewno nie ma nic lepszego do roboty. MYCAENE - Ty naprawdę uważasz, że dyrektor nie ma żadnych obowiązków? GLADISH (popijając spokojnie kawę, wyrzuca z siebie na jednym wydechu) - Pewnie, że uważam, że ma. Tylko że w Hogwarcie zajmuje się nimi McGonagall, a nie właściwy dyrektor, który jest zbyt leniwy, by samemu zająć się swoimi obowiązkami i zwala wszystko na biedną panią profesor, która nawet nie zauważa, że daje się bez trudu wmanipulować w każde gówno. (spogląda ze zdziwieniem na wpatrujących się w niego z zaskoczeniem Albusa i Mycaene’a) No co? A może tak nie jest? ALBUS - Panie Gladish, profesor McGonagall jest moją zastępczynią, więc to normalnie, że spada na nią część obowiązków dyrektorskich… GLADISH - Tylko część? Czy może raczej chciał pan powiedzieć, że wszystkie? ALBUS - Bez względu na pana zdanie pozostanę jednak przy mojej wersji, według której jest to jedynie część… GLADISH - Tak, tak, nie ma to jak wymówki, co nie, dyrektorku? MYCAENE (ze złością) - Zamknij tę swoją cholerną jadaczkę! Nie jesteś tu po to, żeby obrażać wszystkich ludzi po kolei, tylko żeby poprowadzić przesłuchanie, czy to dla ciebie takie trudne do zrozumienia?! GLADISH - Tak. (Mycaene ukrywa twarz w dłoniach, kręcąc z niedowierzaniem głową) - Spoko, stary, jak będziesz mi to wystarczająco często powtarzał, to może w końcu coś do mnie dojdzie. MYCAENE - Mam nadzieję. To pozwolisz, że teraz jednak się zajmiemy przesłuchaniem, dobrze? (Gladish kiwa głową, Mycaene zwraca się do Albusa) Bardzo proszę przedstawić się oraz podać adres zamieszkania i potwierdzić swoją tożsamość stosownym dokumentem. ALBUS (podając dokumenty) - Albus Dumbledore, mieszkam w Hogwarcie. MYCAENE (z konsternacją) - Rozumiem, że jest pan głęboko zżyty ze szkołą, dyrektorze, ale obawiam się, że musi nam pan podać właściwy adres. ALBUS - Ten jest jak najbardziej właściwy, panowie. Poza szkołą nie mam stałego miejsca zamieszkania. Wakacje albo spędzam w zamku albo w podróży. GLADISH (oglądając dokumenty) - Ty, ale jaja! Z tych papierów wynika, że dropsożerca jest bezdomny! MYCAENE (do Albusa) - Mógłby pan to jakoś wyjaśnić? ALBUS (z niezadowoleniem) - Urzędnicy nie chcieli mi zatwierdzić Hogwartu jako miejsca zamieszkania. GLADISH - A to przykrość. Chce pan o tym porozmawiać? ALBUS - Bardzo, kurna twoja mać, chętnie. MYCAENE (po chwili ciszy, wpatrując się w szoku w Albusa) - Dobrze się pan czuje, dyrektorze? ALBUS - Oczywiście, panie Mycaene. Staram się dostosować język mojej wypowiedzi do poziomu rozumowania pana Gladisha. MYCAENE - Rozumiem. Gladish, schowaj tę różdżkę! (Zrywa się z krzesła, by złapać Gladisha, który próbował rzucić się z różdżką na Albusa, który w tym czasie ze spokojem wyciągnął dropsy.) GLADISH - Jak ja mu zaraz pokażę poziom rozumowania, to tak zarobi w zęby, że mu ten drops z tyłu czaszki wyleci! Mycaene, puszczaj mnie i zapisz to! To była jawna obraza aurora! MYCAENE (szarpiąc się z Gladishem) - Uspokój się, bo zaraz będę musiał ciebie aresztować! GLADISH - A ty mnie w tej chwili puść, bo jak ci przykopię, to ci gówno zęby wybije! MYCAENE - Podepnę ci to pod atak aurora na służbie. GLADISH - Spierniczaj, bójka między aurorami jest dozwolona! MYCAENE - Normalnie tak, ale ciebie powinno się zamknąć w pokoju bez klamek, więc ciebie to nie dotyczy. GLADISH - Radzę ci uważać na słowa, bo to ciebie właduję w kaftan, jak mnie będziesz dalej wnerwiał! MYCAENE - Skąd ty ludzi do tego weźmiesz? Przedszkole ma teraz porę leżakowania. GLADISH - Jak ci zaraz pieprznę, to sam w przedszkolu wylądujesz! MYCAENE - Ja przynajmniej miałbym szansę, żeby je zdać. GLADISH - Czy ty sugerujesz, że jestem tak tępy, żeby nie zdać przedszkola? MYCAENE - Ty to powiedziałeś. GLADISH - Nie gadam z tobą. MYCAENE - Nareszcie będzie spokój. (Mycaene w końcu puszcza Gladisha i odwraca się, by spojrzeć na puste miejsce, które wcześniej zajmował Albus.) - Gdzie jest dyrektor? GLADISH (wzrusza ramionami i wskazuje leżący na stole pergamin) - Dlaczego ty się mnie pytasz? Ja bym był bardziej zainteresowany naszym pergaminem, na którymś coś nabazgrał. MYCAENE (czytając wiadomość pozostawioną przez Albusa) - Ty sobie wyobrażasz, że on nam tu spisał swoje zeznania? GLADISH - No bez jaj… MYCAENE - Poważnie. No posłuchaj: „Wieczorem, dnia szesnastego grudnia w okolicach godziny siedemnastej, ja, Albus Dumbledore, udałem się wraz z Filiusem Flitwickiem do gospody „Pod Trzema Miotłami”, gdzie Filius miał nadzieję porozmawiać z Rosmertą. Poprosił, bym mu towarzyszył jako wsparcie w trudnej rozmowie. Owa rozmowa nie poszła po myśli Filiusa, zatem zostaliśmy nieco dłużej, by zatopić smutki w butelce whisky. Właściwie to w kilku butelkach. Nie potrafię dokładnie określić, ile ich było, ale ta ilość wystarczyła, by nie zwracać uwagi na otoczenie w gospodzie. Po kilku godzinach topienia smutków, Filius wymamrotał coś o zapleczu i tam też się udał. Nie wiem, po co. Osobiście wyszedłem się przewietrzyć, a na tyłach gospody natknąłem się na Gellerta Grindelwalda, napastującego Minerwę McGonagall. Powiedziałem mu kilka niemiłych słów, a później wszystko wybuchło. Jeśli cokolwiek więcej sobie przypomnę, zapewniam, że panów powiadomię. Z poważaniem, Albus Dumbledore.” GLADISH - Te dropsy przeżarły mu mózg. MYCEANE - Myślisz, że coś jeszcze pamięta? GLADISH - Coś ty, był na tyle nabrzdąkany, że gadał całkowicie od rzeczy w nocy. Wiem coś o tym, bo próbowałem z nim rozmawiać. MYCAENE - Coś podobnego. GLADISH - No dobra, to co z nim robimy? Mam skoczyć przyprowadzić go z powrotem? MYCAENE - Nie, darujmy sobie. Na razie przyjmijmy, że te zeznania są prawdziwe, a zajmiemy się nim dokładniej, jak coś przestanie nam się zgadzać. GLADISH - Nie wiem, jak tobie, ale jak na razie to mi się w ogóle nie zgadza ten wybuch, przyczyna, ani motyw. Czyjkolwiek ten motyw miałby być. MYCAENE - Spokojnie, dotrzemy do tego. Najpierw chciałbym się dowiedzieć, co tam w ogóle robił Grindelwald. GLADISH - Sugeruję przesłuchać najpierw profesor McGonagall. Skoro według dropsożercy, Grindelwald ją napastował, to myślę, że powie nam trochę więcej, niż on. Jakoś nie wydaje mi się, że będzie chciał nam wszystko wyśpiewać. MYCAENE - Dobra, jak chcesz. Tylko najpierw sugerowałbym zrobić chwilę przerwy. GLADISH - Najlepszy pomysł, na jaki dzisiaj wpadłeś. MYCAENE -Dziękuję, tam sądziłem, że ci się spodoba. A właśnie, słuchaj, Gladish. GLADISH - No? MYCAENEA - Tak właściwie, to ile czasu my już razem pracujemy? GLADISH - Ja wiem? Ze dwa lata chyba będą, a bo co? MYCAENE - Nie sądzisz, że mógłbyś mi wreszcie powiedzieć, jak masz na imię? GLADISH - A po co ci to wiedzieć? MYCAENE - Wiesz, jestem ciekaw, jak się w ogóle nazywa mój partner. GLADISH - Mycaene, nie wiedziałem, że myślisz o mnie w ten sposób… MYCAENE - Gladish, dobrze wiesz, że chodziło mi o partnera w pracy. GLADISH (przesłodzonym głosem) - Oczywiście, że wiem. MYCAENE - No to zabieraj tę rękę. (Strąca z nogi dłoń Gladisha) GLADISH - Ależ mój drogi, masz takie jędrne udo… MYCAENE (wstając) - Wiesz co, koniec przerwy. Bierzmy się za McGonagall, zanim się dowiem, że twoja orientacja jest inna, niż do tej pory sądziłem. GLADISH (niepewnie) - Mycaene, ale właściwie jak mamy się za nią wziąć? Tak obaj na raz? MYCAENE (zasłaniając twarz dłonią) - Nie rozmawiam z tobą, zboczeńcu… czwartek, 13 października 2011, ines_mp
Komentarze
2011/10/13 19:55:40
OMG, uwielbiam Gladisha! Swoją drogą mnie też ciekawi jak ma na imię xD A Mycaene nie mógł tego po prostu sprawdzić w aktach?
Ale im Albus wywinął xD Wiedziałam, że on jest do tego zdolny. Ale Gladish trochę przegiął. Trochę bardzo xD Cóż mogę więcej napisać... Czekam na kolejną część xD Pozdrawiam! mionka94 2011/10/13 21:25:47
Rozdział zabawny, nie powiem, że nie. Ale jakoś nie zachwycił mnie tak jak poprzednie. Nie wiem dlaczego, może to zależne od pogody? :D
Nie mogę się doczekać przesłuchania z Gellertem. Pozdrawiam s.ss
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/10/14 18:08:40
HAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!! Na poprawę humoru - Pan Wen :) najlepszy tekst : GLADISH
- Radzę ci uważać na słowa, bo to ciebie właduję w kaftan, jak mnie będziesz dalej wnerwiał! MYCAENE - Skąd ty ludzi do tego weźmiesz? Przedszkole ma teraz porę leżakowania. Panie Wenie, jestem Twoją wieeeeelką fanką :) :) a oprócz tego : coś czuję, że Gladish jednak bęęęęędzie z Mycaenem ;) notka świetna - czekam na następną :) 2011/10/14 20:31:23
Partner ^^ Ej, a może oni tak na koniec będą razem? :d
A wypowiedź Albusa, kiedy starał się poziom wyrównać, była świetna :D I biedny Albus, bezdomny ^^
Gość: prisoner, bka124.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/16 13:29:36
Dropsożerca . Ja nie mogę. Uwielbiam , kocham, wielbię Morderstwo . Ciekaw jestem jak sb nasza Minnie poradzi . No i Gellet.
|
|
Poplułam się, podławiłam przy czytaniu, ale żyję! Chociaż za to 'jędrne udo powinnam Cię udusić, Ines, albo chociaż trochę podusić :P Dropsożerca mnie powalił i od teraz to przezwisko stanie się dla mnie synonimem dla imienia Albus. Gladish przegenialny! Popisał się tutaj na całego. Choć i tak podejrzewam, że to nie jest cały jego arsenał możliwości. Ergo, liczę, że jeszcze czymś mnie zaskoczy. I że Myceane w końcu wydusi [dosłownie] ze swojego partnera imię. Sama jestem go ciekawa.
Dusząc się ze śmiechu życzę sił i wspomagania ze strony Pana Wena do napisania ciągu dalszego,
Jane
P.S. Aż się boję przesłuchania Minerwy i Gellerta, zwłaszcza jego ;)