|
Blog > Komentarze do wpisu
Morderstwo w Hogsmeade, cz. 7
Mogę się wprost założyć, że nie wszystkim się spodoba to, co jest w tym odcinku, ale tak jest i musicie się z tym pogodzić ;P Co ja mogę powiedzieć? Obawiam się, że została nam chyba tylko jedna część. Dlaczego chyba? Bo może się zdarzyć, że pan Wen się zbuntuje i wymusi na mnie jeszcze jedną, dlatego wolę nie wypowiadać oficjalnego stwierdzenia ;) Ech, no cóż, nie będę przedłużać, bo wpadłam teraz w jakiś melancholijny nastrój... No nic, miłego czytania ;)
Ministerstwo Magii, sala przesłuchań, trzynasta pięćdziesiąt sześć, wtorek.
(Gladish siedzi przy stole, opierając łokcie na blacie i przytrzymując głowę. Mycaene wchodzi do pomieszczenia i siada obok.) MYCAENE (podając Gladishowi fiolkę z ciemnozielonym eliksirem) - Do dna. (Gladish przez chwilę wpatruje się w buteleczkę, po czym zamyka oczy i łyka całą zawartość za jednym razem. Nieruchomieje i dopiero po dokładnie pół minucie bierze głęboki wdech i otwiera oczy.) GLADISH (potrząsając głową) - Od razu lepiej. Że też, cholera, nie wiedziałem, że ta skubana ma taki mocny łeb. MYCAENE - A co by to niby zmieniło? GLADISH - Nie próbowałbym jej dotrzymać tempa! MYCAENE - To teraz masz przynajmniej nauczkę. GLADISH - Chętnie ci ją oddam. MYCAENE - Jakby mi była potrzebna. To nie ja się uparłem, żeby przynieść ten alkohol. A właśnie, czy mi się wydawało, czy ta butelka znajdowała się wcześniej w moim biurku? GLADISH (niewinnym tonem) - Pojęcia nie mam, o czym mówisz. MYCAENE - Rozumiem. Zamierzasz mi je kiedyś odkupić? GLADISH - Ale o czym ty właściwie mówisz? MYCAENE - A wiesz, nieważne. Tak sobie tylko gadałem do siebie. GLADISH - Ale wiesz, że gadanie do siebie to już pierwszy krok? MYCAENE - Pierwszy krok, żeby pozbyć się ciebie, zgrywając psychicznego? To już się nie mogę doczekać kolejnych. GLADISH - Ale zabawne. Chociaż nie jest z tobą aż tak źle – przyznajesz, że jesteś psychiczny. MYCAENE - Wolałem sam się przyznać, niż dowiedzieć się o tym od ciebie. GLADISH - Czyżbyś nie lubił, jak ci uświadamiam różne dziwne rzeczy? MYCAENE - Wiesz osobiście wolę pozostać przy własnej ocenie mojego stanu umysłowego, na przykład. GLADISH - A co ci się niby nie podobało w tym, że wysłałem cię do psychiatry? Ja tylko dbałem, żebyś nie zwariował po takim natężeniu pracy, jakie wtedy mieliśmy. MYCAENE - Do tej pory uważam, że naopowiadanie mu o problemach z własną osobowością, jakie niby posiadam, było zbędne. GLADISH - Zapomniałeś o kleptomanii. MYCAENE - Racja, o kleptomanii też mu nie musiałeś wspominać. Przypominam, że miałem przez to później sporo problemów w biurze. W sumie do tej pory nie mogę się nadziwić, jak ta informacja przeciekła do szefa. (Gladish spogląda w sufit, pogwizdując niewinnie pod nosem. Mycaene zerka na niego, marszcząc brwi.) - Dzięki, stary. GLADISH - Spoko, polecam się na przyszłość. MYCAENE - Ta, zapamiętam i zgłoszę się do ciebie, jak będę potrzebował komuś spierniczyć reputację. GLADISH - Ale wiesz, z moich usług mogą korzystać tylko wybrani. MYCAENE - Znaczy tacy Wybrańcy, jak na przykład Potter? GLADISH (z szatańskim uśmieszkiem) - Potter jak najbardziej może się do mnie zgłosić. Już ja bym mu coś wymyślił… MYCAENE - Tylko musiałbyś uważać, żeby McGonagall się o tym nie dowiedziała, bo dopiero by ci dała popalić. GLADISH - A tam, jest zbyt zawalona papierkową robotą dropsożercy. MYCAENE - W sumie, coś w tym jest. Ale z pewnością by się dowiedziała. GLADISH - I tak by już było za późno. A zresztą, czy ty zawsze musisz wszystko psuć, jak ja się tu napalam na dobrą zabawę? MYCAENE - Gladish, ja bym ci radził nie napalać się w pracy. To by się mogło źle skończyć. GLADISH - Pesymista z ciebie. Niby jak to by się źle skończyło, co? MYCAENE - Jeszcze byś się rzucił na kogoś i co wtedy? GLADISH - Nic. MYCAENE - Jak to nic? Miałbyś sprawę o gwałt. GLADISH - Stary, czy ty sądzisz, że jakakolwiek kobieta po spotkaniu ze mną byłaby na tyle zawiedziona, żeby mnie posądzać o gwałt? MYCAENE - Wiesz, patrząc na to, ile już miałeś dziewczyn… GLADISH (z lekkim oburzeniem) - To o niczym nie świadczy. Po prostu jestem z natury hojny i staram się, żeby jak najwięcej kobiet doznało zaszczytu spędzenia ze mną nocy. MYCAENE - Tylko uważaj, żeby swoich genów nie rozdawać równie hojnie. GLADISH - O nie, co to, to nie! Moje geny należą do mnie i ich nie oddam! Nikomu! MYCAENE (powątpiewające spojrzenie) - Też tak kiedyś myślałem, wiesz? GLADISH - Goń się, ja się nie dam usidlić, ani zaobrączkować. MYCAENE - To się jeszcze okaże. (Gladish prycha kpiąco, przybierając pozę wielce obrażonego. Mycaene kręci głową i wstaje.) - Dobra, pogadaliśmy, wypadałoby wracać do pracy. Idę po Grindelwalda, zobaczymy, co będzie miał do powiedzenia. GLADISH (niewinnym tonem) - Ciekawe, czy jego historia pokryje się z tą, którą opowiedziała nam pani profesor. MYCAENE (wychodząc) - Za chwilę się okaże. (Kilkanaście minut później drzwi otwierają się, a do pomieszczenia wchodzi Mycaene z nietęgą miną. Gladish spogląda na niego ze zdziwieniem.) GLADISH - Gdzie masz Grindelwalda? MYCAENE - Nie ma go. GLADISH (zrywając się wściekle z krzesła) - Jak to go nie ma?! A gdzie niby jest?! MYCAENE (z niezadowoleniem) - A żebym to ja jeszcze wiedział. Nie ma go tak, gdzie był jeszcze godzinę temu, ani nigdzie w okolicy. GLADISH - No kurwa mać! Trzeba go znaleźć! MYCAENE - A myślisz, że co robiłem tyle czasu?! Szukałem tego palanta po Ministerstwie! (wzdycha) Ochrona już wie i postarają się go znaleźć. GLADISH - To co teraz zrobimy? Kingsley nas ze skóry obedrze, jak się dowie, że zgubiliśmy czarnoksiężnika. MYCAENE - Nie musisz mi o tym przypominać. Nie wiem, co zrobimy, ale wiem, że MUSIMY z nim porozmawiać. Zostawił to na krześle. (Mycaene podaje Gladishowi kawałek pergaminu. Gawain przez chwilę wpatruje się w ciemne słowa z obojętnością na twarzy. Jedynie drobny mięsień przy nosie drży mu niecierpliwie w tłumionej złości. Gwałtownym ruchem zgniata pergamin i rzuca go na biurko.) GLADISH - Jak dorwę tego palanta, to mu nogi z dupy powyrywam. MYCAENE (woła, gdy Gladish już łapie za klamkę) - Czekaj! Ochrona go znajdzie. Lepiej, żebyśmy się zajęli na razie Flitwickiem, a z Grindelwaldem się policzysz, jak go dorwiemy. GLADISH (po chwili wahania) - Dobra. Ale jak tylko nam go tu dostarczą, to ja się z nim najpierw rozprawię, jasne? MYCAENE - Nie będę cię powstrzymywał. (Mycaene wychodzi. Gladish siada powoli na swoim miejscu, sztyletując wzrokiem pognieciony pergamin. Po chwili nie wytrzymuje i jednym machnięciem zrzuca z biurka wiadomość, która spada spokojnie na podłogę, rozwijając się z powrotem w trakcie lotu. W jasnym świetle kominka zalśniły słowa, spisane ciemnym atramentem: A JA WIEM, KTO TO ZROBIŁ… G.G.) poniedziałek, 14 listopada 2011, ines_mp
Komentarze
sybilla02
2011/11/14 21:53:17
no tak...gellert wie wszystko ;p i potrafi wykrecac ludzia niezle numery...zycze ochronie milego szukania:) rozdzial swietny i szkoda ze historia dobiega do konca...tak piszesz ze nie mam zielonego pojecia kto mogl to zrobic...
Gość: Hybryda, 89-78-167-180.dynamic.chello.pl
2011/11/14 21:55:53
nie no ! oni są bezbłędni xDD dobra powiem tak... ja też bym chętnie spędziła noc z Gladishem, ale nie chciałabym żadnych potomków z jego genami, bo to już byłoby za wiele dla świata xD A co do końcówki to... DAWAĆ MI GELLERTA ! ;D
A teraz mały apel do Pana Wena: Panie Wnusiu (ahahaha ! ja przepraszam ! miało być Wenusiu xD) kochany, ja pana bardzo proszę, pan się postara i nawiedzi znowu Ines, najlepiej już teraz, bo ja muszę wiedzieć co ten Gell wymyślił ^^ Buziaki kochana ;* H. 2011/11/14 21:57:04
Panie Wenie, buntuj się pan! Byle głośno, mocno i dłuuugo!
Mwahahahahaha Gawain biedaczek skacował się. A mówiłam, że masz tyle nie chlać, ehh... jak do ściany. Nieruchomieje? Kurczę liczyłam, że dopiero teraz gruchnie mu w głowie myśl, że wypił jakiś eliksir i nawet nie wie jaki. Ehehhehehe Gawuś, masz przerąbane. Nikt cię nie uczył, że nie wolno podkradać kolegom butelek? Zwłaszcza pełnych? Doug u psychiatry? OMG! A właściwie to jakim cudem Gladish jeszcze żyje? Ja bym za takie coś udusiła gołymi rękami. Chociaż może to ten powalający urok osobisty :P Zabrakło mi słów, a w sumie... [idzie puścić soczystą plotę o Gawim] [żaróweczka + szatański uśmiech a'la Gellert]. MYCAENE - Gladish, ja bym ci radził nie napalać się w pracy. To by się mogło źle skończyć. W kontekście wyżalania się Minerwie na temat tego, na co Gawi ma ochotę, to nie pozostało mi nic innego niż ryknąć śmiechem i zaproponować mu z całą wrednością prywatnych lekcji anatomii ludzkiej pod czujnym okiem Rubeusa. "Przeleć mnie, och, przeleć mnie lalalalala" Czyli tak wg Gladisha wszystkie dziewczyny śpiewają patrząc na niego? I faktycznie niech dobrze pilnuje genów, bo jeszcze na progu znajdzie swoją eks z brzusiem lub z płaczącym zawiniątkiem. Chociaż jak dłużej pomyślę, to bym współczuła dziecku takiego zakręconego tatusia. No chyba, żeby ów tatuś za głupoty obrywał po różnych częściach ciała drewnianymi klockami mwahahahaha Zamiast Grindelwalda przeczytałam Grunwalda -.- Przeklęty niech będzie YT! Palanta? Nonono Panie Mycaene, język! - Nie będę cię powstrzymywał. Auć? Gellert, może lepiej pryśnij gdzieś do ciepłych krajów, co? o_O Czemu to zabrzmiało jak przechwalanie się pięciolatka, że on wie? I to powiedziane takim przedrzeźniającym tonem? Spodziewałam się wyduszania z Filiusa prawdy, a nie takiego zaskakującego zakończenia, chociaż będę dusić za urwanie w takim momencie! Dużo weny, bo chcę więcej i buziaki :* :* :* na zachętę ;) Jane
Gość: xredds czarna., host-132-147.igloonet.pl
2011/11/14 22:33:26
3 no, ale w każdym razie. uwielbiam dialogi Gladisha z jego drogim współpracownikiem, oni tak "cudownie" się dogadują i są dla siebie tak "mili" ;) więcej, więcej ! czekam, czekam, czekam... Weny ;*********
2011/11/14 22:46:09
Gellert wymiata! Padłam i nawet nie próbuję się pozbierać :D Taaak, zdacydowanie taka dawka humoru była mi dziś niezbędna do przetrwania, dziękuję Ines :)
2011/11/14 23:03:01
To było genialne :) Grindelwald górą :D:D. Nie spodziewałam się że taki numer im wywinie.
Prawie sie udusiłąm jak przeczytałam wiadomość którą im pozostawił. Już zaczynam współczuć obu aurorom :D:D jak go znajdą oczywiście. Pozdrawiam i życzę dużo weny :D 2011/11/15 14:48:06
hmm... no tak, tego zdecydowanie można było się spodziewać. Gellert zawsze wie to, co trzeba, to, czego nie trzeba i w ogóle wszystko :D całkiem jak to on.
rozdział trochę nużący. ogólnie te rozmowy, kłótnie, czy co tam między G i M są śmieszne, ale czytając to po raz siódmy, człowiek przestaje sobie to wszystko wyobrażać, jest trochę poza światem i przez to nie może docenić twojej pracy. tak, czy inaczej, sądzę, że opowiadanie chcąc, nie chcąc zmierza, słusznie, ku końcowi. mam nadzieję, że w zakończeniu czymś nas zaskoczysz, Ines :) buziaki, Gee :)) 2011/11/15 17:17:18
Haha, aż byłam tak ciekawa, że musiałam sprawdzić, co to jest kleptomania :P No i wybuchnęłam śmiechem :)
Liczę, że Pan Wen doda Ci natchnienia na kilka dalszych rozdziałów, bo o ile się nie mylę, to jeszcze dwie osoby zostały do przesłuchania. Co daje nam dwa rozdziały, plus jeszcze jakieś dwa na rozwiązanie całej sprawy... Sumując wszystko (sacrebleu, wyższa matematyka...) daje nam to przynajmniej cztery rozdziały :) Ten rozdział w sumie o niczym, jednak końcówka zaskoczyła :P Gellert jak zwykle wszystkowiedzący... Obstawiałabym, że to on zabił Rosmertę, bo mu buchnęła czereśnie do koktajlu :P Ale mogę się mylić :PP Pozdrawiam i czekam na dużo, dużo więcej! mionka94
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2011/11/15 17:32:46
NO JA CHYBA WYJDĘ Z SIEBIE I STANĘ OBOK!!! :) ja już chcę następną, nieważne czy ostatnią czy przedostatnią ale już ją chcę!!! Przecież tak nie można kończyć!!!! to jest normalnie wredne!!! :D :D :D
2012/01/15 23:16:49
Boże jak ja tu dawno nie byłam (co prawda po innym nickem niż teraz) musiałam to wszystko nadrobić..Rozdział świetny i nie moge się doczekać następnego.Wgl opowiedanie jest niesamowite.... Miałabym proźbę założyłam ostatnio bloga memoriesbyladydark.blox.pl/html co prawda nie tematyka HG/SS ale pare myśli z życia..zaglądnij jak coś
|
|